19.12.18 Można działać, ale cholernie muli…

Przed samym zakończeniem pracy nad „DL”24 pojawiły się problemy natury technicznej, stary zakurzony złom siada, ekran strzela niczym popcorn w mikrofali, nie wiem czemu, bo jestem atechniczny i problemy tego typu zamiatam pod dywan aż się spod niego wysypią. Człowiek jest cholerykiem, a jeszcze narobi sobie kilka kaw i zmaga się ze złośliwością rzeczy martwych. „Adwentowy spokój”. Co jednak poradzić, problemy są po to, by je rozwiązywać – damy radę. Legia jest zaś po to, by ją oglądać – często z efektem podobnym jak podczas siedzenia przy sypiącej się maszynie. Wynik ostatnio niezły, ale nie oszukujmy się – runda przegrana, bo przegrana Europa. Pozostając przy metaforze komputerowej – można oglądać, ale strasznie muli…

Legia nie gra zbyt ładnie dla oka.

Ciągle tłumaczę sobie, że na Bundeslidze (Hertha-Lipsk) też się kiedyś nudziłem, ale to krótkotrwałe wytłumaczenia, bo przecież na 2.Bundeslidze (wtedy był w niej mecz Drezno-St.Pauli) byłem zaskoczony wysokim tempem meczu…

Legia też potrafi, niedawno (kilka sezonów temu) był czas, w którym jak na Mistrza Polski potrafiliśmy pokazać dobry poziom, a szczególnie dobry poziom mobilizacji, który fanatykowi wystarczy, by mecz uznać za w miarę udany. Większość meczów to jednak totalna padaka, a do tego bez obecności kibiców przyjezdnych!

Czy uda Ci się wytrwać w tym kibicowaniu jeśli tego… nie pokochasz?

Nie tylko atmosfery na trybunach, bo oprawy są raz na jakiś czas i też wprowadzają pewien poziom… poczucia monotonii do mózgu, gdyż prawdziwie ciekawie było… nie wiedzieć. Nie wiedzieć czy będzie dym, choreo gości, czy przyjezdni nie wyskoczą po flagę… Polski ruch kibicowski, a konkretnie jednostki zabija również cichy wróg – przewidywalność. Dodam, że kiedyś „nie wiedzieli” wszyscy, nie tylko wąska grupa, a zatem niewtajemniczony małolat też mógł iść na zwykły mecz i mieć okazję rzucić deską, powisieć na płocie…

Niespodzianek zazwyczaj nie ma, więc przede wszystkim, niestety, trzeba pokochać mecze z Piastami u siebie, „mecze na szczycie”, od których lepsza bywa dobra okręgówka… Jeśli nie pokocha się tego absurdu o nazwie polska piłka, może być ciężko z oglądaniem niektórych meczów. Trzeba sobie jakoś wmówić, że musisz to śledzić. Za chwilę i tak śledzenie ligi będzie ciekawsze od śledzenia polskiej sceny kibicowskiej, na której dużo, naprawdę dużo można przewidzieć… Bicie… no ok., ale czy każdego pociąga bicie się w tej formie?

Tak więc wkręcaj sobie, jak piszący ten tekst, piłkarskie emocje.

Ale – całkowicie szczerze – gdy widzę jak taki Kucharczyk, albo Malarz występują na filmikach ultrasów to aż chce się oglądać ten cały piach, tak – właśnie dlatego, bo to dobre chłopaki! Jak przypomnę sobie eksplozje radości po golu i bieg Dominika Nagy w kierunku objęć z chuliganami z Żylety to wiem jedno – to jest moja Legia i nawet na poziomie podwórkowym będę jej kibicował! Oglądał, czasem na siłę i czekał na takie małe smaczki, które obudzą jeszcze czysto kibicowską radość…

ŁG