22.12.18 Zakurzoną klawiaturą pisane… A może Bóg tak chce?

Mam uwaloną kuchnię, stertę talerzy, worki śmieci do wywalenia… Nie przejmuję się tym zbytnio. Żona właśnie kima na kanapie zmęczona życiem (zero pretensji z mojej strony), obok pies – on zawsze jest zmęczony. Ja zajęty byłem lekturą, oglądaniem meczów. W tygodniu też nie miałem czasu, praca, sport, uprawiany, oglądany… Oczywiście piszę wszystko to, co robiłem obok prób duchowego przygotowania się na święta (o tym pisałem Wam w innych tekstach). Powstają oczywiście jakieś memy o tym, że „Jezus też urodził się w grocie”, więc „sprzątać nie trzeba” i… coś w tym jest. To znaczy, warto, ale niekoniecznie na pierwszym miejscu, do dziś zbyt wściekły latałem… Najpierw trzeba posprzątać w swoim ciele… odpocząć, potem w duchu – modlić się. Reszta to tylko dodatek. Z czegoś mam zrezygnować? Ok., rezygnuję z polerowania, lakierowania, całego tego cukru… Jak stwierdzimy z żoną, że trzeba coś z tym syfem zrobić, pomogę jej. Może stereotypowa Grażynka miałaby czas pójść do spowiedzi, gdyby nie robiła sobie paznokci i nie zdzierała parkietu, by wydobyć każdy skrawek kurzu…? Mam wywalone, jestem zadowolony, bo wypoczywam i przygotowywałem się i przygotuje ciągle, duchowo, a moja rodzina też była u spowiedzi. Pójdę na pasterkę, wybaczam rodzinie, że współtworzą ją także idioci (oczywiście oni tak myślą o mnie), nikogo nie gonię…

Dziwisz się mojemu tekstowi?

Za dużo dookoła furiatów, którzy potem przeklinają ten swój tefauenowy „kristmes tajm”, bo siadają do stołu po długich dniach nerwów i harówki, zapominając, że to nie o nią chodzi, sami wychowują swoich bliskich, że tak ma być – błysk i fanty.

Po drodze oczywiście „wigilie” w przedszkolu, szkole, zakładzie pracy, zorganizowanej grupie przestępczej i Bóg wie gdzie jeszcze, a żadna z nich nie ma niczego wspólnego z oczekiwaniem na Mesjasza, bo w żadnej z nich nie ma modlitwy i rozmów o Jezusie. GDY czekanie na Boga jest na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na właściwym – gwarantuję…

Masz coś olać? Olej wszystko prócz Boga (takiego stricte, nie jako Mikołajkowej czapki na meczu, chociaż to fajne, oczywiście) i rodziny, czyli… zrób na odwrót w kwestii priorytetów. Wtedy, wypoczęty, można dopiero cieszyć się z tego, że Bóg stał się tak bezbronny jak my…

Zaraz Legia – Krosno w kosza, relaks… No i git!

ŁG