23.12.18 Czy to oby nie jest początek…?

Powiecie, że drętwo tu trochę, ale ja już zacieram rączki, bo szykuję/kończę dla Was stustronicową bombę nowych tekściorów spod średnio utalentowanego, ale szczerego pióra Growera i ziomków! W przerwie tworzenia na papier naszła mnie pewna refleksja poboczna. Zazwyczaj gdy piszę jakąś publicystykę jest ona o „końcu pewnej epoki…”. Zauważyliście tą tendencję, nie tylko u mnie? Weterani-pesymiści, a ledwo trzydziestkę przekroczyli! Zastanawiam się, czy rok 2019 będzie „początkiem jakiejkolwiek epoki”, rokiem, w którym powstanie/stanie się coś pozytywnego dla naszych klimatów…? Czy może jesteśmy skazani wyłącznie na wymieranie i strzępy radości, wspomnienia, ekstazę raz do roku…? Zgryźliwi tetrycy…

Latanie do Marrakeszu, latanie na kolejne rozmowy o tym, że… za dużo paliwa to niedobrze itd. – polityk to „stan umysłu”, prawie jak „Rosja”… Ba, bywają nawet przyłapani (Marcon) na lataniu do miasta oddalonego o… 110 km! 100% eko!

Elegancja Francja mocno się zagotowała i tym razem nie są to głównie imigranci wspierani lewicą, którzy plądrują sklepy (o walce z nimi wewnątrz samych protestów pisali Szturmowcy w swojej relacji na blogu), a zazwyczaj biali, którzy mają dość mydlenia oczu przez System, który do tego nazywa ich rasistami. Prawie zapomniałem, że tam tacy jeszcze żyją, a przecież 30% Francuzów głosowało w 2017 roku na ex Front Narodowy (nowa nazwa Zjednoczenie Narodowe)…

Europa ma dość! Dość jak nigdy w historii mojego pisania na te tematy (na początku XXI wieku można nawet było powiedzieć, że Europa śpi w najlepsze…, a nasze słowa – np. na 11 listopada przed 2009 – były słuchane z taką samą ciekawością z jaką obserwuje się małpy w ZOO). Wszyscy zachłysnęli się nowym światem, a teraz ten nowy świat jest podpalany, a stary świat (m.in. Polska) patrzy na to ze zdziwieniem…

Może właśnie to jest TO COŚ czego nie zauważamy? Może teraźniejszy czas to przełomowy czas dla naszego kontynentu, a my tylko narzekamy…? Może za 10 lat powiemy: w 2018 to się działo!

Jeszcze jedno…

Czy tak samo będzie z kibicami? Najpierw dziwna (wg mnie) żądza posiadania nowych aren, a potem… burzenie ich w naszych sercach, bo zabrały nam niemal wszystko co kochaliśmy na stadionach (może Legii nie, ale większości…?) prócz samej piłki…? Ciekawi mnie po prostu, czy polski kibol wreszcie się zbuntuje, ale na tyle, że ten bunt będzie stanowił podstawę jego codzienności, nie transparent i race raz na rok, albo śmieszne inicjatywy „walczące” z Systemem, a tak naprawdę rozpadające się po chwili, bo nudzące się – jak wszystko w XXI wieku.

Związek i Bałwans są bezczelni, ale bezczelność może obrócić się przeciwko nim, jak przeciwko Marconowi, który stwierdził np., że „praca we Francji jest i może z każdym narzekającym Francuzem się przejść i mu ją znaleźć” (tylko co taki pracownik kupi za wypłatę…? Trochę benzyny żeby uciec na wiochę z pełnego imigrantów miasta…?). Niestety, nasza mentalność jest kiepska, nie wiem co nas tak rozleniwiło… Może jeszcze większa bezczelność władzy znów nas obudzi, jak żabojadów?

Tak sobie tylko myślę… w te deszczowe święta.

ŁG