12.01.19 #Barber Shop.

Jak co dwa tygodnie byłem strzyżony w moim ulubionym Barber Shopie. Włosy już skończone, gorący ręczniczek zdjęty z buzi i czekam sobie na strzyżenie brody, maszynką, nożyczkami, brzytwą. Puścili mi Fisza Emade „Dwa ognie” (bracia wypuścili nowy singiel!), więc prawie odjechałem, było mi tak błogo, że usypiałem. Barberka jest bardzo dokładna, siedzę tu już jakieś 40 minut, a dopiero połowa roboty… Aaaaaah. Lubię to – wyczekuję długimi dniami tego przymusowego (inaczej nie potrafię) siedzenia bez ruchu w wygodnym fotelu, przerwy w miejskim biegu, nie myślę wtedy o niczym bolesnym… To moje SPA. Poranne newsy dodatkowo łechtały mój relaks. Legia w końcu przepracuje obozy przygotowawcze (z radością oglądam przy kawie video z Portugalii, jak oni pracują to ja jestem jakby spokojny w pewnych kwestiach…), więc myślę nieskromnie, że CWKS wygra ligę, puchar, a ja zarobię (nie)dużo pieniędzy u bukmachera. Taki jest plan na wiosnę, jeśli chodzi o piłkę nożną. Patrzę w lustro, w jednym oku widzę „eLkę”, w drugim symbol dolara, a w trzecim, by wydać go na bilety na mecze… Po chwili jednak zobaczyłem coś jeszcze…

„Jedźmy gdzieś”

Wtem drzwi Barbera otwierają się niczym w westernie i wchodzi klient, który zapewne umówił się przez aplikację internetową na strzyżenie. Siedzący dotychczas przy kawce z telefonem fryzjer zaprosił go obok mnie.

Nagle prysnął ten cały optymizm, gdybym pił powiedziałbym: momentalnie wytrzeźwiałem. To był lewicowy aktywista, którego kiedyś „odwiedziliśmy” z kolegami, zapominając o zasłonięciu twarzy. Parę lat już minęło, a ja zmieniłem się bardzo. Zapuściłem włosy i brodę, on wygląda mniej więcej tak samo (brudy zawsze były zapuszczone, heh), może trochę przytył. No i ja go znałem ze zdjęć z szeregu nieładnych akcji, a on mnie widział zapewne ten jeden raz przez ułamek sekundy, po czym szybko musiał spuścić wzrok.

Chwila niepewności, czy będę musiał się zrywać z fotela jak w amerykańskiej komedii z grubym murzynem (tylko wałków we włosach by zabrakło), bo nagle zadzwoni na policję i narobi paniki jak lewica ze squatu podczas słynnego ataku na Marszu 11 listopada w Stolicy, a może trzeba mu będzie trzasnąć z nagrzewnicy, bo rzuci się na mnie z suszarką…?

Brakowało tylko słynnej muzyki z „Requiem dla snu”…

Rozsiadł się wygodnie, spojrzał na mnie obojętnie. Z mimiki wyczytałem, że mnie nie poznał, a więc nie wyczytałem żadnej nagłej zmiany. On, gdyby podobnie przyjrzał mi się po wejściu zapewne zauważyłby szerokie otwarcie oczu, podciągnięcie się wyżej na fotelu, mocniejsze złapanie (na chwilkę) fotelowego oparcia do rąk.

Ogarnąłem się równie szybko jak się zdziwiłem i jak gdyby nigdy nic strzygliśmy sobie brody pół metra od siebie, do tego gościu wesoło gwizdał, a ja obserwowałem go w lustrze z coraz większym rozbawieniem. Brakowało tylko tego byśmy wspólnie zaczęli śpiewać kolędy, wszak niedawno były święta, czas przebaczenia. Teraz jeszcze bardziej by pasował tu singiel „Dwa ognie”, ale nie – barberka puściła PRO8L3M…

A Wam jak minął dzionek…? Idę zaraz puścić kuponik, to chyba oczywiste, że West Ham wygra z Arsenalem :-)… 

ŁG

PS: Oczywiście tekst jest fikcją literacką, wiadomo… :-).