25.01.19 Boso, ale w ostrogach…? Nie dzisiaj…

Żyjemy w ciekawych czasach, bardzo nastawionych na „prawa jednostki”. Nie tylko liberalni politycy przesadzają, nie tylko pop-gówniane seriale je lansują na sposób skrzywiony (nie ma wszak niczego złego w wolności jednostki), bo jak pokazuje czas przenikają one we wszystkie obszary życia. Możemy się bronić, że jesteśmy jako uliczna subkultura niezależni od polityki i popkultury, ale to nieprawda. Skoro każdy wszędzie wszystko może i jest tak zajęty dodawaniem newsów z własnego podwórka oraz gonieniem reszty stawki, że nie ma czasu na refleksje, dlaczego miałby przestrzegać jakichś dziwnych, mitycznych zasad? Kto je ustalał i dlaczego nie ja? To takie współczesne… Na każdym kroku ktoś wciska ulotkę, a także swoją jedyną prawdę. To, plus tablica facebooka obciąża głowę, aaaa w duuupie to maaam… Zauważcie, że cichym celem liberalizmu jest zanikanie jako takich wspólnot, wspólnych zasad wykluczających innych (tych ewidentnie łamiących je) ze swojego grona. Mówi Wam to coś?

Nie udawaj Greka, że nie wiesz o co mi chodzi…

Można hucznie żegnać (znienawidzonymi w mainstreamie) racami prezydentów machających tęczowymi flagami i nazywać się prawicowym? Można. Ja bym się na przykład z pomocy mojemu klubowi od Roberta Biedronia nie cieszył, wolałbym zaczynać od A klasy za przykładem takiego chociażby bydgoskiego Zawiszy. Sama Lechia przecież pamięta jak miała wesoło, gdy uwalniała (może to także liberalny „Newsweek” im opisze, na fali karpi i dzików?) krowy z miejscowych gospodarstw! Z każdej sytuacji można wszak wyciągnąć wielkie plusy dla klimatu, dla zasad ultra. Boso, ale w ostrogach! Sorry, po tym jak neutralność (dobry żart) wygląda na stadionach w Niemczech wolę jednak stronić od apolityczności… Nawet jeśli pomógł to ze zwykłej przyzwoitości podkreśliłbym jego brzydkie poglądy, z którymi wszyscy walczyliśmy na ulicach, szczególnie na Marszach Niepodległości po 2010 roku… Klubowi pomógł, ale czy krajowi? Myślałem, że zależy nam na obu…

Jednolite zasady nie są już słuchane, bo wszystkiego jest za dużo, każdy chce ustalać swoje. Wszyscy krzyczą, że RUSZYŁA WOJNA!, wszyscy… (od miłośników karpi, polityki, wiary w jebane nosorożce…), co powoduje, że większość wydaje się już znudzona i chce tylko złapać się czegoś, co pomoże jej się WYLUZOWAĆ. Krzyczące tytuły, z lewa, z prawa… Ten nawraca, ten degeneruje… Szufladkowanie fanatyków przez „realistów” pędzących na zakupy i do modnych klubów (na siłkę, na party).

Może nawet ci krzyczący o jakichś zasadach i wojnach mają rację (no ba!), ale „co ja mogę”…? Ludzie odbijają starania fanatyków, bo są przytłoczeni. Pamiętajmy, że w tygodniu sami podkręcają swoje ambicje, „wszystko po swojemu”, selekcja co z tablicy i propagandy trafi do nich, kontrargumenty odrzucone z góry, bo nie ma na nie czasu, nie ma czasu na analizę, „wybrałem”, „określiłem się”, a potem to już wiadomo – „twardo stoję przy swoim”, bo twardo równa się mmm, no nieźle Janek! Nie jesteś głupi, jesteś twardy i wierny! Jesteś taki niezależny, więc nikt ci nie będzie mówił, że prezydent depczący patriotyczne wartości nie zasługuje na szacunek większy niż ktoś umarły w tysiącach innych podobnych zamachów (bo na taki szacunek każdy zmarły oczywiście zasługuje).

Nie żebym był jakimś wzorem cnót, ale… ludzie, kibole kochani… Wolę jednak orthodox.

#

Wiem, wiem – oni mieli prawo, a mi nic do tego. I taka właśnie jest dzisiaj wspólnota. Wygrał liberalizm…

ŁG