30.01.19 „Football Passion” (album, Argentyna, Sebastian Frej).

Nie w każdej polskiej rodzinie jest intryga na intrydze, hipokryzja na hipokryzji jak w głośnej „Cichej nocy” (Polska, 2017), nie przeszkadza to jednak w słowach wygłaszanych na wielkim ekranie typu: chciałem być człowiekiem, a nie Polakiem (z pamięci) itp. Oglądam takie coś i pytam głośno: czy w holenderskich, angielskich, czy szwedzkich rodzinach wszystko jest idealnie? Nie zdarzają się kłótnie, hipokryzje, lecz wynikłe ze specyfiki ich kraju, ich lokalnych problemów? Dajcie spokój… Takie „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. Być człowiekiem, a nie Polakiem…, cóż za niesprawiedliwa obraza, na której pasą się potem jakieś Lisy! Kibola też się podciąga pod osobnika żałosnego, potępionego, pewien synonim wstydliwej Polskości dla „wsteczniowcowców” (bo bądźmy szczerzy, co z nich za postępowcy, skoro za ich sprawą kontynent pada pod łapą kryzysów i imigracji…). Ja uważam, że prócz niewątpliwej patologii (tylko gdzie jej nie ma? To jest ta różnica!) kibole są piękną subkulturą! Nic dziwnego, że wydaje się o nas albumy zdjęciowe. Właśnie na moje biurko trafił drugi (po włoskim albumie J. Grobera „Ultras Italien”), tym razem dotyczący ultras z argentyńskiego Buenos Aires!

 

Mówi się, że w Argentynie „piłka to religia”! Powiesz: no, ale jak to… jesteś katol, więc takie stwierdzenie powinno być dla ciebie bałwochwalcze! Oczywiście, chyba że je weźmiemy w cudzysłów i dodamy, że w albumie „Football Passion Buenos Aires” Sebastiana Freja zarówno ultrasi jak i piłkarze noszą na ciele religijne tatuaże, czy też wisiorki. Na graffiti znajdziemy nie tylko wizerunek papieża Franciszka, ale także inne motywy religijne. Rzekłbym, że w Argentynie religią jest katolicyzm, a piłka nożna (tylko i aż) największą pasją mas, których nie stać na bogate życie… Fanatyzm biedoty, fanatyzm klasy robotniczej, fanatyzm slumsów! Właśnie to oglądamy na 260 stronach tego pięknie wydanego, kolorowego albumu zdjęć! Wymiary albumu to 21 na 25 cm, twarda, konkretna oprawa oraz gruby papier kredowy!

Zdjęcia są zazwyczaj wielkie, na całą stronę, ale nie brakuje kartek podzielonych. Z tyłu albumu znajdziemy spis treści, a więc informację na jakim meczu robiona była dana fotografia, lub jakiej ekipy dotyczy np. graffiti, bo nie wizytujemy jedynie stadionów, lecz także dzielnice! Najlepsze są zdjęcia łączące te dwie płaszczyzny, a zatem zarówno zielona murawa jak i blokowiska w tle, a nad nimi niebo, z jedynym Bogiem oczywiście. Czy to nie piękne? Są sfotografowane służby, są flagi. Są liczne tatuaże. Old schoolowe stadiony, druty kolczaste na płotach. Twarze zza płotów, sylwetki spomiędzy słynnych pasów materiału… Są murale, kilka pustych stadionów. Przede wszystkim różne emocje towarzyszące meczom, od radości do płaczu. Szkoda tylko, że zabrakło fotek z awantur.

Większość zdjęć to kibice, ale są też piłkarze. Większość fotek przedstawia fanatyków, ale są też kibice, którzy mogą przypominać zgredów, chociaż nie wiem, czy z argentyńską mentalnością jest to dobre określenie i czy taki typ kibica tam występuje…

Album kupisz w sklepie „To My Kibice” za 99 zł pod tym linkiem. Jeśli dostrzegasz „to coś” w klimacie futbolu, warte swojej ceny…

Oglądając takie dzieła, nakręcam się… Na trybuny, na piłkę, na wszystko… José Kanté – najlepszy (ex) zawodnik Płocka, któremu po przejściu do Warszawy płoccy ultrasi nawet zadedykowali transparent, nie został zabrany na zgrupowanie Legii do Portugalii. To mówi wszystko o faworycie pierwszego wiosennego meczu ligowego, ale… tylko na papierze. To odwieczny problem… niby wszystko było jak należy, ale jeszcze trzeba to udowodnić w spotkaniu o stawkę. To tam wszystko ma się zazębić. 10 lutego, Wisła Płock – Legia Warszawa. Tydzień później zapełniamy stadion na Legia – Cracovia! Ekstraklasę czas (niedługo) zacząć!

ŁG