4.02.19 „M.M. Kolbe” (książka/biografia, Tomasz Terlikowski, 2017).

Powiedzą Ci, że Polska jest zaściankowa, że uwielbia „tylko te swoje męczeństwo” (zamiast uciekającego przed odpowiedzialnością tęczowego tchórza…). Kocha męczenników, więc jest żałosna. Jak tu nie kochać Maksymiliana Kolbe, który zachował spokój, klasę i miłość nawet w obozie koncentracyjnym, a wcześniej nie mógł usiedzieć w miejscu, działając dla swojej sprawy…? Św. Maksymilian Kolbe! Jeden z trzech moich ulubionych polskich świętych (obok Brata Alberta i siostry Faustyny – mamy tu więc aktywistę, osobę zajmującą się biednymi i mistyczkę, a często ich cechy charakterystyczne dzielą ze sobą!). Nie mogłem tego nie przeczytać, mimo że to Terlikowskiego (kojarzy mi się, hm, średnio, sam nie wiem do końca czemu…), ale gruba (670!), nowa (2017) biografia Maksymiliana M. Kolbe, uznanego przez wielu za antysemitę męczennika z Auschwitz, musiała znaleźć się na moim biurku! Byłem w kinie na „Dwóch koronach” (2017), jakąś starą, zakurzoną biografię Kolbego też czytałem, ale to była pozycja obowiązkowa (mam zamiar również wziąć się za „ziny”, czyli stare „Rycerze Niepokalanej” online)! Przyjmijcie kilka słów zachęty i refleksje (na szczęście grypa mija, więc chyba nie powstały w wyniku omamów, heh).

Są tu kultowe zdjęcia (czarno-białe), są skany ciekawych dokumentów, obrazy, ale w małej ilości, liczy się pisana bardzo przystępnym (aczkolwiek nie brakuje przypisów, źródeł…) językiem treść. Dużo mamy cytatów z listów Kolbego, a także z pism innych osób na temat franciszkańskiego zakonnika i jego szaleństwa dla Niepokalanej. Czcionka jest dość spora, co powoduje, że nie jesteśmy tą grubaśną biografią przytłoczeni. Sprawia wrażenie takiej, w której mamy poznać świętą osobę, człowieka godnego poznania, a nie naukowe opracowanie pełne wszelkich szczegółów. Zajmujemy się tylko tym, co naprawdę ważne.

Towarzyszymy słynnemu Franciszkaninowi od dzieciństwa po męczeńską śmierć w Auschwitz (obok ikona podesłana mi do zina „DL”24 przez twórcę bloga Weduta, podlinkowanego po prawej stronie e-„DL”). Na misji w Japonii, podczas planowania kolejnych podbojów dla Niepokalanej… Podczas budowania potęgi Niepokalanowa i wychowywania braci na takich, którzy równie jak on byli gotowi na męczeńską śmierć (niżej na zdjęciu przedwojenny klasztor w Niepokalanowie, bracia modlący się na leżąco w sporym ścisku, robi wrażenie, prawda? Muszę tam pojechać, swoją drogą, byliście? Napiszcie na drogalegionisty[a]gmail.com wrażenia…).

Czy dzisiejszym Franciszkanom nie brakuje duchowości św. Maksymiliana? Czy nie za bardzo zajęli się, hm, ekologią, legendarną radością św. Franciszka? Kolbe podchodził do służby na sposób… militarny, a więc bardzo dziś niepożądany. Jego wizerunek znajduje się jednak w wielu świątyniach (ach ta nasza zaściankowość… zachowa to, co dobre!), a więc mam nadzieję, że – m.in. za pomocą takich biografii – ta duchowość zostanie wysunięta na czoło.

A propos tych rozważań: Kościół dzisiejszy a Kolbe, polecam filmik niezawodnej „Polonia Christiana”, który zamieszczam pod tą recenzją jako uzupełnienie.

Dygresja. Nie mogę na dłużej tknąć tego, co promuje rzeczy niemoralne (nie mylcie z polityczną poprawnością, czy grzecznością, chodzi o ducha), wychodzi na to, że kilka lat uczciwego (przynajmniej staram się, czasem nie wychodzi) praktykowania wiary powoduje, że nawet, gdy upadniesz, to za chwilę chcesz się podnieść, bo to co złe, jest… brzydkie. Brzydkie i niepociągające, nieatrakcyjne, słabe… Czujesz się brudny. Mam propozycję nowego polskiego powiedzenia: „To było oczywiste jak powrót Jurka do WOŚP”… Wyspowiadanie się po upadku jest czymś oczywistym dla praktykującego katolika. Pamiętacie pewnie jak jarałem się tu jakimiś rozpustnymi kawałkami, prawda jest taka, że bywałem wtedy, podczas tworzenia e-zina, smutny jak… sami wykonawcy. Trwaj w stanie łaski, a zmienią Ci się gusta. Niestety trzeba trochę powalczyć, odsuwanie gałęzi potrwa…

Takie książki stawiają mnie w pionie, tacy święci zbliżają mnie bardziej do Boga. Szczerzy, oddani do końca, niepoprawni w oczach świata… Ostatni Prawdziwi Buntownicy. Święty Maksymilianie Kolbe daj mi siłę bym zachował podczas trudów dnia codziennego taki spokój jak Ty w obozie koncentracyjnym. Wstyd mi przed Tobą…

Czego chce ta polska świnia? – mówił esesman, gdy Polak wyszedł przed szereg, by zginąć za Gajowniczka. Nie wiem jak Wam, ale mi się po takiej lekturze odechciewa czarnego humoru o Arbeit Macht Frei…

Polecam!

ŁG