4.02.19 White Street Teacher.

Sam pisałem nie raz, że to fajnie, że jestem taki doświadczony, bo mogę patrzeć na świat z różnych perspektyw. Znam narkotyki, złodziejstwo, chuligaństwo, rozpustę, praktycznie wszelkie grzechy. Dziś jest to po prostu fakt, nad którym muszę przejść do porządku dziennego, inaczej – nic z nim nie zrobię, jak to się mówi: jest po frytkach. Nie ma co się zatem rozczulać, bo czasu nie cofniesz, trzeba się starać przemieniać to w dobro. Myślenie mi się jednak zmienia, bo do niedawna sądziłem, że ja to jestem kozak, pismak oświecony, gdyż za sprawą doświadczeń widzę kontrasty, widzę wszystko. „A MOHERY I INNE MUŁY TAKIE NUDNE”! Dziś wiem, że prawdziwym skarbem jest być czystym. Zacząłem szanować takie osoby, a jeszcze bardziej dzieci – moich podopiecznych. Do niedawna myślałem, że będę fajnym, luźnym wychowawcą, no wiecie, takim nauczycielem z „Green Street Hooligans”, który z małolatami pożartuje nawet na tematy, na które nie powinno się żartować z dziećmi. Tak – one przez Internet i tak za dużo dziś wiedzą, ale jako katolik mam być wojownikiem, a nie lemingiem i pokazać im bardzo ciężką, ale alternatywną drogę, która może (choć wcale nie musi) udowodnić im, że istnieje inne podejście do życia w XXI wieku, w czasach durnych YouTuberów i emo-raperów ze stanami depresyjnymi, będących ich idolami. Trener starał się być trochę podobny, a oni mają właśnie widzieć kogoś innego, a jednocześnie w porządku…

Człowiek bez złej historii, tak dziś nieatrakcyjny. Prawdziwym skarbem jest być czystym, nie dotknąć od wewnątrz tego najgorszego zła, nie zaprosić go. To jest dopiero inny typ człowieka niż ja sam! Podziwiałem wiele razy pokój ducha kogoś żyjącego obok, a to mogło być właśnie to. On od dwunastego roku życia nie prowadzi walki na własne życzenie, on nie stracił kontroli… Nie wracają mu złe obrazy przed oczy, tym częściej, gdy jest słaby i zmęczony (przypadek? Nie sądzę…). Ile razy w duchu czułem się lepszy od kogoś, bo byłem zły.

Myślałem do niedawna, że jako wychowawca mam uczyć dzieciaki tzw. życia, bo przecież jestem reprezentantem kultury ulicy. Popisywałem się nie raz jaki to ja jestem ulicznik, gdzie to ja byłem i jakie znam historie, odzywki, żarty – dla nas dawno nie ma tabu. Nie zdawałem sobie sprawy, że przez wąskie patrzenie dziecka mogę spowodować, że zamiast lepsze stanie się ono gorsze, a to ogromny grzech, przed którym ostrzega Jezus w słynnym wersecie!

Zdradzę Wam tajemnicę spowiedzi, ja mogę, heh. Spowiadałem się kiedyś, że nie mam jaj dawać świadectwa, a konkretnie powiedziałem, że boję się, bo kilka razy było mi wstyd za wiarę, tak ona bywa słaba. Innym moim grzechem na tej spowiedzi były m.in. właśnie nieprzyzwoite żarty z młodzieżą, bo odkryłem, że to gorszenie dzieciaków. Kapłan powiedział mi krótko: synu, zobacz, wystarczy, że czegoś NIE ZROBISZ (nie będziesz gorszył), a już dajesz odważne świadectwo! Rozwiązanie dwóch problemów polega na pewnej zmowie milczenia.

Ojciec Pio mówił, by spowiadać się nawet co tydzień jeśli trzeba. Jak nie wierzyć świętemu skoro oczyszczając duszę szary zwykły kapłan może podpowiedzieć coś tak oczywistego, a zarazem rewolucyjnego? Nie musisz opakowywać się w niewiadomo jakiego herosa (katolickiego), wystarczy, że po prostu spokorniejesz i zamkniesz jadaczkę!

ŁG

PS: „White” jest w Piśmie kolorem m.in. nieskazitelności, prawości…