7.02.19 CH/HC (część 3 – ostatnia). Extrema! I jej bolesny upadek…

Na początku lat 90-tych Kościół stopniowo zaczynał tolerować koncepcję „ekstremalnej” muzyki chrześcijańskiej, będącej pewną alternatywą od tzw. „oazowego” grania. W chrześcijańskim przemyśle muzycznym sukcesy odnosiły grupy popowe, hip-hopowe, punkowe oraz metalowe takie jak Mortification, Vengeance Rising, czy Living Sacrifice, które pod względem muzycznym w niczym nie ustępowały od takich kapel jak Deicide, Morbid Angel, czy Slayer, a niekiedy nawet ich przebijały techniką i brutalnością w grze (za przykład niech stanowi death metalowy utwór Mortification – „Terminate Damnation”! Nawet wymyślono przeciwwagę do black metalu – „unblack metal” :-). Gatunek HC w tamtych latach jednak wciąż był za mało popularny, żeby można było pisać o jego popycie na chrześcijańskiej scenie.

SFHC

Pomimo tego, że pierwsze bandy już dużo wcześniej zaczęły działać w tym kierunku, prawdziwa eksplozja gatunku potocznie zwanego „Christcore” nastąpiła dopiero w połowie lat 90′ i powoli nabierała odpowiedniego kształtu, a wytwórnie takie jak Tooth & Nail Records w 1997 roku szybko stały się jednym z niezależnych i prężnie prosperujących wydawnictw.

Powstanie ruchu „Spirit-Filled” można znaleźć bezpośrednio w ideologii muzyki HC. Choć wartości krzewione na scenie HC od samego początku były zgodne z chrześcijaństwem, wiele hardcore’owych kultowych zespołów miało raczej anty-chrześcijańską postawę. Jednakże za treściami pro-społecznymi, politycznymi, szły również nurty religijne i kwestią czasu było, gdy po Rastafarianizmie głoszonym przez Bad Brains, czy Hare-Kryszna promowane przez Cro Mags – wkrótce i Chrześcijaństwo będzie miało swoją niszę na tej scenie.

HC skupiał się na braterstwie i otwartej przyjaźni, budując więź, którą dawniej odzwierciedlał Kościół. Zaangażowanie się w scenę HC tworzyło w pewnym sensie naturalne środowisko do głoszenia Ewangelii za pomocą określonej muzyki, pełniącej w tym przypadku rolę wybranego narzędzia, docierając do różnych środowisk młodzieżowych.

Po części przyczyniła się też do tego idea Straight Edge będąc zgodną z chrześcijańskimi kodeksami moralnymi, wyciągając trudnych dzieciaków ze szkodliwych nałogów i zgubnego wpływu otaczającego ich świata…

Upadek SFHC

Gdyby nie Tooth & Nail – Spirit Filled HC nigdy nie wyszedłby z podziemia, ale z drugiej strony dzięki SFHC Tooth & Nail stała się największą wytwórnią w podziemnej muzyce chrześcijańskiej.

Rozwijająca się w szybkim tempie kariera T&N zaowocowała zawarciem umowy dystrybucyjnej z EMI, co pozwoliło przebić się z zespołami do jeszcze większego grona publiczności.

Niestety scena SFHC tak szybko upadła jak powstała. Większość kapel nagrała tylko dwa albumy, a część z nich nie miało już nic wspólnego z tym, co reprezentowali na początku. T&N wywierał wpływ na główny nurt, a w mainstreamie nie było mowy o tym, aby promować się jako „chrześcijanin”. Więc jeśli Chrześcijanie zamierzali wejść w ogóle do głównego nurtu, konieczne było zerwanie ich więzi ze sceną chrześcijańską. Termin „chrześcijański zespół” stał się niewygodnym terminem, więc niektóre zespoły musiałyby mówić, że są „chrześcijanami w zespole”, lub po prostu są „zespołem”, zaś ich teksty stały się bardziej alegoryczne i mniej otwarte. W efekcie czego formacje wyrosłe z SFHC niczym nie różniły się od innych grup wykonujących ten sam rodzaj muzyki.

Pierwotne, twarde stanowisko SFHC charakteryzowało się konfrontacyjnym, ewangelicznym podejściem na zasadzie – wszystko albo nic. I to była główna siła tej sceny…

Tommy

PS: „Modlitwa moskiewska”…: