12.02.19 Zasady.

Na swojej drodze odsuwania gałęzi napotkasz nie tylko swoje brudy, ale także swoje ambicje. Idzie się w nich zagubić, na tyle, że w pewnym momencie dajesz sobie liścia (jeśli Cię na to stać…) i pytasz: co ja robię, o co tu właściwie chodzi? Czy nie tylko o to, aby było po mojemu? Ludzie są zmęczeni ciągłym motywowaniem, diabeł niszczy radykalizmem to w jedną to w drugą stronę. Śmieszny jest nie ten niedoskonały, a ten przegięty. No wiecie, nie zje jednego cukierka na urodzinach mamy, bo zaraz idealna krata pokryje się tłuszczem, albo zamiast krzyżyka kupionego u jubilera, nosi na klacie jakiś drewniany krzyż ścienny. Przegięty jak raper Sobota (wszystko jasne… prawda?). Z ambicjami jest podobnie, często swoje zaślepienie nazywamy twardymi zasadami, a zatwardziałe serce to przecież poważny problem – hodujemy potworka, o czym sam się ostatnio przekonałem na sobie.

Często trudno znaleźć złoty środek, nić porozumienia – wiem. Ten rok jest dla mnie od początku ciężki, wiele drobnych spraw jest jakby pod górę. Trudne rozmowy, sypie się sprzęt, sypie się (w sensie dosłownym) miejsce mojej pracy, którego jestem właścicielem. Trudne rozmowy oznaczają, że również relacje międzyludzkie się psują. Nie z najbliższymi… powiedzmy, że w otoczeniu. Gdy wymagasz – Ci, którzy nie potrafią sprostać będą niezadowoleni. A wymagać trzeba!

W szkołach lipa, w klubach lipa, bo się nie wymaga i nie zaryzykuje się przez to trudnych relacji. Rodzice myślą, że ich dzieci mają być przede wszystkim zadowolone i to świat dorosłych ma do nich dostosować swoje wymagania. Ja ryzykuję i wychowuję w sposób dziś rozumiany często jako niepoprawny, stresujący. Byłem już przez to wyzywany w najrozmaitszy sposób, dziwnym trafem przez rodziców, którzy albo są nadopiekuńczy, albo patologiczni, albo ich dzieci są kiepskie i próbuję z nich wydobyć chociażby źdźbło mobilizacji, by było lepiej. „Nie jest pan bogiem”, „dziecko się boi”, „dziecko się stresuje”… różne już słyszałem. Nie jestem bogiem, bo usuwam dziecko z rodzicem za wystawienie mnie z kilkoma tematami, dziecko się boi i stresuje, bo żeby osiągnęło progres wymaga się od niego większego poświęcenia, pracy (jeśli nie chce, co tu robi?). To są długie, ciężkie rozmowy, przez które wracam ostatnio z pracy o 22:00, zdenerwowany zalewem absurdu, co powoduje rwany, nerwowy sen.

Ale to tylko jedna strona medalu. Czasem niestety wyleję dziecko z kąpielą. Ostatnio wywaliłem dzieciaka z zajęć, przez starą. Podobno nie spał całą noc, rzygał… Tak – chodziło o „zasady”. Moje zasady względem matki, a tymczasem znowu on ucierpiał, bo według mojej hierarchii wartości nie mogło w tej sytuacji być inaczej. Czy na pewno? Dzisiejsza Ewangelia (Mk 7, 1-13) przypomina mi, że prawo prawem, ale liczy się przede wszystkim bycie sercem blisko Boga. Sercem blisko każdego dzieciaka… Sztywniutko!

Ruszyłem z wieloma tematami, których nie mogę i tak naprawdę nie chcę przerwać. Każdy tak ma, od robotnika po trenera z własną działalnością. Chcesz jak w „Ślepnąc od świateł” („Sztywniutko” oczywiście z tego serialu, ładnie to Żulczyk obśmiał…) wylecieć do swojego Buenos, ale nawet tam dopadną Cię sprawy codzienne, jeśli nie w smartfonie to w duszy…

Chciałbym Wam pisać codziennie lekkie i radosne wpisy, ale stety, niestety jestem w biegu. Nie znaczy to, że się odwracam, zapominam. Tylko po ambicjach trochę dostaję, bo chciałbym zająć się pisaniem książeczki, a nie mam spokoju, robię za dużo na raz. Na niedzielny mecz wpadam w biegu prosto z zagranicznego wyjazdu „służbowego”, pewien tego, że ukochana Żyleta, a może i piłkarze Legiuni nie dadzą mi zasnąć…

Tylko kiedy to odespać… Żeby potem nikt nie cierpiał…

ŁG