15.02.19 I nie zmienia się nic…

Nie tylko naturalizowani gracze są problemem dla kibica reprezentacyjnego futbolu, któremu nieobce jest zdrowe podejście do kwestii migracji i do polityki w ogóle (oddzielanie jej od piłki już na początku mojego pisania nazwałem absurdem, więc nie będę się powtarzał), ale także zdrowe podejście do sportu. Niemiecki „Der Spiegel” ujawnił, że Szwaby (a jakże…) z niemieckiego Bayernu Monachium (a konkretnie prawnicy popularnego giganta) sprawdzają różne interpretacje przepisów, na bazie których mogliby… zakazać swoim zawodnikom występu w reprezentacjach narodowych (tak na marginesie, wiecie pewnie kto tam jest napastnikiem…, tylko czy nas to jeszcze coś obchodzi?). Wiadomo o co chodzi – o kasę, a o jakiekolwiek wyższe idee (Boże… już za takie trzeba uznać reprezentowanie swojego kraju…? Tak!) trudno jest nie tylko w Niemczech, ale w całej piłkarskiej czołówce. Ci ludzie dawno stracili zdrowy rozsądek i jakiekolwiek hamulce, liczy się tylko zysk. Potężne kluby – i tak bogate do porzygania – zwalniając na kadrę swoich najlepszych piłkarzy tracą pieniądze, bo nie mogą z nich w tym czasie korzystać (a muszą im płacić potężne premie). Przy argumencie pieniądza już niedługo jakiekolwiek inne argumenty stracą znaczenie, a najlepsze kluby, z jakimi jeszcze do niedawna mogła się zmierzyć np. Legia (Real Madryt), ale i AEK Ateny, Zvezda itp., nie będą grały z maluczkimi, a wraz z innymi potęgami utworzą Superligę.

„To” jest nieuniknione. Tam gdzie pojawia się potencjał zarobku tam niszczy się, wpierw budując i nęcąc osoby z wewnątrz (w tym nas – „ale fajne stadiony”!), kulturę z tym czymś związaną. Smutne to jak dziś wygląda rap, czasem Kościół, smutne są wyżej wymienione pomysły w futbolu… Ale wszędzie tam musimy nauczyć się dostrzegać plusy, tak jak w nowych stadionach – o czym pisałem już podczas budowania nowego obiektu przy Łazienkowskiej 3. W Kościele jest masa dobrych duchownych, w rapie nadal wartościowe perełki, a w futbolowej pasji momenty i miejsca, które przypominają, co jest w tym najważniejsze. No bo co mieli zrobić właściciele, odrzucać forsę, nie kupować piłkarzy? Jeszcze raz – to było nieuniknione, tam gdzie człowiek i hajs, tam nastąpi przegięcie. Czy w związku z tym mamy zapomnieć o swojej pasji…? Pytanie retoryczne. Trzeba nauczyć się poruszać.

W Ewangelii Mk 7, 14-23 Jezus mówi m.in. Nic, co wchodzi do człowieka z zewnątrz, nie może go splamić, lecz co wychodzi z człowieka to go plami. Nasze środowisko i rodowód nas nie przekreślają u Boga, zdajemy sobie sprawę? To zależy od naszej postawy. Ale ja nie o tym. Wiem, że to dziwne, ale słowa Pisma przynoszą mi na myśl inną metaforę – nic, co robią z futbolem na zewnątrz nie powinno go w naszych sercach splamić! Tylko nasze podejście do komercji, pieniędzy, meczów w poniedziałki, bo tak chce TV itd., może prawdziwie zmienić środowisko kibiców… Przecież nawet kibice, ultrasi Bayernu protestowali w sprawach Against Modern Football… To, że Real jest jaki jest, nie znaczy, że UltraSur nie kumają bazy… I tak dalej.

Pamiętacie jak stadion Petrochemi Płock był uznawany za nowoczesny? No wiecie, krzesełka „dookoła” (co z tego, że trochę do pełni tego pojęcia brakuje, heh) i te sprawy. Dzisiaj to rupieć, tak wiele się zmieniło… Moim zdaniem Legia zagrała na Wiśle bardzo dobry mecz i co ważniejsze udało się dowieźć 3 punkty. Gdy ktoś mnie pyta o najgorszy mecz Legii jaki pamiętam to nie podaję żadnych emocjonalnych porażek tylko jakieś bezpłciowe remisy, lub przypadkowe porażki (tym bardziej u siebie) po zero sytuacji bramkowych. W Płocku Wojskowi dominowali, mieli pomysł na zagrażanie bramce rywali i jest to dobry prognostyk. Dopingowało ich osiem stów fanatyków na zakazie.

W niedzielę liczę na pogrom Pasów… I nie zmienia się nic…

ŁG

PS: Nowy naczelny – stara rubryka „DL” nadal w „TMK”. I nie zmienia się nic…

PPS: A tak o „DL” pisze nowy „Antisocial”. Tak jest od zawsze i nic się nie zmienia – „DL” istnieje głównie dla podziemia…