20.02.19 „Wojtek Sokół” (rap, 2019). „Gatunek stracił sens”?

Pamiętacie mój wywiad z Sokołem? Nie bał się go udzielić kibolowi-nacjonaliście, co pamiętam do dziś, propozycję wysłałem, ale chyba nie liczyłem na jej przyjęcie. A jednak… Bo Wojtek ma w dupie. Jak chce nagrać interpretacje poezji to, to robi (projekt z Hadesem, słucham do dziś), jak chce gadać z zinem – gada. Jak chce mieć klip z Bogusiem (nazwiska też nie trzeba, nie?), to go nagrywa. 15 luty 2019, do drzwi puka kurier. Jest to – paradoksalnie – pierwsza solowa płyta członka Zip Składu, WWO, duetu z Marysią Starostą. Solowo nie oznacza, że Sokół jest na niej sam, gości jest na bogato, zresztą niektórzy z nich byli mniejszym, lub większym zaskoczeniem. Mam wersję z 16 kawałkami w tym 3 bonusami znanymi z teledysków. Recenzji tego CD jest już bardzo dużo, pominę dokładne rozkminianie każdego utworu i muzyki, aczkolwiek dopracowane to jest na najwyższym poziomie i już teraz ten krążek ma stałe miejsce na mojej playliście (aczkolwiek kilka kawałków z niej usunę). Sokoła kupuję, bo skłania do refleksji, jak dobra książka, a zatem podzielę się z Wami refleksjami.

Tematyka tekstów to głównie kwestia dojścia na szczyt od zera, związane z tym imprezy, ale i praca oraz wyrzeczenia, przeplatane typowymi dla tego rapera refleksjami nad zepsutym, brutalnym światem, za które – tak myślę – większość z nas zaczęła słuchać Sokoła. Kiedyś Wojtek mówił o sobie Narrator, na nowej płycie też prowadzi tą swoją narrację i znowu to działa! Działa, aczkolwiek martwi, bo antidotum istnieje.

Sporo w tobie goryczy, tak mi się wydaje. Dużo smutku, który przebija się tutaj nawet spod pozorów lekkiego uśmiechu – napisał do Wojtka w swojej recenzji dziennikarz CGMu. Też to widzę.

Dla mnie sprawa jest jasna: nie ma wiary, nie ma więc nadziei, są tylko sekundowe (dniowe, tygodniowe…) substytuty szczęścia i liczenie sukcesów. Też je mam (oczywiście w swojej osobistej skali, mniejszej, ale odczuwam je tak jakby były wielkie niczym firma Prosto…). Już chyba żadna płyta nie będzie dla mnie pełna bez odniesienia do Boga… Rób to w co wierzysz…, ale wierz w życie wieczne.

To jest ta prawda, którą tylko my – wierzący – do końca rozumiemy i głosimy ją pośród kręcenia głową z politowaniem. To dlatego kolejna płyta Tau będzie dla większości płytą oszołoma, bo nie rozumieją, nie żyjemy także w rzeczywistości duchowej, która zmienia życie, ale i spojrzenie na świat dookoła. Możemy się siłować, ale kto nie zrezygnuje z siebie (tyczy się to także księży) dla życia Ewangelią, będzie wracał do grzechu powszedniego i to w nim znajdował radość. W Bogu ta radość jest pełna, ale najpierw – no właśnie – trzeba dużo powalczyć i nadstawić karku, czytaj – w przypadku rapera zaryzykować opinią publiczną. Już mogłoby nie być tak na bogato… Dlatego hedonizm z płyty Wojtka Sokoła, mimo że rapera szanuję i będę kupował jego płyty, już średnio mnie dołuje, a podnieca mnie wcale. Po prostu – nie musi tak być, dziś to wiem… Wiem też, że lekarstwem nie są imprezy jak w filmach, które mogą głównie generować kolejne kłopoty… A gdy przyjdzie kres, wytrzymasz bez publiki? – pytał Tau i jest to ciekawe pytanie do artystów…

„Pomyłka” z Andrzejem Zauchą to kawałek, przy którym ciarki tańczyły labada na moim ciele, ale jedyną prawdziwą refleksją jest: zdrada jest zła. W takim kluczu nadal jaram się twórczością Wojtka i mam nadzieję, że wyciągasz jedynie takie wnioski, ale to nadzieje dość naiwne…

Tylko jak powstrzymać żądze bez silnego fundamentu, budowania na skale, a nie z gówniarsko-hedonistycznym marudzeniem potencjalnego zdrajcy, wiecznie znudzonego? Świat z „Pomyłki” to świat nakręcany przez „Netflixowe” tasiemce, świat z którym „DL” chce walczyć, ja stanę po drugiej stronie barykady – nie zaakceptuję zmiany, parafrazując innego rap-dziadka – Peję. Czy nie najlepszym stwierdzeniem na wszystkie rozkminy damsko-męskie jest to, że najlepsze jest… stare-dobre (?) małżeństwo, praca nad sobą i walka z pożądliwościami? „Tak = tak, nie = nie”. Tak, nie jest łatwo, tak – znowu trzeba o to zawalczyć… zrezygnować z SIEBIE, siebie, siebieee…

Nigdy w życiu nie byłem tak daleko jako osoba od świata przedstawianego przez Sokoła na nowej płycie. Bo on towarzyszył, był gdzieś w tle. Od małoletniego jarania blantów na gigancie towarzyszyło mi jego jeszcze będzie czas by odpoczywać. Potem udało mi się zrobić z nim wywiad po fascynacji krążkiem z Marysią Starostą – byłem całkowicie innym gościem, a dziś jako wierny, 33letni fan przypominam Wam, że zmierzenie się z rozkminami Sokoła jest dla fanów rapu obowiązkowe, bo to hybryda. A co z nimi zrobisz później? Powiem tylko tyle, że świat poza światem Wojtka istnieje – i to jaki… Ale ten z jego płyt istnieje również. Chyba trzeba dodać – niestety, ale to nie do końca wina rapera…

Książeczka z opakowania CDka nic specjalnego, ale do płyty miałem dodane dwa wielkie składaki ze zdjęciami Sokoła. W książeczce znajdujemy masę skanów z lat 90tych, początku nowego wieku, pokreślone kartki z tekstami i tylko trochę współczesności. Jest klimat, te stare ciuchy, stare tła…

Stare. Pierwsze pokolenie polskich raperów robi się stare… Muzycznie u Sokoła należy dodać „ale jare”…

ŁG