22.02.19 Zapowiedź w klimacie Paulo Coelho?

Po meczu Legii z Cracovią stwierdzam, że nie znam się na futbolu. Ba – przecież to już nie raz pisałem, a teraz dodam: nikt się, kurde, nie zna! Możemy, bracia, pieprzyć o przygotowaniach, nastawieniu i pieniądzach. Przede wszystkim jednak piłkarze są tylko ludźmi, a na nieliczne wyjątki – nadludzi – stać nielicznych, chociaż i oni czasem coś spierdzielą, jak np. Bayern z Bayerem niedawno w Bundeslidze. Z ludzi próbuje się zrobić maszyny, ogarnąć ich niedoskonałe ciała i dusze statystykami, matematyką, że skoro „były przygotowania – musi być wynik”. Dlatego piłka jest piękna, bo idę na mecz i za cholerę nie wiem kto wygra, dlatego jest wkurzająca, że muszę coś takiego – taką bezradność faworytów – oglądać. Nie mam pojęcia kto zwycięży w Poznaniu, a czytanie analiz to strata czasu. Leszki dostały 0:4 z Piastem, a Wojskowi z Cracovią 0:2 u siebie. Gdyby ktokolwiek znał się na piłce, wygrywałby fortunę w zakładach bukmacherskich. Jeśli wygrał, a gra dalej – za chwilę ją straci. „Pewniaczkami”. Można mniej, lub bardziej wskazać faworyta na papierze – tyle, a wiemy dobrze, że ani 3:0, ani 0:3 nie będzie zaskoczeniem…

Prawie każdy dziennikarz sportowy to zatem taki Paulo Coelho, razem z „oryginalnymi” wypowiedziami piłkarzy, które od czasów powstania futbolu są takie same. Na papierze wszystko jest jasne i można teoretyzować, czytać to na głos i świrować pawiana…

Bez świrowania pawiana i zbędnej filozofii siadam zatem do meczu piłki nożnej. To mój dwudziesty sezon jako kibica Legii i nie siadam do niego jako coraz większy znawca, a z coraz kwaśniejszą miną. Nie zmienia się tylko jedno – chcę żeby wygrali i czekam aż wydarzy się to w jakimś w miarę logicznym ciągu, lecz tej logiki nie znajduję, po meczu z Cracovią tym bardziej… Futbol to mój odmóżdżacz. I tak za dużo rozkminiam, więc gdy oglądam mecz staram się po prostu patrzeć i dopingować, a to co się wydarzy i tak jest poza wszelkimi wyobrażeniami, które roją się w umyśle kibica…

Owocnego weekendu!

ŁG