4.03.19 „Wyścig z diabłem” (książka, Joseph Pearce, 2013).

Wszyscy jesteśmy w rynsztoku, ale niektórzy patrzą w gwiazdy – mówił Oscar Wilde. Niektórzy w tym rynsztoku zostaną, a do niektórych coś dotrze. Kolejna lektura, którą polecam Wam na Wielki Post to „Wyścig z diabłem” byłego członka brytyjskiego Frontu Narodowego, a konkretnie świadectwo jego życia. Joseph Pearce szczegółowo opowiada o lekturach, które zafascynowały go na drodze wchodzenia na drogę nienawiści jak i na drodze nawracania się. Jego drogę, jako, że znam dużą część wymienianych pozycji, określiłbym jako, hm, naturalną. Z nazizmu Josepha nie leczył katechizm, a np. Otton Strasser (później Pearce napisał jego biografię, która ostatecznie nie znalazła wydawcy…), czy klasyk w postaci Anglika-katolika, G.K. Chestertona (jego biografię również napisał i udało się ją wydać). Autor książki opowiada o typowej dla subkultury muzyce (ale i zwraca uwagę, że zawsze miał szerokie horyzonty i to go uratowało od ciemnoty, znasz to…?), a nawet o meczach piłkarskich (do dziś jest kibicem londyńskiej Chelsea, już jako katolik i zapewne nie ma niczego wspólnego z „Headhunters”, heh). Pearce wydawał zina „Bulldog”, sprzedawanego także na brytyjskich stadionach i bardzo swego czasu popularnego. Za tzw. mowę nienawiści siedział w więzieniu (dwa razy…), gdzie klasycznie – dużo czytał, pisał i myślał będąc zamkniętym w izolatce. Wszystkie te chwile opisuje w swoim świadectwie.

W kolejnych rozdziałach możemy prześledzić procesy myślowe jakie zachodzą w pełnym ognia duchu, które zaprowadzą Cię do fanatyzmu, ale jeśli jesteś otwarty i uczciwie poszukujesz, dasz sobie na to czas, okiełznasz go.

Uważasz orthodox-skinie, że każdy kto nawróci się z nazizmu na katolicyzm to „zdrajca idei”, który „po prostu wymiękł”? Zmierz się z „Wyścigiem z diabłem”! Dobra książka, bez jakiegoś wyniosłego pouczania, „dobrych rad” od pierwszej strony i tym podobnych nudów. Nie każda sprawa jest prosta, oczywista i nie każdą decyzję można skwitować szybkim „sieg heil” otwierając piwko za Adolfa stojąc w (przykładowo) śląskich lasach… Dorosłeś już do tego?

Dostrzegasz urok dobra? Tak, po prostu, czy w jakimś dobru widzisz urok? Jeśli tak to jest szansa. Tylko uczciwie pomyśl o złu, które to dobro zaburza, o rozpuście, zwyrodnialstwie i bestialstwie, czy tam również dostrzegasz urok? Nie? To czemu je często nieświadomie (?) wspieramy, bo tak wypada we współczesnym świecie?

Zwracam Waszą uwagę na okładkę książki i tekst „… do RACJONALNEJ miłości”. Racjonalnej, nie głupkowatej, albo hipisowskiej… Często twardzi ludzie bronią się przed tym słowem, bo kojarzy się ze słabością, ale prawdziwa (racjonalna) miłość jest czymś przeciwnym…

ŁG

PS: Przy okazji parę słów o wszechobecnym ostatnio „Tatuażyście z Auschwitz”. Sokołow wyrwał się do lepszej celi z powodu swojej funkcji, ale nie zapomniał o innych ludziach (czy to miara człowieczeństwa? Jak myśli się o innych w atmosferze śmierci i czy ich los mnie obchodzi?), przynosi im jedzenie, dzieli się. Tatuując kobietom numerki więzienne myśli o tym jak zachować, uratować resztki ich godności. Czy w takich warunkach potrafiłbym myśleć o drugim człowieku? Są to mocne pytania i mimo, że „wiele już było dzieł je stawiających”, są ciągle aktualne i nikomu kto to przeżył nie możemy zabronić opowiedzenia swojej historii. Okładka pasiasta niczym pidżama rzuca się w oczy w księgarniach, nawet na pocztach, ale sama opowieść „Tatuażysta z Auschwitz” nie jest super opowiedziana. Wiadomo, sama w sobie godna szacunku, ale książka nie odkrywa niczego nowego, nie jest rewelacją, którą trzeba przeczytać. Aczkolwiek relacja osoby, która miała wątpliwą przyjemność poznać i pracować pod przymusem u boku takiego psychopaty jak np. doktor Josef Mengele była w jakiś sposób pociągająca i jakoś dobrnąłem do końca…