5.03.19 I nikt nie woła…

Chcę mieć w przyszłości swój dom, chcę mieć kominek i jak stary biały człowiek napełniać się przy nim wiarą, oglądaniem meczów, ale i kulturą. Tak, mam takie spokojne marzenia zamiast więzienia. Ubolewam jednak, że Ci którzy bardzo dobrze brzmią – którzy dają mi tą kulturę, bardzo często „śpiewają dla zła”, świadomie, bądź nieświadomie. Myślą, że duchowość to żarty, albo są krótkowzroczni. Dziwi mnie właśnie (ciągle od nowa to mielę) jak ludzie o dużych, czasem, umiejętnościach i talentach są po prostu durniami i często w piękny sposób szerzą, wprost, lub aksamitnie, kulturę (o ile można ją tak nazwać) śmierci. Powolnego umierania narodu, lub pojedynczego człowieka. Keith Flint, słynny „kolo z rogami” z The Prodigy, którego zna każdy urodzony w latach 80tych, odebrał sobie życie w wieku 49 lat. Nie od teraz były znane jego stany depresyjne oraz uzależnienie od narkotyków. Czy umarł zatem niespodziewanie, niczym niespodziewany mógł być wjazd chuliganów Panathinaikosu w Gate 7 z Olympiacosu na piłce wodnej…? No nie, rave-styl jaki reprezentował był z definicji tykającą bombą. Jeden nie podejmie tak radykalnego kroku, drugi już będzie – według jednych bardziej, według drugich mniej – odważny. Fajna muza, ale klimat – przyznacie – mroczny. Na trzeźwo się przy tym nie bawiło, sam za nastolatka żarłem tablety na imprezy z The Prodigy w tle – jak była techniawka, to był skład, który musiał polecieć! Ale nie każdy szerzy destrukcję w tak bezpośredni sposób jak Flint i kumple.

I nikt nie wołał – tylko… dzwony w kościołach, że coś jest nie tak z tym klimatem.

Ktoś pyta o moralną formę człowieka – to sprawdzam! Nie zawsze jestem zadowolony z treści. VooVoo wydało nowy album „Niebawem” (2019, Wydawnictwo Agora). Jako gość u Waglewskiego panie Przybysz – w tym oczywiście pani „ciasne mieszkanie”. Musiałem sprawdzić tą płytę, bo bardzo lubię muzykę Waglewskich i producenta jakim jest Piotr/Emade („Niebawem” – muzycznie równie dobra, chociaż całkiem inna niż ostatnie VV „7”), ale najstarszy Waglewski przepchnął na najnowszym CD dużo płytkiej dziecinady. O „Się poruszam 1” już pisałem tu: http://drogalegionisty.pl/?p=11133888.

Co można dodać w skrócie… I nikt nie woła, tylko dzwony z kościołach, śpiewa Wagiel i Przybylskie. Oh, ten straszny Kościół, straszne dzwony… Nie dają wam spać, ale nie tak dosłownie, tylko nie dają spać waszym wyrzutom sumienia – gdzieś tam głęboko, bo przypadków zwyrodnialstwa w waszych wyzwolonych kręgach więcej niż w nagłaśnianych przypadkach pedofilii we wiadomej instytucji (oczywiście w każdej trzeba to eliminować, ale niektórzy – jak pani „ciasne mieszkanie” są zwyrolami z samej definicji)…

Waglewski mówi „Wyborczej”: Na naszej polskiej nienawiści ktoś zarabia grubą kasę. Kurde, serio? A Flint, Wagiel i Natalia przybysz zarabiają na wskazywaniu słuchaczom złych kierunków… Lekarze zarabiają na śmierci.

Marina Abramowicz, jugosławianka mieszkająca w USA za grubą kasę przylatuje m.in. do Polski, by prezentować swoją tzw. sztukę współczesną. Jak czytamy w sieci – realizowała ona m.in. eksperymenty związane z bólem, obrzydzeniem, reakcjami ciała na ingerencje fizyczne – akcje, podczas których „artystka” dochodziła do granic wytrzymałości fizycznych i psychicznych. „Art Must Be Beautiful/Artist Must Be Beautiful” polegało na… czesaniu włosów, aż do utworzenia krwawiącej rany na głowie! Dziw człowieka bierze, że cała ta „kulturowa hipsterka” jest przy tym podniecona i czuje się wyzwolona… I nikt nie woła. Tylko jakaś artystka z bólu, w wielkomiejskim centrum sztuki współczesnej, gdy grzebień wbija jej się w skórę…

To tylko przykład zidiocenia. Dziękuję tym kościołom, osiedlowej świątyni, że jest moim skansenem.

Osoby, które w różny sposób zagłuszają dobro, unikają z powodu stereotypów Kościoła, nie są nawet świadome popadania w ciemność. Flint wręcz skakał na bańkę do piekła, więc to ten z przypadków, gdzie wszystkiego się można było spodziewać, jak wybuchnięcia płuca „zwykłego jaracza” w postaci rapera, Ostrego.

Ktoś kto korzysta z sakramentu pokuty i pojednania będzie chociaż odczuwał tą ciemność, jakiś wyrzut, gdy upadnie i będzie się pogrążał. Był czas, w którym patrzył w prawdziwą Miłość, a zatem wie, co stracił. Wielu, nie tylko artystów, po prostu nie wie. Tak długo zakopują, że nagrywają wesołe płyty (i nie mam tu na myśli stricte VooVoo) o cywilizacji śmierci, do której należą.

Powiedz szczerze czytelniku… Jesteś zawiedziony, gdybyś „miał tak skończyć”, jak „Droga Legionisty”, nawracając się? Nudy? Przecież w Środę Popielcową czeka Cię misja, misja z twojego życia, nie możesz jej zostawić – tak uważasz.

Żyć szybko – umrzeć młodo…? A powiesz tak tuż przed śmiercią?

ŁG

PS: Jeszcze w nawiązaniu do współczesnych idiotycznych zachowań mas ludzkich, nie tylko tych, którymi oficjalnie gardzisz: