11.03.19 „Nie bądź naiwny, przecież wiesz…”.

Tak bardzo chcę żeby było po mojemu. Tyle nerwów bierze się stąd, że ktoś patrzy – co ciekawe, najczęściej jest to wyimaginowany wróg. Chcesz zaimponować, utrzymać pozycję, bądź ją poprawić. Ktoś patrzy, a nie wychodzi mi tak jak to sobie wyobraziłem, wymarzyłem. Czy ja naprawdę lubię coś robić, czy robię to po to, by być od kogoś lepszym i tym samym zaspokoić swoje potrzeby? Oczywiście, z wierzchu wszystko się zgadza, przecież musimy coś lubić, więc lubimy to i tamto, zwane naszą pasją, lub hobby, ale tak to zostawić byłoby zbyt proste (większość nigdy się nie zastanowi i będzie im z tym dobrze). Z jakiego powodu mamy siłę ciągle cisnąć? Co kryje się pod tymi powierzchownymi motywami? Jaką potrzebę chcesz zaspokoić zdradzając kobietę? Czy naprawdę tylko cielesną, czy może emocjonalną, bo wszystko jest już zbyt stabilne, a Ty gubisz się w takiej stabilności, spada Twoja własna samoocena. No co, ja już nie mogę? Tego i tamtego… Nudy. Bierzesz kurtkę i wychodzisz z domu.

Każdego to w jakimś stopniu dopada, te pokusy bycia zbieżnym ze swoją nieco szaloną wizją samego siebie. Czasem mam podobnie ze szkoleniem dzieciaków… Mam wrażenie, że kiedy już do czegoś doszliśmy, niszczy nas to, co wszystkich – ambicje.

No jak to, jeszcze nie jest najlepszy? Nie bądź naiwny, przecież wiesz – tu wszystko polityką jest. Nie ma dziś niepolityki (FiszEeadeTworzywo – „Polityka”). Ciągle nam mało, po drodze pojawiły się nowe szansy, które chcemy wykorzystać, podprogowo narasta w nas apetyt. Duże turnieje, medale, dotacje i stypendia… Wojny i wojenki, udowadnianie sobie i innym. Chcę od tego uciec, a to takie ludzkie, że walka nie jest łatwa…

Czasem łapię się już na gorącym uczynku jako stary frustrat, czasem zauważam tylko delikatne smugi przyszłych zachowań u nowego pokolenia.

Początkujące, bardzo młode dzieciaki po treningu były bardzo pobudzone. Stwierdziłem, że położę je trochę na macie, żeby wybiegając z zajęć nie staranowały czekających tam ludzi. Relaks, wyciszenie grupy po zajęciach.

Mówię:

– Kładziemy się na plecach, zamykamy oczy i wyobrażamy sobie swoje najlepsze, wymarzone miejsce, w którym teraz chcielibyśmy się znaleźć!

Wszyscy spokojnie leżą bez większej mimiki twarzy, a jeden siedmiolatek śmieje się z tymi zamkniętymi oczami, na głos, szyderczo, trochę jak Joker. Po upływie minuty pytałem dzieci gdzie były, jakie to te ich wymarzone miejsce.

– Jeździłam na deskorolce – mówi jedna.

Klubowy lizus dodał:

– Dalej byłem tu, na tym super treningu.

Zaciekawiony byłem jednak tylko tym, który szyderczo się śmiał.

– A ty, gdzie byłeś przez tą minutę…?

– W banku z kasą! – wydarł się tak, że ludzie z korytarza podeszli pod drzwi…

Cóż… Ktoś sobie spokojnie jeździ na deskorolce, a ktoś od dziecka marzy o podboju… Ale ta na deskorolce też kiedyś będzie chciała być szybsza od kumpeli, a lizus od małego szuka akceptacji autorytetu przebywającego z nim w tym samym pomieszczeniu. Naiwnym by było sądzić, że tylko ten od banku z kasą jest człowiekiem…

Sakrament pokuty i pojednania. Szczery. Częsty. Pomaga lepiej widzieć, co się przyda, bo nie bądź naiwny, przecież wiesz… masz swoje ambicje też.

ŁG