12.03.19 Na standardowym spacerze z psem… Lordowie z Totolotka.

Punkt bukmacherski w środku dużego miasta. Wchodzę z psem, pani uśmiecha się zza lady. Typowy Janusz z wąsem rozsiadł się na krzesełku niczym lord. Noga na nodze, ręce na oparciach sąsiednich krzeseł. Oczywiście old schoolowy wąs. Brakowało tylko klapek i skarpet. Gdy pani wprowadza mój numer kuponu na dziś, do punktu wchodzi kolega Janusza – też Janusz – i lord rozpoczyna dyskusję o piłkarskim wtorku. Jak co dzień? Pani słucha tego obojętnie – to jej standard, ja przysłuchuję się. Opowiada o kolejnych meczach, jak to faworyt jest oczywisty. Oczy błyszczą jak pięciozłotówki, słowotok jak na amfie, nie zauważa, że mój pies obwąchuje mu buty, lord z zakładu bukmacherskiego opowiada niepytany, że luty był bardzo dobry, a marzec póki, co taki sobie (faworyci nie byli oczywiści?). Na dziś jednak, oczywiście (jak co dzień?), są pewniaczki! Jego kumpel mówi:

Juventus, jedynka…

O, ja też obstawiłem.

Juventus już ma gwarantowanego mistrza Włoch, to nie wygra, zobaczysz, zobaczysz.

Ale to jest Liga Mistrzów, odrabiają z Atletico…

Mój wzrok przypomina teraz zgaszenie Lechity, gdy na ich stadionie strzelił im gola dla naszej Legii Hamalainen.

Lord szybko wykręcił się dalszym słowotokiem z tego, że jednak nie jest lordem nawet w Totolotku.

Kurna, tu przecież nikt nie jest lordem… Ja to wiem (jak każdy nałogowiec), składam śmieszny kuponik za 2 zł bez żadnej nadziei. Na spacerze z psem byłem. Ale od 18:00 nadzieja powstanie, bo będę chciał żeby Opole wygrało, lub zremisowało z Jagiellonią. To jest Polska, tu jest śmiesznie, czytaj: Lechia 1:1 Płock „last weekend”.

Tak bracia i siostry. Mam luźniejszy dzień od jakiegoś czasu, mimo że z nerwów i tak dospać nie mogę. Zamiast odpocząć wielkimi sprawami, rozgrzebie sobie te swoje małe, czyniąc z nich wielkie.

Dobrego dnia!

ŁG