13.03.19 „Im więcej kurew tym bardziej twoje życie jest kurewskie”!

Przewiercanie kolan, piłowanie zębów – byle jak najdokładniej pokazane na ekranie, bluzg na bluzgu, „suka na suce”, głupota na głupocie, wydziarane na twarzy koksy, że rozpusta na rozpuście to chyba oczywiste… Znowu obejrzałem film Vegi, skuszony tym, że gościu… nie boi się nakręcić filmu o zakonnicach (powstaje takowy, obok zdjęcie z planu) i siatce pedofilsko… satanistycznej (a nie pedofilsko-katolickiej? Wow!), a także obecnością Joanny Jędrzejczyk (niestety jej epizod jest bardzo krótki). Pomyślałem sobie znowu: Vega to jednak ok. gość. Nade wszystko jednak skusiłem się na odmóżdżającą rozrywkę w czasie, kiedy mam bardzo wiele na głowie, dla rozrywki, powiedziałem sobie: nie udźwignę nic ciężkiego. Cholera, nie podobało mi się, ale człowiek głupi zawsze straci na takie coś dwie godziny życia… Ze zdziwieniem czytam radosne recenzje Adamskiego, ze strony, która teoretycznie powinna z prawej (a więc i Bożej) flanki patrzeć na kulturę. Vega niby wierzący, ale przecież jego twórczość gorszy ludzi w sposób nieprawdopodobny, chociaż w większości sami o tym nie wiedzą. Aż tyle! Nie, nie odbiło mi, ani nie zrobiłem się nagle nadwrażliwy (chociaż…). Słowa o gorszeniu, cudzołożeniu samym tylko pożądliwym patrzeniem (a jak patrzy się na gołe tyłeczki? Przecież jesteśmy ludźmi…) pochodzą od samego Jezusa Chrystusa. Czy zmienia fakt gorszenia milionów Polaków (w tym ilu nieletnich to sobie ściągnie?), że głównymi bohaterkami nowej produkcji Patryka Vegi będą zakonnice z Broniszewic? Skłaniałbym się ku odpowiedzi negatywnej, więc ta recenzja ma podtytuł: głupi Grower dał się nabrać na „Kobiety mafii 2” (2019).

Powiem Wam szczerze, że czuję się po seansie kiepsko, a przecież i gołe tyłeczki, i katowanie człowieka, interesy i dragi widziałem na własne oczy, nie w filmie. Nie o to chodzi, że „jakbyś się wczoraj urodził”. Taki odbiór filmu pozwala mi jednak stwierdzić, że przez ostatnie miesiące, a może nawet i lata uczciwie pracowałem nad sobą. Byłem zanurzony w tym gównie, oblepiony nim, ale powoli odsuwałem gałąź za gałęzią i chyba udało mi się odzyskać przynajmniej część wrażliwości oczu i zmysłów. Czytelniku – to, co serwuje nam popkultura nie jest normalne i nic nie zmienia fakt, że jest to „tylko rozrywkowe”! Im więcej kurew tym bardziej twoje życie jest kurewskie (Tau, jeszcze jako Medium – ostatni kawałek pod starą ksywą). Oblepianie się taką rozrywką spowoduje, że sam staniesz się jej bilbordem.

Wyobraźmy sobie walkę kyokushin, ukłon do przeciwnika, a potem… walenie się piszczelami po łbach. Ale najpierw (i po walce) jest ten ukłon, trenerzy nie krzyczą jedziesz z kurwą, bo to nie kurwa – to człowiek jak Ty! Nie zabraniam nikomu być twardym, wręcz przeciwnie, ale przywołuję metaforę kyokushin vs amerykańskie konferencje prasowe przed galami MMA. Respekt i tradycja kontra napinka i wulgarne show, a przecież wszędzie ostro się leją. Chcę Wam zobrazować, że nie idę w stronę pacyfistyczną, nadal wyznaję drogę wojowniczą, lecz z pewną klasą, a nie patologią pokazywaną jako standard! Jak trzeba, walnij w mordę, ale nie dajmy zginąć szlachetnym zasadom!

Nie muszę Wam chyba pisać ilu gangusów i innych ludzi inspirowało się klasykami kina? Jeśli więc kino będzie takie… mam być naiwny, że nie odbije się to na realnym świecie? Słownictwo dziewczynek z podstawówki… skąd się bierze? Powiesz, że gadam jak moher, a sam byś wywalił taką córkę z domu… Dlaczego jesteśmy hipokrytami?

Bądźmy sobą, jesteśmy skąd jesteśmy, ale nie traćmy wrażliwości, bo to nie pasuje do Polaka, jakiego często promujemy swoją garderobą, hasłami, jakiego szanujemy jako postać historyczną i ważną dla naszej Ojczyzny. Z zepsutymi oczami i duszą jesteśmy ślepi na sztukę, głusi na dobrą muzykę, obojętni wobec poezji i dobrej literatury. Bo za mało „kurwa” i emocji w stylu piłowanie zębów, przeplatane seksem…

Co Wam mogę napisać o tym filmie? Zlepek luźno powiązanych ze sobą scen, w których chodzi tylko o wulgarną rozrywkę. Świat jest taki? Poznałem taki, ale całkiem inny również… Im więcej kurew

Obżerałem się na tym popcornem w Wielkim Poście i czuję się z tym kiepsko, a raczej obrzydliwie. Pieprzona pusta konsumpcja. Panie Boże, jest mi wstyd i mam nadzieję, że nie tylko mi spośród wierzących braci i sióstr. Natomiast „Kleru” nie oglądałem i nie obejrzę.

Film to nie jest tylko „zapoznanie się z czymś”, bo obraz – tym bardziej podany w znacznej przesadzie jak produkcje Vegi, czy Smarzowskiego, pozostawi ślady w Twojej psychice, wpłynie na Ciebie, choćby podprogowo, i wróci niespodziewanie, a najpewniej wtedy, kiedy będziesz walczył o oczyszczenie. Obrazki i słowa z tyłu czaszki wrócą i nie pozwolą Ci mieć całkowicie czystego serca… Naiwny kto nie wierzy w siłę filmu, czy muzyki… Wrócą, chociażby w snach.

A Vega? No cóż… życzę, by kiedyś się nawrócił. Tylko obawiam się, że za „maluczkich” trochę trzeba będzie pokutować…

To Chrystus mówił prawdę – ufam Mu…

ŁG