19.03.19 Czy serce Ci rośnie…? Czy już tylko obojętność…?

Piłkarze Legii w nadchodzący weekend nie grają (chyba, że w pokera), przed nami mecz eliminacji do Euro 2020, w których Polacy zagrają z Austriakami we Wiedniu. Austria to prawie sama Bundesliga w składzie, z ciekawym napastnikiem z londyńskiego West Hamu Arnautovićem na dokładkę. Co zrobić – obejrzę. Marudzę na kadrę sporo, ale chęci wracają, tym bardziej na początku eliminacji. Powód? Bo to kadra właśnie… proste. Zawsze kibic jakoś tam na nią spogląda, czy to kątem oka, czy oboma gałami na raz… Lubisz futbol? Będziesz do niego wracał. Potem Polska – Łotwa w Warszawie. A propos futbolu. Też nie wybieram sobie czarnoskórych idoli (fotka obok), nie mam takich, ale w poniższym przykładzie, który nawiedził mnie przy obiedzie i prasówce, chodzi mi o relację kibol-piłkarz. Kibol, bo reakcja kibiców typu „dzisiaj kibicuję temu, a jutro tamtemu” mnie nie interesuje (parafrazując klasyka wojny kibicowsko-medialnej: nie dla fetowania Kaki!).

Na zdjęciu niżej ex-ulubieniec fanów Panathinaikosu Djibril Cissé i chuligani, podczas ostatniego meczu Koniczynek z Olympiacosem, jak wiecie przerwanego przed czasem. To zdjęcie jest mniej znane, bardziej świat obiegło to gdzie mudzina trzyma racę na tym samym meczu. 25 czerwca 2009 roku Cissé (francuski piłkarz pochodzenia iworyjskiego) trafił z Sunderlandu do Panathinaikosu, z którym podpisał czteroletni kontrakt. Dlaczego jest ulubieńcem ultras? W ciągu dwóch sezonów strzelił 50 bramek dla najpopularniejszego klubu z Aten! Inna ciekawostka dla czytelników „DL”: Cissé urodził się w muzułmańskiej rodzinie jednakże sam jest katolikiem. Zakończył karierę w 2015 roku. Zapisał się na tyle w sercach fanów, że chłopaki z rękawiczkami używanymi na ulicach nie tylko do bezpiecznej jazdy, a do zadawania mocniejszych ciosów witają się z nim serdecznie zamiast wypłacić mu z nich buły. Po prostu fajnie jest „grać w jednej drużynie” ze sportowcami, to wtedy działa integracyjnie dla klimatów… Czasem może nieco naiwnie, ale… czy serce Ci rośnie, gdy Twój klub strzela ważną bramkę?

Takie obrazki jak z niedawnych derbów Aten budzą we mnie kolejne refleksje odnośnie stosunków kibol-zawodnik.

Brak reakcji na kiepskie wyniki piłkarzy (w odróżnieniu do spontanicznego okazywania niezadowolenia jako fan) jest sztuczne, a wszystko, co sztuczne źle wpływa na ruch ultra – w założeniu wolny i spontaniczny… Wolałem transparenty i stosowne okrzyki zamiast uległej wyrozumiałości.

Pytanie brzmi, czy jako ogół kibiców jesteśmy coraz mądrzejsi w swej wiedzy czysto sportowej („pewnego poziomu grajkowie nie przeskoczą, niech więc przegrywają u siebie, lub z ogórkami”), czy tylko nie chcemy wychodzić za bardzo przeciw klubowi rozumianemu jako „biznes i działacze”? Wszak „trzeba żyć dobrze” z wiadomych powodów (również nazwanych potem przejawami wolności…). Ale jak to w życiu – coś ucierpi.

Zabrzmi to jak zabrzmi, ale cierpi to, że jako ultra nie możesz spontanicznie pokazać swojego niezadowolenia (nie okrzyku, ale np. wpadnięcia na boisko i dania wychowawczego kopa w dupsko), lub młyn jako całość rzadko wymaga od sportowców zaangażowania. Nie wymaga, bo… sam ma w dupie futbol?

Dlatego pcham się do Grecji, bo tam nawet niekorzystny wynik może spowodować, że chuligani po trzydziestce będą przedzierać się na murawę – ma to w sobie pewien zatracony w większości miejsc urok. Grecja to oczywiście druga, skrajna, strona barykady, ale dowodzi – w dużym uproszczeniu, że sport ich jeszcze interesuje.

Przeciwnicy takiego spontanu mają swoje argumenty, szanuję je i próbuję zrozumieć, bo „hierarchia to hierarchia”, ale to nie zmienia faktu, że odczucie jest jakie jest: na nowoczesnych arenach też jesteś pod pewnym względem uwięziony, nie tylko w politycznie poprawnym świecie.

Bunt związany z naszą subkulturą tylko przez jakiś czas był z serca, dziś w większości miejsc jest zbyt sterowany. Kto to zaczął? Mi przychodzi na myśl słynny spokój na meczach Lecha Poznań, zresztą Uszol w wywiadzie dla „TMK”, co nieco o tym mówił, ale mogę się mylić…

W każdym razie – owocnego szukania meczów na najbliższe dni. Z fartem czytelnicy.

ŁG

PS: Niżej na zdjęciu armia kibiców Hannover czeka (na stadionie!) na zwycięstwo swojej drużyny :-). Nie przestałem kochać specyfiki tej subkultury…