20.03.19 „Rok 1984” (George Orwell, książka, 1949) + film.

Nie wygramy z Systemem. Nie tylko kosmos i świadomość istnienia jest przytłaczająca, jest jeszcze przyziemna do bólu polityka i mur, przez który nie możemy się przebić. George Orwell (to pseudonim…) w 1948 napisał (wydanie w 1949) słynny „Rok 1984”, w którym prorokował reżim jeszcze groźniejszy niż systemy wyrosłe w III Rzeszy i ZSRR. Inspirował się stalinizmem, lecz pragnął opisać totalitaryzm jeszcze brutalniejszy, doskonalszy z punktu widzenia władzy. Po drodze jednak zahacza o niemal wszystko, co pojawia się w momencie, gdy jakakolwiek władza chce przepchnąć swoje absurdy. (…) I rzeczywiście partyjny światopogląd najłatwiej dawał się wpoić ludziom o zbyt ograniczonej inteligencji, aby go mogli pojąć. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenia rzeczywistości, bo nie rozumieli w pełni potworności tego, czego od nich żądano, a ponadto zbyt mało interesowali się aktualnymi wydarzeniami, aby zdawać sobie sprawę z grozy sytuacji. Niewiedza pozwalała im zachować zdrowe zmysły. Przełykali wszystkie kłamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich – nie strawione – niczym kamyki przez układ pokarmowy ptaka. „Rok 1984” George Orwella to klasyk nad klasyki. Można go obejrzeć, można przeczytać – mam za sobą obie te czynności, odnoszenie się do Orwella można spotkać w wielu innych dziełach, czy to literatury, filmu, lub muzyki. Po prostu to książka, która zmieniła świat, bo totalitaryzm pewnego typu został w niej totalnie obnażony i wielkiej grupy ludzi po prostu nie da się tak łatwo oszukać, będą oni znajdowali nawet w początkowych ruchach rewolucji fragmenty ostrzeżenia Orwella. Ta wielka grupa ludzi to jednak i tak margines większości, przez którą, jak w wyżej cytowanym fragmencie, kłamstwa przelatują niestrawione… Z tym, że głupota będzie zawsze krok przed mądrością już się chyba pogodziłem. Głupota jest prostsza, a przede wszystkim wygodniejsza…

„Rok 1984” to obserwowanie reżimu od środka okiem jednostki, z czasem bohaterów pojawia się więcej. „Wielki Brat patrzy” kiedy poznajemy Winstona Smitha. Winston żyje tak jak inni, obserwowany w swoim własnym mieszkaniu i gdziekolwiek się uda. Czy może istnieć ktoś jeszcze? Ktoś kto tak jak on uważa, że z Partią i przedstawianą przez nią rzeczywistością jest coś nie tak? Czy jeśli istnieje podziemna organizacja opozycyjna jest ona prawdziwie niezależna, a może za buntem również stoi Partia? W tę stronę zmierza fabuła…

System, podobnie jak George Orwell, skupia się głównie na (nowo)mowie, na znaczeniu słów. Dąży do usunięcia wszystkich zbędnych dla totalnej władzy wyrazów, które mogą zostać użyte np. do wyrażania sprzeciwu, ba – prowokować do myślenia!

Każda partia, każda grupa aktywistów toczy walkę o słowo. Otwieram sobie „Przegląd Sportowy” z 19 marca 2019, a tam redaktor używa słowa homofobia w kontekście głośnej sprawy Zośki. Nie ma takiego słowa jak homofobia…, ale w prasie już jest. Póki co z grzeczności. W Wielkiej Brytanii (notabene ojczyźnie Orwella) homofobia to już poważna zbrodnia!

Władza torturuje tych, których sama nazwała zbrodniarzami. Torturuje tak brutalnie, że życie buntownika nie będzie już po wizycie w „ministerstwie” takie samo. Będzie sterroryzowany, upodlony, władza podważy siłą wszystkie wartości, które wyznawał, używając przemocy, groźby, kłamstwa i pokrętnych argumentów dostosowanych indywidualnie. Tak jak z terrorem psów wymuszających zeznania. To Twoja wina! Przecież wszystko jest w porządku, nie musiałeś się buntować!

Używki? Oczywiście dozwolone w takim świecie. Pij dżin i patrz się tępo w teleekran…

W państwie z „Roku 1984” nie ma wiary, ale… w Korei Północnej, która obecnie najbardziej przypomina orwellowską rzeczywistość (którą regularnie wykorzystują do propagandy i naciągają, a przez to wypaczają i kaleczą płytko myślący aktywiści i dziennikarze realnej politycznej nowomowy – zazwyczaj ci z liberalnej strony), także podobno jej nie ma, brakuje katolickiej opozycji. Jeśli fałszuje się wszystko, oczywistym jest, że wiarę również wycina się z życia – jest ona dla władzy totalnej niebezpieczna. Orwell wspomina o gruzach kościoła, w którym oczywiście jest już coś innego. Winston w Boga nie wierzy – i już. Jeden z bohaterów wspomina też o wierze raczej jako opium, które chciano podać masom, by żyło im się czasem trochę lepiej. To największy minus „Roku 1984”, bo pomija znaczną część rzeczywistości. Wierzę bowiem, że jeśli Boga się usunie to kamienie zaczną wołać, w przypadku Korei Północnej tymi kamieniami mogą być misjonarze z południa, którzy (wg książki Marcina Jacoby) przedzierają się do komunistycznej części kraju, by ryzykować życie i głosić Chrystusa… Nawet w orwellowskim reżimie człowiek czasem by spojrzał w niebo i zastanowił się kto nas stworzył, myślę, że nawet gdyby nie miał słów – poczułby taką ciekawość, trochę jak ludy pierwotne.

Władza dla samej władzy – takie pobudki sugeruje Orwell. Nie chodzi im o nic więcej. Władza chce kontrolować Twoje myśli, a jeśli będzie władzy wygodnie 2+2 będzie się w jej propagandzie równało 5. Nawet jeśli dosłownie tak nie jest, możemy to interpretować po swojemu – np. liberalna władza twierdzi, że zabijanie nienarodzonych dzieci to wolność ich matki. Jest trochę Orwella?

Oglądałem film, ale książka jest lepsza. Znajdziecie ją wszędzie i to bardzo tanio. Mam małe wydanie, prawie kieszonkowe, 288 stron, mała czcionka. Dobrze się to czytało, Orwell obnażył reżimy niebanalnie. Pozycja obowiązkowa dla każdego aktywisty i osoby interesującej się życiem politycznym.

A do wszystkich nacjonalistów – z fartem!

ŁG

PS: Wersja filmowa „Roku 1984”: https://www.cda.pl/video/51297ef