19.04.19 Kto na miejską tarczę?

Wreszcie, usiadłszy po pędzie, wczoraj wieczorem, dochodzi do mnie, że jest Wielki Czwartek. Otwieram dziennik duchowy. To jest jednak walka w ciężkiej wadze! Ciągle mam w głowie robotę, zmartwienia dnia codziennego, a nawet newsy z klimatów, którymi się interesuję. Głowa jest pełna wykrzykników, ale dziś przed czekającymi mnie obowiązkami znajdę czas na Drogę Krzyżową. Prawie nic z postanowień mi się nie udało, ale czy to ważne dla Boga…? Przypomnienie postaci Judasza w Wielkim Tygodniu dawało do myślenia głównie w kwestii Judaszy z ulicznego środowiska. Biblia pokazuje prawdę o człowieku, prawdę, w której każdy z nas może odnaleźć przykłady ze swojego życia. Każda Ewangelia jest – może być – rozmyślana subiektywnie, to jest potęga Pisma Świętego. Ruch kibicowski też dostarcza nowych przykładów Judaszy. Judaszy, którzy wydawali się innym tzw. pewniakami. Nikt nie jest tzw. pewniakiem, jeśli robi bożka z siebie samego i ze swojej ziemskiej niby-potęgi, a przecież jak każdy ma czuły punkt. Jak każdy boi się. Prawdziwy Bóg się uniżył, myjąc nogi uczniom przed śmiercią. Niby się uniżył, ale pozostał sobą, pozostał wierny planowi. Szanuję Go.

Każdy melanżownik, który myśli, że jest królem życia, ma taki moment, dłuższy, lub krótszy przebłysk, w którym widzi siebie prawdziwego. Nie jako króla, ale jako menela. Jeden czuje to przez dwie sekundy, drugi przez dwa dni. To jest być może ten moment, w którym powinna zapaść decyzja, czy pójdziesz za tą myślą i zmienisz życie, czy na zawsze już pozostaniesz na dnie. Czy przyjmiesz niewygodną prawdę o sobie, czy ją przykryjesz procentami, proszkiem, buchem, „zmienisz temat” ze swoim mózgiem, z Duchem, który daje Ci szansę, na jakikolwiek inny…

Pewnie tak ma też każdy kto nałożył sobie maskę, czasem bardzo hardocorową i poszedł w niej w świat, a jednak ten budowany system wartości, swój własny posąg, runął niczym domek z kart w obliczu zagrożenia. Może czas odejść? „Nie, jeszcze nie”… I dopiero któryś ucisk dławi jego ambicje do zostania bogiem. Człowiek żyjący jak bóg zostaje świadkiem koronnym. A mógł odejść godnie – w ciszy.

Wielu marzy o posągu, a jest człowiekiem zranionym jak my wszyscy, błądzącym jak my wszyscy w labiryncie życia. Nie będziesz żył na kolanach? Problem w tym, że najdoskonalszy człowiek (Bóg-człowiek) w historii żył na kolanach. Kwestia tego, by wiedzieć przed kim na tych kolanach być, a przed kim nie… Ja przed Bogiem chcę na nich być, przed policją i Systemem – nie (do końca!). Kwestia wyboru kto ma się stać moją tarczą. Czy Jezus, jak tego demonstranta na załączonych fotografiach, czy umieszczę tam siebie samego, który pewnego dnia obudzi się całkowicie bezbronny?

Wielki Czwartek, Wielki Piątek. My w środku miast i swoich spraw. Też masz dzisiaj obowiązki z własnej winy i winisz się za to?

Czy byłbym lepszy, gdybym nagle je zostawił i zajął się sobą na sposób surowej ascezy? Pewnie tak, bo czas w Kościele tego wymaga. A może Bóg chce (z pewnością potrafi!) wyciągnąć coś z tego, co robię w pędzie i wielkim stresie, a ja bym chciał zamknąć się w czterech ścianach? Nie wiem tego, czasem nie ogarniam, ale zawsze wracam do Niego i próbuję ufać. W tym Wielkim Poście podjąłem kolejną akcję charytatywną oddając swój czas, a także wziąłem kilkunastu podopiecznych na Jasną Górę. Pocieszam się… I może słusznie, bo to chyba nie polega na tym, by ciągle się obwiniać, wszak otoczenie Jezusa, któremu ukazał się po zmartwychwstaniu przeżywało Jego mękę i śmierć bardzo chaotycznie… W pędzie i zdziwieniu, w wątpliwościach, strachu i niewiedzy…

Jak my dzisiaj.

Cieszę się, w tym świątecznym – mimo wszystko – zatrzymaniu, że wybrałem Boga zamiast przerzucania maczet za płot marketu Obi i kreowaniu siebie na bezwzględnego gangusa.

ŁG