26.04.19 „Zwycięski gol” (film fab., USA/Wielka Brytania, 2000) + film.

Filmowe Kilnockie i klimat Szkocji. Przyszło mi oglądać opowieść o klubie piłkarskim Kilnockie, który początkowo ze słuchu chciałem pomylić ze znanym Kilmarnock. Okazało się, że tu grają ligę niżej i składają się z amatorów (co jest normalną sprawą na takich szczeblach w klimacie wyspy…). Obraz pokazuje styl wyspiarskiej piłki, nokturnowe urocze krajobrazy małego państwa, które jest w niej zakochane i żyje nią „na okrągło”. Na boisku amatorzy, ale kopanina szczera – nie tylko ku mamonie, bardziej dla blasku chwały swojej i miasta (dla rozrywki), Against Modern Football Club. Na wypaczenia ludzi chcących zarobić wszędzie i nowe futbolowe wymysły zwraca od siebie uwagę trener w postaci aktora-gwiazdy ekranowej Roberta Duvalla. Znakomicie zagrane podejście do zawodników jakie potrzebne jest w tej branży. Zrozumienie przywiązania miejscowych do swojego lokalnego, co prawda niedużego klubu, ale z długą historią i tradycją. A następnie jak zawsze, a w filmach często, istotne rozgrywki pucharowe.

Wątek leci, a do Kilnockie przybywa słynny piłkarz u schyłku kariery. Dalszy ciąg daje do myślenia, że tu żarty i alkohol się kończą. Pod koniec może zostać mało, bo często trzeba szukać nowej pracy, no i jakiejś rodziny ;-).

Mimo pokazanego ujmującego klimatu Szkocji, możemy dziękować za jaśniejsze polskie pory roku (złote, białe, upalne), czy więcej rywalizacji o najwyższe szczeble między większą ilością drużyn. Dominacja Glasgow, raz katolików Celtic, raz protestantów Rangers, może się komuś po stu latach przejeść (choć po stu latach, to i tak czas by już raczej myśleć o życiu wiecznym :-). W  Polsce mamy ciut wyższy poziom już w niższych ligach (porównując np. trzecią ligę u nas, a w Szkocji). W rozgrywkach europejskich za to już sobie tak nie radzimy, zastępując dobrą grę – szeroko rozumianą atmosferą ultras na trybunach, która od dłuższego czasu stała się jakby ciekawsza w Europie Wschodniej.

„Święta wojna” w UK, Szkocji i Glasgow (wspomniani katolicy i protestanci) to ważny, wielki temat. W omawianym obrazie stanowi tło dodatkowe. Dodam kilka zdań, które mi się uzbierały, jednocześnie przechodząc w tym temacie jeszcze bardziej na aut i rodzime podwórko. Na nadwiślańskim gruncie aspekt walki katolików z kimkolwiek, jest od kilkuset lat diametralnie inny. To bardziej śladowa (ale czy wymagająca mniej prawdziwego poświęcenia?) sprawa. Potencjalnie niebezpieczna, bo żyjemy z ukrytymi i jawnymi antykatolikami, ateistami, poganami, satanistami. Wiemy, że ilościowa oficjalna przewaga niekoniecznie przekłada się na zaangażowanie. Wiemy jakie statystyki są w święta i metryczkach, ale Kościołem Katolickim sami niektórzy gardziliśmy już tuż po I komunii św., po lekcji naszej religii w szkole, przed bierzmowaniem i po nim. Widzimy przede wszystkim medialne, demokratyczne potyczki z liberałami, niekoniecznie będącymi kalwinistami, husytami czy braćmi, czeskimi. Broniący się, raz po raz atakujący konserwatyści („ludzie, którzy lubią jeść mięso z puszki”) muszą tkwić przy swoim zdaniu i jako dzieci Maryi stawiać czoła na co dzień, w rodzinach, w pracy, na ulicach. Nie dać się przekabacić ani „przekebabić”, uważając na prowokacje, nie wytracać łaski Bożej przez łatwe bluźnierstwa. Nie ma już i jeszcze zorganizowanego dużego ruchu reformatorów protestanckich, za to ekumenizm, inne sekty i widmo religii imigranckich.

Antagonizm katolików (chrześcijan) kontra antagonizm luteranów (protestantów, również nazywanych chrześcijanami) był krwawy i niszczący (zwłaszcza kościoły, które bywały następnie przerabiane na swoją modłę) w pierwszych wiekach pojawienia się tego drugiego ruchu religii, np. na dzisiejszych ziemiach zachodnich RP. Nieopodal przebiegała granica z Prusami, w miastach żyły oba narody, także obie wiary w swoją religię.

Jak wspomniałem konflikt zaznaczony w filmie jako szara codzienność, a przewodzi fabule temat małej psychologicznej batalii między trenerem, a zawodnikiem. Fabuła wyników zarysowała się dość sztampowo: drużyna „znikąd” gra gładko jak Błękitni Stargard Szczeciński ;-). Miłe piłkarskie, kameralne oglądanie dostępne także na YouTube (okienko niżej).

BArt

PS: Kilka miesięcy temu przy rozmowie o zespołach przypominających country i folk, kolega podrzucił mi nazwę Runrig. Jest to znany i oczywiście szkocki zespół, można rzec narodowy, na koncertach zapełniający całe podzamcza. Podobnie wielki dla rdzennych mieszkańców, jak choćby dla Chorwatów – Thompson.