3.05.19 Honor stracił swój sens? Parę słów w atmosferze 3 maja.

1 maja jak to 1 maja, trochę w Europie się działo, ale nie za wiele względem lat ubiegłych, za to we Francji Żółte Kamizelki „nadal w formie”. W Polsce cisza, zresztą od jakiegoś czasu. Hamburg też jakiś taki spokojny, choć lewacy szli centralnie z sierpami i młotami na głównych transparentach. Ludzie w Polsce kojarzą ten weekend z wyjazdami, z grillem, z odpoczynkiem (przez który często zapominamy wywiesić flagi 2 maja…, a może to nie przez grilla i odpoczynek?). 3 maja w Kościele to święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, głównej patronki naszej Ojczyzny. Ostatnio w swoich zajawkach spoglądam w stronę Ameryki (m.in. pod wpływem materiałów o Zapatystach), gdzie nacjonalizm, a nawet „oddolna rewolucja w sprawach ludu” nieodłącznie związana była (i jest?) z wiarą w Boga oraz z kultem Maryjnym. Tego trochę amerykańskim aktywistom możemy zazdrościć, takiej prostej wiary ludzi pracy (łączy się to, więc ze „sprawami 1 maja”), którą przecież za PRLu też w Polsce mieliśmy. Solidarność, zamaskowana młodzież w świętej Brygidzie… I – być może – nadal mamy, nieco uśpioną.

Dziś byłem w kościele na 7:00 rano, taka tradycyjna msza, bo i tradycyjne święto narodowe. Prosta mowa starszego kapłana o Matce Bożej, proste stare modlitwy, bez nowego „uwielbiania” (nie żeby było ono złe, ale wprowadza nasz kraj w atmosferę nieco innej wiary, zauważyliście…?). „Stara mowa” o Bogu – Honorze – Ojczyźnie, o tym, że to Maryja prowadzi nas na drogę Boga, nie ci, którzy promują aborcję i eutanazję. Religia, patriotyzm, polityka – lubię to, rozumiem, że to się łączy.

Mam taką refleksję, że tymi prostymi słowami z rana, eucharystią i modlitwą różańcową po drodze do świątyni pięknie wszedłem w polski dzień, bez zbędnego filozofowania i że pięknie mi ta narodowa maryjność współgra z postulatami szarej masy, ludzi pracy – zwał jak zwał. Z pierwszym i drugim maja… Jeśli będziemy z Bogiem i Maryją – damy radę! Tak jak piękne narody Argentyny, czy Meksyku.

Powiem Wam jaką misję mamy jako młodzi mężczyźni, nacjonaliści, kibole, Polacy… Bronić młodych przed zepsuciem. Pokazywać im Boga jako drogę moralności i dawać przykład. Nie jest dobrze, bo stajemy się coraz większymi zwierzętami, jak zwykłe debile.

Kierowca taksówki i rowerzysta pokłócili się na skrzyżowaniu. Ktoś tam komuś wyjechał, standard, codzienność. Rowerzysta wsiadł na rower i pojechał dalej. Taksówkarz za nim, nie chciał odpuścić. Nagle rowerzysta skręcił gdzieś w leśną drogę… Taksówkarz go tam przejechał. Zawinęli go, czeka na wyrok. Takie newsy z szalonego świata utwierdzają mnie w przekonaniu, że nerwy i tzw. honor (bo do prawdziwego nic nie mam, rzecz jasna) nie zawsze są najlepszym doradcą w sprzeczce… Co, nie masz wątpliwości, że nie zawsze trzeba lać…? Pewnie taksówkarz już jakieś ma… Zezwierzęcenie doszło do takiego momentu, w którym kolo być może nazwałby siebie tchórzem jeśli by tak drastycznie nie rozwiązał sprawy. Jeśli tamten się spruł, czy zwyczajny liść nie mógł załatwić problemu, albo nawet całkowite olanie? Podobnie świeży przypadek z Bydgoszczy, gdzie facet w bluzie Zawiszy (nie winię rzecz jasna, bluzę każdy może założyć…) okładał dziadka po 70tce w tramwaju… Co musiał mu udowodnić, jak źle by się czuł ze sobą, gdyby go nie sklepał? Kierowca taksówki nie mógłby zasnąć, bo nie pierdolnął rowerzysty, który go wyzywał? To już koniec jest… gatunek stracił sens…?

Z pewnością honor traci sens… Dlatego wróćmy do korzeni. Do Boga, do Honoru i do Ojczyzny, której rowerzysta i dziadek też są członkami…

Właśnie spotkałem się po latach z kolegą, który wyszedł z więzienia po dość poważnym, trzyletnim wyroku (nikogo nie sprzedał itd.). „90% tam to debile, a 10% to normalne typy, które się po prostu pogubiły”, np. w interesach – jedno z pierwszych, co powiedział…

Mały ten procent normalnych wariatów, nie?

ŁG