5.05.19 „Made In Japan” (Comp., Oi!RAC, Japonia, 2011).

Obejrzeliście polecany na „DL” dokument o chińskich wojownikach ze szkoły Wushu? No to wracamy do Japonii, na ulice! Kto Was nauczy o subkulturze jeśli nie ten skromny adres? Wiadomo, że lata 90te to najlepszy okres dla sceny skinhead w Polsce. Dużo zespołów, koncertów i wydawanych zinów, przy często nie najlepszym ich poziomie, ale za to robione szczerze i z zaangażowaniem (choć jak wszędzie zdarzały się wyjątki), wyrosło na ogromnym zapotrzebowaniu na muzykę RAC/Oi! oraz popularności tej subkultury w tamtym czasie. A jak to wyglądało w innych zakątkach, nie tylko Europy, ale i świata? O japońskiej Samurai Spirit Skinhead’s możecie przeczytać w DL#24, ale warto byłoby się samemu przekonać, co wówczas tamtejsza scena miała do zaoferowania. W moje ręce wpadła składanka „Made In Japan – Skinhead Sounds From The Land Of The Rising Sun” z nagraniami z wczesnych lat 90tych z Kraju Kwitnącej Wiśni! Zapraszam na recenzję, zdjęcia, linki…

To dwupłytowy album, na którym zaprezentowało się osiem grup w 42 utworach – łącznie grubo ponad 2 godziny muzyki – idealne wydawnictwo, aby zapoznać się z początkami tamtejszej sceny. Na pierwszym krążku mamy tylko trzy zespoły, po kilka kawałków każdy. Najbardziej podpasował mi Bad Vultures, zwłaszcza ich „Bluster” i „77-82-93”, taki bardziej Oi! w angielskim wydaniu, niż typowy RAC. Wyróżnić można jeszcze The Hawks (choć nie przepadam) za kower „Tomorrow Belongs To Me”, wiadomo kogo.

Dysk nr. 2 to już piątka zawodników spośród których najlepiej zaprezentowali się Sledgehammer i Eastern Youth. Zwłaszcza kompletnie nieznana mi Wschodnia Młodzież pokazała się z bardzo dobrej strony, może dlatego, że ich styl jest trochę cięższy niż Oi!.

Jakość nagrań jest bardzo różna, od bardzo dobrej do można powiedzieć znośnej, choć większość pochodzi z lat ’92-’94, za wyjątkiem The Hawks (2006) i Eastern Youth (2000).

Materiał został wydany w tradycyjnym plastiku, z książeczką z fotosami zespołów i okładek wydawnictw, z których zaczerpnięto utwory do tego albumu. Tekstów brak. Okładka i grafiki wewnątrz utrzymane w orientalnym stylu, no i ok. Tak to wygląda:

Ciekawe jest to, że wszystkie piosenki pochodzą z albumów wydanych na vinylach – ile polskich grup z analogicznego okresu mogło sobie na to pozwolić? Po zapoznaniu się z tym składakiem mogę powiedzieć, że jest to muzyka zdecydowanie dla zwolenników oldschoolowego brzmienia, coś z pogranicza Oi!/Punk/RAC. Widać, że japońskie „początki” wcale jakoś bardzo nie różniły się od naszego podwórka – surowe dźwięki, zachrypnięte wokale, łyse głowy, „flejersy”, glany i podwinięte spodnie – brzmi znajomo nieprawdaż? Wychodzi na to, że wyglądało to podobnie i poza oczywistymi różnicami (rasa, kultura), sporo nas łączy. Widać też, choćby na przykładzie Aggroknuckle, jak duży postęp zrobiła tamtejsza scena nacjonalistyczna, od garażowych brzmień po niemal profesjonalne, rewelacyjne nagrania.

Polecam zainteresowanym sceną skinhead i szukającym ciekawostek związanych z tą subkulturą.

                                                                    Antyanarcho