6.05.19 Może i przeciętni, ale nie dla Was, czyli patrząc za siebie…

Ironia w wydaniu kibiców Legii dotyczy tego, że w stolicy wszystko jest o ile nie „wporząsiu”, to na tyle „niewporząsiu”, co w innych miejscach, klubach itp. A reszta uczyniła sobie z tego legijnego niby-cwaniactwa i braku sportowej moralności (? ha, ha) bożka, posążek, do którego nie tyle się modlą, co go odganiają (to taki trochę diabełek zatem…), bo sportowo u nich generalnie nudy, tudzież brak większych i szerszych perspektyw niż jednorazowy na naście lat „strzał”. Patrzą, co tam na szczycie, u tych, którym coś się uda częściej niż czasem (tu jakiś Spartak, tu Lazio, tu Real… no gra się, dzięki sędziom, oczywiście). U których coś dzieje się na tyle, by można to w ogóle komentować (mi by się komentować innych tak często i obszernie raczej nie chciało, bo i co tu komentować?). Czy piszą tak obszernie o Śląsku, Jadze, czy śledzą ich fora? Tak? To gratuluję wolnego czasu…

Serio to słabe, ale generalnie nakręca specyficzny klimat warszawskiej (czyli legijnej, bo po Polonii zostały zgliszcza) piłce nożnej i szyderce, więc słowa „o żywieniu się hejtem” nie będą przesadzone. Bo czy ja, albo inni koledzy po szalu, wypisują na lewo i prawo, że jeden wielki spisek trzyma ten, czy tamten klub…?

Latami mojej młodości nie było mistrzostwa dla mojej Legii, bo była cienka (czasy późniejszego Daewoo), a np. Wisła była niezła – i tyle. A nie, sorry, tylko my jesteśmy dzieckiem spisku i najwyższej żenady (to my się łączymy z Amicami, to my degradowani za korupcję, wiem, wiem…).

To dlatego, że rządzi (L)oża masońska mogłem pojechać do Rzymu za moim klubem (tylko 0:1), mogłem być na meczu ze Spartakiem (którego zresztą przeszliśmy…), czy cieszyć się z (fuksiarskiego, fakt, ale szczęściu trzeba pomóc) awansu do Ligi Mistrzów.

Nie macie o czym gadać chłopaki? Donald na stadionie robił focie oprawom :-).

Wczoraj o 18:00 Lechia grała na Cracovii. Oto tabela po komplecie meczów na szczycie w tej kolejce Ekstraklasy – Legia grała już i z Lechią i z Piastem:

Tak, wiem – zabawne to jest… Cieszmy się zatem, a jeśli jednak jest obojętne – zajmijmy się czymś innym, wtedy będzie autentyczniej. Ja przestaję odpisywać na ten temat, bo czas mi się skończył…

Poniedziałek. Lubię poniedziałki… Naj(L)epszego!

ŁG

PS: Jeśli chodzi o szpagat jednostki pomiędzy wiarą, a ogólnie ruchem kibicowskim (bo tak brzmi poprawnie postawione pytanie) to jest to bardzo ciekawy temat, któremu poświęcam dużo czasu w publicystyce, także w powstającym projekcie papierowym. Nie wykluczajcie jednak Łukaszka ze Szpitala Grzeszników, bo każdy tkwi w jakimś szpagacie, gdy np. upijasz się do nieprzytomności, a uważasz się za wierzącego no to też tak trochę „w zależności od bieżących potrzeb”, no nie…? Z pozdrowieniami od mojego psychologa.