27.05.2007-27.05.2019. 12 lat bez picia! Trucizna na mnie nie zarobi!

Tak, powiem o tym jeszcze raz, bo jest okazja. Niedawno miałem zjazd związany z działalnością mojej sportowej branży. Treningi, nocą zwiedzanie, takie tam. Fajnie było, ale gdy ekipa postanowiła usiąść do pijalni wódki, po prostu odwróciłem się na pięcie i poszedłem do noclegowni. Mam wyjebane, bo mnie (już!) na to stać. Nie chce mi się tam siedzieć, a ewentualne ranne pytania „czemu poszedłeś bez słowa” bardziej mnie śmieszą niż powodują przejęcie, że powinienem się o północy dwudziestu osobom tłumaczyć. Nie tłumaczę się, bo mi się nie chce i nie muszę. Albo jesteś swój – i tu trafiłem w samo sedno. Ważne, że dobrze robię to, po co się zebraliśmy w tym mieście na tej sali, tam miałem być. Bełkot mnie męczy i już – jak Ciebie nie męczy i lubisz popieprzyć głupoty i co dziwniejsze ich posłuchać, może ci być trudniej.

Mam taką rocznicę, którą obchodzę sam, to 27 maja. 12 lat temu powiedziałem, że picie mi się znudziło i rzucam to gówno, bo chcę lepiej robić rzeczy, które mnie już teraz interesują.

Gdy rzuciłem flachę powstała „DL”ka – fakt, ale to nie tak, że była po prostu pomysłem na wolny czas, bo ziny robię od 2003 roku… Stwierdziłem, że podejmuję w życiu konkretne decyzje, więc potrzebny jest też nowy tytuł, nowy rozdział. I tak to trwa – i jedno, i drugie. Mam 12 lat, narodziłem się na nowo.

Każdy etap jest potrzebny, ale radykalne decyzje, żeby ster nastawić w dobrą mańkę, również. A do tego wszystkiego trochę, kurde, wyczucia, co jest warte walnięcia pięścią w stół i największej próby sił z diabłem. Chodzi o odzyskanie kontroli nad swoim życiem. Na zawsze, bo są silniejsze od nas trucizny, którym łatwo oszukać naszą rzekomo silną wolę…

To nie takie pitu, pitu, rzucenie flachy zmienia całe życie, zmienia wszystko. Blaski i cienie. Zmienia dni radosne i te największego cierpienia, kumasz? Dzisiaj jeżdżę na pustynię, wtedy pustynią było już samo to, że ja jestem, kurwa, trzeźwy ze swoimi skrajnymi myślami w tych najbardziej wymagających alkoholowej interwencji chwilach. Na początku jest dziko, poczynając od zwykłego weekendu, po weekend, gdy dziewczyna spakowała manatki i wyprowadziła się od ciebie (a to była jedna z pierwszych większych prób, ale wybrałem pójście na trening i po dobrych tarczach już byłem gotowy do pójścia spać).

Nie chodzę na różne grupy wsparcia się chwalić rekordami. Tu się chwalę i styka. Ty idź na taką grupę, obok poważnych tematów, to dobra beka jest, tak patrząc z boku. Wszelka psychodrama jest podniecająca i ciekawsza niż bełkot Henia stolik obok.

Wiem, że masz swoje sprawy. Każdy ma, ale nie pij chłopie. Co stoi u podstaw takiej decyzji u mnie, co było ją w stanie spowodować i utrzymać? Powiem tak – mam predyspozycje do postawienia wszystkiego na jedną kartę. Zaryzykuję zmianę życia, czasem pójdę odważnie, a czasem za strachem, bo uznam ten strach za zdrowy, mądry. Wiem, co to dobro, a co to zło. No i zgrało się w czasie z zajawką na powrót do sportu, a dziś jest to już tak daleko posunięte, że nie mogę się cofnąć. Ale też nie chcę, dopiero co spieprzyłem ekipie z baru, bo serio nie mogłem na nich już patrzeć, a tym bardziej słuchać ich tekstów. Rano to oni odwrócili się na pięcie ode mnie, nie mam, kurde pojęcia czemu nie byli na treningu. A nie… jednak mam. Nikt nikomu się nie tłumaczył, wszyscy mają swoje priorytety.

Siedzę tak sobie po tych 12 latach na prywatnej imprezie w pokoju, przy wieczornej kawie. Wcale nie jestem sam w życiu, a wręcz przeciwnie – wszystko gra, są Ci, co od zawsze mieli być. Były ciężkie miesiące, ale nie ma nic za darmo… Jestem (byłem?) aktywistą, więc wiem, że rewolucja wymaga koktajlu schowanego za pazuchą… Przetrwasz! Zbieraj, zbieraj mobilizację, ale kiedy już nadejdzie dzień musisz przetrwać w postanowieniu, bo potem będzie tylko trudniej. Nie obudziłem się 27 maja po raz pierwszy z taką myślą, że rzucam, ale z taką, że po prostu dziś jest dobry dzień na realizację tego o czym myślę od tygodni…

Jutro wstanę bez kaca, co nie znaczy, że z uczuciem, że świat jest piękny i nie ma problemów… Na ringu ciągle pokora, żebyś się, kurde, nie zdziwił nagłym nokautem… Z tego powodu też unikanie miejsc jest dobrym wyborem.

Będę co jakiś czas truł, irytował, przypominał… Kontroluj swoje życie.

ŁG

PS: Tłumaczenie poniższego kawałka HC:

Niektórzy mówią, że nie powinniśmy być częścią ostrej sceny

Czy uważasz, że to, co mówimy, jest dobre czy złe

To jest miejsce, do którego należymy

Nigdy nie poddawaj się presji z zewnątrz

Pozostać wiernym naszym przekonaniom

Po przetestowaniu i wypróbowaniu

Hardcore rodzina równości?

Nie wyświetla się wyżej lub mniej?

„nie ma znaczenia kim jesteś”

Chyba że to Chrystus, którego wyznaję

Wiem, że masz stereotypy

Wyryte w twoim mózgu

Odsuń je na bok, chociaż mamy różnice

Mamy tyle samo

Myślałem, że chodzi o hardcore

Stać w obronie tego, w co wierzysz

Myślałem, że chodzi o hardcore

Stać w obronie tego, w co wierzysz

ponieważ umarłbym dziś wieczorem dla moich wierzeń