3.06.19 Filozofia małego pudełka.

Wracam pamięcią do przeszłości, niedawnej, kiedy jeździliśmy brygadą lokalnych facetów w czerni (łowców wszelakich kosmitów) na każdą manifestację, by zamanifestować swoje nacjonalistyczne poglądy na wiele tematów. Śmigałem po kolana w śniegu z plakatami, biegałem po klatkach z ulotkami, nigdy partyjnymi dla kasy, zawsze dla swoich idei (większość wyznaję do dziś, to Bóg nabrał większego znaczenia). Stałem na czatach, albo to mi stali na czatach – nie zawsze skutecznie (ograniczenie wolności). Daliśmy (dajemy?) coś od siebie w tej mrówczej pracy, aby choćby przesunąć granicę, wzbudzić refleksję w tej danej nam, ograniczonej liczbie osób, do których możemy dotrzeć. Działaj! Jestem idealistą i nie żałuję ani godziny, ani jednej akcji, są częścią mojej tożsamości. Kocham to, jak Ostry winyle z muzyką.

Patrzę na aktywistów tęczy i innych wrogów Polskości, i cieszę się, że będąc ich przeciwnikiem przynajmniej wykonałem/wykonuję swoją robotę (oni zasuwają dla swojej rewolucji), zamiast tylko marudzić i marnować czas na pierdoły (zazwyczaj uleganie własnym żądzom).

Do dziś szanuję osoby, które w pierwszym rzędzie walczyły ze skrajną lewicą (wyżej miałem na myśli inny aktywizm) – nie tak jak Ty na pięści – ale na siekiery, noże, maczety i inne ciężkie sprzęty. Mojemu ziomkowi paliły się spodnie od koktajlu Mołotowa. Dla idei, rozumiesz? Bo wtedy różne idee zwalczały się na ulicach i było wrażenie, że nie ma odwrotu…

Tak to było i tak rodziły się inspiracje „Drogi Legionisty”, ten nacjonalizm nie miał ani twarzy Winnickiego, ani twarzy uczciwej walki. On ma pamiątkę ile procent zdobył, ulica narodowa ma pamiątki na ciele, w kartotece, nie było interesu – były straty.

Czy właściwe jest pytanie „co jest lepsze?” (jaki nacjonalizm, parlamentarny, uliczny)… Moim zdaniem właściwe jest pytanie „co jest szczersze?”… Może i głupsze, ale tak widzieliśmy walkę, kiedy Ty jak zwykle mówiłeś, że nic nie ma sensu i wolałeś czynić „rzeczy wielkie” albo na imprezie, albo dla własnej michy.

Mniejsza o to, gdy czyniłeś rzeczy wielkie, prawdziwie dobre, nie to co my – idioci…

Myślę jeszcze o tych nieszczęsnych wyborach („wygranych przez prawicę!” – ha, ha…), że my w ogóle traktujemy coś takiego jak Unia Europejska, jak partia spod niebieskiej szmaty na poważnie i na myśl przychodzą mi stare czasy lokalnego marginesu… Na myśl przychodzą mi równolegle największe manifestacje ostatnich lat zainicjowane przez takich jak my, to jak System dławi w zarodku wszystko to, co mówi o nim prawdę, albo jak wpełzają do środowiska węże, kusząc naszych ludzi niczym Ewę. To znaczy, że mam przybić demokracji piąteczkę?

Ktoś powiedział, że światem nie rządzi żaden zestaw zasad moralnych, a konieczność. Czy jesteś w stanie zachować swoje zasady, kiedy tzw. konieczność będzie Cię prowadzić w przeciwnym kierunku?

Naginają zasady w imię konieczności wszyscy… Liberałowie, chrześcijanie, politycy (truizm, taki żarcik dla rozluźnienia), kibice i git ludzie. „Tak, tak, zasady, ale kasa misiu” – kasa rządzi, „zasady, tak, tak misiu, ale moja rozrywka też jest ważna jeśli mam na nią akurat ochotę, a jestem tym rządzącym w danym środowisku i nikt mi JUŻ nie podskoczy” – rządzą nasze słabości. „Mogę decydować, a mam akurat potrzebę, interes i słabszy dzień” = konieczność. W imię wyższej sprawy (konieczności) będziemy plądrować wioski w drodze do Ziemi Świętej… Tak najczęściej kończą się te wielkie projekty.

Wróćmy do początku tego tekstu. Lokalny aktywizm daje mi ten komfort, że mogą jeszcze wygrać zasady, o ile usunie się konfliktowe jednostki, mącicieli oraz karierowiczów. Usunie się napinaczy, którzy tylko psują, a nic po sobie nie zostawią.

Cofam się pamięcią do anarchistycznej Exarchii, dzielnicy politycznych przeciwników, na której przynajmniej starają się działać poza Systemem i trzymać go na dystans, zamknąć się przed nim w swoim małym pudełku.

W swoim małym pudełku możesz wygrać. Przynajmniej na jakiś czas. A jeśli za małe pudełko przyjmiemy Twoją duszę, możesz już odnieść zwycięstwo totalne – jak wielcy święci. Dla nich nawet obóz koncentracyjny nie był wymówką, a Ty zwalasz cieniasie na małe słabości (przecież nie mówimy o dosłownym oddaniu życia) i konieczność… „No bo…, no bo takie życie wokół Ciebie”.

Jeśli coś jest dla Ciebie ważne, to albo facet, albo ciepłe kluchy.

ŁG