3.06.19 O złu po imieniu, mimo że Rambo nie pomoże.

Pozostałem Autonomicznym Nacjonalistą. System widzi mnie stereotypowym okiem – ale nie tylko, wszak wszyscy „spoza” miewali taką stylówę – jako ubranego na czarno ekstremistę, który chciałby wg nich wysadzić parlament. Myli się. Jak się jest małolat, kieruje się swoje poglądy na zewnątrz, tworząc subkulturę, jak się dorośnie, autonomia oplata Twoje serce zamiast bandamy oplatającej głowę, ale godzisz się z porażką, godzisz się, że to nie wasza era… To normalne, demo-Tusk też „machał wężem”, tyle, że go potem wąż skusił, realiści by powiedzieli – „zmądrzał”, bo realiści oczywiście rozumieją sięganie po zakazany owoc, zawsze rozumieli. Na Echarchii starsi anarchiści siedzą na balkonie przy kawce i nie płacą podatków, bandamy wyciągają głównie w czasie, kiedy System ponownie próbuje poważnie nadepnąć im na odcisk. W sklepie z zinami rewolucyjnymi nie spotkałem terrorysty w kominiarce tylko niepozornego siwego dziadziusia. Ale już małolaci palą śmietniki w Atenach w imię walki z „demokratycznym porządkiem”, oni zawsze bardziej „na zewnątrz”, chociażby w tak głupi sposób. Konkretniej opiszę Wam Exarchię i Ateny w „DL”25, mam już tego z 15 stron, w tym o wspomnianym „państwie w państwie” dla różnych „frików”.

Antydemokratą się jest, gdy demokrację uważa się za głupią i pełną hipokryzji, równocześnie głosząc, że mój (może i wymarzony…) kraj hipokryzji by nie stosował, bo np. otwarcie mówiłby kto jest wykluczony z debaty (np. anarchiści wykluczyliby nas, nacjonalistów, a także Kościół, naturalne). Gość, który twierdzi, że mogę dowolnie wybrać płeć miałby związane usta m.in. poprzez zakaz wstępu na uniwersytety – niech nawet będzie, że związane różańcem, heh, jak na ostatnio modnej grafice (oczywiście o obronie pedofilów nie ma co tu nawet pisać… Czystki wewnątrz to podstawa). Rządzi PiS, a koleś nie ma związanych różańcem ust, no więc głoszę, co głoszę… W demokracji najbliżej mi do antydemokraty, który startuje (he, he) – Brauna. Słuchałem go kiedyś na żywo jak opowiadał o demokracji, to było coś bliższego takiemu „frikowi” jak ja, ale jednak coś mi w nim – jak w każdym – nie pasuje.

Opinia publiczna („królowe nocy”, które uznały głosowanie pomiędzy kandydatem A, a kandydatem B jako gest w ich stronę, a poza tym luzik) mogłaby się oburzać, bo na czele nie staliby głupcy, którzy się dają rozgrywać memami, bilbordami i filmami, a więc sondażami, emocjami ludu jak Piłat.

Tak, wiem, takiego państwa nigdy nie będzie, demokracja zaorała wszystko, a szczególnie umysły. Czy to jednak zabrania mi być antydemokratą, mróweczką wbijającą igłę w dupsko słonia? „Światem rządzi szatan”, czy to znaczy, że macham ręką i nie walczę w konfesjonale, nie walczę na co dzień? Mało tego, mam walczyć nawet, gdy będzie nas garstka… jak mówi Pismo.

Trudno się rozkminia o tej całej polityce, oj trudno, jakie to męczące. Czy rację ma jakiś siwy myśliciel, czy najprostsza dziewczyna, jak w „Zapiskach ze złego roku”…?

Właściwie co ja jako AN zdziałałem? Gówno zdziałałem, to prawda, nie ma to żadnego większego znaczenia, co najwyżej miało przez chwilę znaczenie lokalne, lub wpływ na konkretną osobę. Pytanie brzmi: czy to jednak mało?! Nie, to nie jest mało! Dowodów i świadectw mam wiele i nic mi ich nie zabierze…

CasaPound, Jobbik, kto wie jak dzięki mrówkom udaje się przesunąć granicę ogólnej debaty na tym łez padole? Gdyby teraz każdy z nich stał się „Królową nocy”, kto wie w jak głębokiej dupie byśmy byli? Kto wie jakby żyło się niedemokratycznym ludom, gdyby demokratycznych wyborów nie mógł wygrać Adolf Hitler. Mój autorytaryzm byłby gorszy od niemieckiej demokracji XX wieku? Ups… Tak wiem, ta demokracja nie była idealna. Autorytaryzm Franco też nie był.

Gdyby… gdyby… Bla… Bla… Kawa stygnie. Głowy parują, w dupach się przewraca od niepokojów egzystencjalnych…

W każdym razie nacjonaliści są potrzebni, krytycy demokracji także, bo tzw. prawica z Europy już dawno się sprzedała, a o zachodnim konserwatyzmie można powiedzieć tyle, że się tak nazywa i wywiesza bilbordy dla uciechy czyjejś mordy, a wspiera prawie to samo, co „kandydat B” z tzw. lewicy, boi się zagłosować. W demokracji panuje dyktatura sondaży. Rambo pomóż!

Głaszczę psy, piję kawy, kiedyś będę miał siwą brodę jeśli dożyję. I będę psioczył na demokrację…, mimo że jedni są większym, a inni mniejszym złem. Rachunek wynosi jednak: są złem.

A o złu mówi się po imieniu… Po prostu. I nie trzeba od razu palić parlamentów…

ŁG