3.06.19 Autonomia – możliwość stanowienia norm samemu sobie.

Rozważając dalej – bo na to mnie dzisiaj wzięło przy pewnej lekturze innego świra – samo pojęcie „Autonomiczny Nacjonalista” w kontekście sensownego wieku (30+) człowieka. Za czasów codziennego biegania z plakatami „autonomiczny” znaczyło właśnie „taki z grupy bez przywódcy” – ot, jeden z zaufanej paczki aktywistów. Bez partii, bez hierarchii, anonimowo, a prężnie dla sprawy. Dzisiaj „autonomiczny”, kiedy piszę o sobie jako o AN, tyczy się głównie moich osobistych poglądów, stanowienia norm wnętrza. Nie podciągajcie mnie pod swoją partię, pod swoją grupę, nawet pod swój schemat myślowy (każdy łapie się czegoś, co nim przewodzi, skąd pomysł, że opieramy się na tym samym…?). Moje poglądy są niezależne od stereotypów na temat nacjonalizmu. Dlatego „autonomiczny”, ale jednak „nacjonalista”, bo kiedy myślę o szeregu spraw patrzę przez podobny pryzmat, co my wszyscy – tego, co uważam za najlepsze dla narodu. Chciałbym aby Polacy wychowywali się z szansą na poznanie Słowa Bożego w domach i szkołach, ale i mieli pracę we własnej Ojczyźnie, ba! – by mogli w ogóle się urodzić jeśli mają np. zespół downa. I tak dalej…

„Autonomiczne” myślenie mam jednak skrajnie pesymistyczne jeśli chodzi o politykę, nabrałem tego pesymizmu po drodze, podczas dorastania i nawracania się. To zmieniło moje podejście do polityki, bardziej schowałem się do wewnątrz. Mówiąc wprost: mimo, że chciałbym dla narodu jak najlepiej i pewnie nie raz się za nim wstawię w konkretnej sprawie, wiem, że za sprawą grzechu pierworodnego nie jesteśmy w stanie pchnąć ludzi ku naszemu idealistycznemu wyobrażeniu doskonałości państwa w jakim będziemy wspólnie żyć. Nie uda się, ale jednocześnie nie mogę popełniać grzechu zaniechania, nie krytykować głośno i bawić się beztrosko. Mam mieć Pieczęć, a nie być letni.

Specyfika polega więc na tym, że mój polityczny pesymizm nie wyklucza walki ze złem, a wręcz przeciwnie. To tak jak z nami katolikami, mimo że Jezus już umarł za nasze grzechy, nie wierzymy, że „i tak zatem będziemy zbawieni!”, tylko musimy ciągle się starać – nie żeby coś z Bogiem ugrać, a z miłości do Boga i Jego przykazań. Nawrócenie musi być skierowane w tą stronę: kocham Cię Panie, więc nie chcę czynić zła. Mój ideał jest inny niż widzę, więc nazywam zło po imieniu. Jezus to ideał duchowy, a katolicki nacjonalizm to ideał polityczny. Oba niemożliwe do urzeczywistnienia przez Kowalskich, ale do ideału trzeba mądrze dążyć, chociaż widzieć go, podążać w jego kierunku. Czy demokratyczna prawica idzie w dobrym kierunku…?

Jestem przeciwko temu i tamtemu (przeciwko demokracji), ale jeśli dałbyś mi karabin i kazał zaatakować demokratów, bym tego nie zrobił, bo zginęłoby wiele osób, a do doskonałości i tak byśmy przez to jako ludzie nie doszli. Ale jeśli demokracja zabroni mi mówić o Jezusie, będę o nim mówił coraz głośniej. Tak musi się stać, tak się już niekiedy dzieje (zakaz krzyżyków w pracy itd.), ale to nie znaczy, że mam to popierać, heh.

Inaczej myśli władca, a inaczej ten sam człowiek w momencie, gdy był tylko młodym żołnierzem. Idea tak jak człowiek ewoluuje, pojawiają się komplikacje i niezatapialny statek tonie. Teraz tonie demokracja, a podtapiają ją radykalni muzułmanie i inni, przez wewnętrzne sprzeczności już pożera ją własny ogon….

W Atenach powstała demokracja. W Atenach powstała Exarchia. Ateny były na szczycie. Ateny są na dole… Amen.

Ale się dzisiaj napisałem… Dosyć.

Czas wyjść z domu, do miejsc, w których moje idee są podwójnie abstrakcyjne. Kto zabroni być autonomem…

Głosujcie na osoby, które chcą obalić demokrację i są katolikami!

ŁG