6.06.19 „Czarne lustro” sezon 5 (2019) i rozkminy po premierze.

„Jeszcze więcej pieniędzy i nie ma granic!” – tak działają wielkie korporacje, koncerny. Czy to te związane z mediami społecznościowymi, grami video, kreowaniem gwiazd muzyki pop dla nastolatek, czy… z klubami piłkarskimi. Wymieniłem trzy tematy trzech odcinków piątego sezonu „Black Mirror” (Netflix, 2019), a potem dorzuciłem nasze podwórko, gdzie obserwujemy sprzedawanie wartości w typowy sposób, a mimo to gdzieś wewnątrz czai się przecież normalność. Nie zmienimy wszak rzeczywistości, musimy się w niej odnaleźć. Może twórca jakiegoś portalu społecznościowego też miał bardziej idealistyczną wizję swojego dzieła w momencie tworzenia, ale kiedy zaczęło ono zarabiać na siebie miliony i rozprzestrzeniło się na skalę globalną, powstały sztaby ludzi, służby za ich pomocą inwigilują ludzi, nie jest już tak prosto być „panem twórcą”? Odcinek „Smithereenowie” uważam za najlepszy z krótkiej serii „Czarnego lustra” ad 2019, bo patrzy właśnie z tej perspektywy. Genialne jest ukazanie jak w obliczu zagrożenia życia trudno jest połączyć się telefonicznie z twórcą portalu społecznościowego, który jest w to zamieszany. Czy może włączyć sobie „opcję Bóg” i zmieniać świat, skoro miliony ludzi są „u niego” zarejestrowane? Skoro nie może NAWET ZNIKNĄĆ na pustyni? Billy Bauer (serialowy twórca portalu społecznościowego, na miniaturce obok) odbiera od Chrisa telefon w momencie, gdy ten przebywa na swoim, przypominającym mi buddyzm „odwyku od technologii”, paradoksalne…, bo przecież od „swojej technologii”, od swojego projektu, nad którym stracił kontrolę. Wszyscy w tym korpo są młodzi, wszyscy w czymś się zatracili… „Black Mirror” ma prowokować do pytania: a ja?

Taki Billy Bauer ma dużo twardych orzechów do zgryzienia, kurde, chyba bym sobie nie poradził z presją, ale on sobie radzi… właśnie tą medytacją, która jest jakby pominięta w innych recenzjach sezonu. Nic dziwnego, większość recenzentów zapewne nie ma życia duchowego, a ja chciałbym podkreślić „Czarne lustro” tego jakie formy medytacji wybierają przytłoczone osoby na stanowiskach. Czy jest to chrześcijaństwo…? No właśnie, raczej nie… A jeśli wierzysz w rzeczywistość duchową, to wiesz kto mówi do twojego ducha, jeśli nie jest to Duch Święty. Władca świata, ta nazwa jest odpowiednia w tym kontekście. Władca świata…

Jest też odcinek o nowej generacji gier video i pop-gwiazdce dla małolatek. Mam kilkadziesiąt podopiecznych małolatek i uwierzcie, że widzę problem z najlepszej możliwej perspektywy. Jak popkultura może sterować ich sercami, mózgami, poglądami… niesamowite! Wszystkie chcą być jak X, jak Y i jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to zjawisko globalne – sterowanie dzieciakami za pomocą kreowania bohaterów jest faktem (czemu ruch LGBT atakuje bajki, szkoły?).

„Rachel, Jack i Ashley Too” pokazuje prosty przekaz, że nie wszystkie gwiazdki mogą być sobą, a to, co oglądasz na ekranie niekoniecznie jest prawdą. Banalne, jak na „Black Mirror” nawet bardzo, ale warto pokazać nastolatkom ten odcinek… Wiele z moich podopiecznych hasztaguje się, lub ma ciuszki z hasłem „Bądź sobą!”, a tak niewiele jest sobą… policzyłbym takie osoby na palcach jednej ręki! „Bądź sobą”, „możesz wszystko”… rycie ludziom bani. Nie, nie możesz wszystkiego, nie możesz być każdym, a jeśli nawet to nie zawsze warto… Posłuchaj, co o tym mówi Jezus, a nie trener mentalny.

„Striking Vipers”…, no cóż – ukazane zagrożenie istnieje, ale boję się tego zakończenia (sami zobaczycie), nie chcę, by w taki sposób społeczeństwo „odnajdywało się w czasach postępu technicznego” i mam nadzieję, że Brooker (twórca serialu) nie chciał mi przez to powiedzieć, że „tak może być ok.”. To dla mnie zakończenie pesymistyczne…

Plus natomiast za podjęcie aktualnego tematu „żądzy coraz większych doznań”, którą można podhaczyć nawet pod oglądanie pornografii, czy to, co dzieje się w tak patologicznych miastach jak Amsterdam, z tymi wszystkimi „teatrami porno” dla widzów (ktoś kupi bilet) i wszystkimi miejscami, w których szuka się coraz bardziej hardcorowych doznań. Wolność polega właśnie na tym, że nie chcesz być coraz większym hardcorem (seks, interesy, bicie) tylko po głupocie młodości, która gdzieś tam każdego spotkała w jakimś stopniu, powolutku wracasz na ziemię (ja to zrobiłem poprzez spojrzenie w Niebo, paradoks…). Cieszę się, że mam wiarę, która stawia mi poprzeczkę wysoko, nie mogę nawet pomyśleć o zdradzaniu żony, ale za to pozwala kochać i nie zwariować w rozpustnych czasach. To naprawdę działa! Jak zaczniesz kombinować, przegrasz… Nas wiara uczy, że wróg jest przebieglejszy i to fakt… Odwaga polega na tym, by stwierdzić stanowczo i po męsku, kiedy mam przestać być odważny w zatracaniu się w imię chwilowych przyjemności… 

Postacie wszystkich odcinków łączy to, że uciekają do wirtualnego świata. Mimo, że sezon nie jest tak ciężki jak poprzednie, nadal ma w tle to delikatne wołanie o opamiętanie się. Obawiam się jednak, że to opamiętanie będzie miało twarz medytacji Billy Bauera…

Nie jest łatwo nagrać 5 sezon jakiegokolwiek serialu. Nie stanie się moim ulubionym, ale jak na 5 sezon daje radę. Wstałem o 6:00, wróciłem do domu późno, zanim się ogarnąłem i usiadłem…, a nockę ze wszystkimi trzema odcinkami strzeliłem i nie zasnąłem, co przychodzi mi ostatnio na serialach bardzo łatwo, tym bardziej jak jestem zajechany. To mi potwierdziło ciągłą dominację „Black Mirror” w moim serialowym topie. Nie przekroczyli samych siebie, to fakt, ale bardzo trudno będzie już to zrobić… Byle nie schodzić poniżej pewnego poziomu.

Polecam.

ŁG