10.06.19 „O wszystkim i o niczym”.

Moje kibicowanie Legii zaczęło się w marcu sezonu 1998/1999 (a więc w marcu 1999), kiedy to Legia grała z Radzionkowami (remis 1:1, oj zrobiło wrażenie, heh), a moja śp. babcia dała mi kilka złotych na „Naszą Legię” śp. Wiesława Gilera (1954-2010). W lidze rządziła Wisła, dobry był Widzew, niezłe – o zgrozo – KSP, które sezon później wygrało ligę 9 punktami przewagi. Wisła była Mistrzem 98/99… z 17 punktami przewagi. Jak więc widzicie, ówczesna I liga była wybitnie nieciekawa sportowo, a Legia jak na jej możliwości przeciętna. W sezonie 1996/1997 Mistrzem Polski był Widzew (ich ostatni tytuł), a druga była Legia, RTS miał na koniec 81 punktów, CWKS 77, a trzecia… Odra Wodzisław – 55. W poprzednich sezonach również, lepszy wtedy Widzew i Legia rywalizowały ze sobą o tytuł mistrzowski, a kraj podzielił się, prócz lokalnych zespołów, na powtarzane w podstawówkach „Legia, czy Widzew?”. Dla mnie magiczne czasy, wszystko było bardzo fascynujące, a jako dzieciaki kochaliśmy prawdziwy futbol. Ten, w który graliśmy, ale i ten oglądany, chociaż jeśli nawet w Hiszpanii niedawno odkryto aferę korupcyjną, to co jeszcze u nas pozostało nie odkryte, a my emocjonowaliśmy się tym „na nieświadomce”? Nic to…, najważniejszy jest klimat i dzień meczowy – kolejny sezon, który tuż, tuż.

SPORT / POLSKA – IZRAEL

Dziś Polska gra z Izraelem przy otwartym dachu Narodowego w Warszawie, nastawiam się na ten mecz, z braku laku, przypominając sobie dotychczasowe spotkania z prawdziwymi żydami (bo tych z ksywy jest masa…) na ścieżce sportowej. Oczywiście kojarzy mi się głównie „Dżihad Legia” na Żylecie podczas konfrontacji z reprezentantami Izraela w Lidze Europejskiej. Był też żydek grający w Legii Warszawa (zapomniałem konkretne nazwisko, cieniutki był), pamiętacie? Swoją porcję pocisku otrzymał na sektorze gości podczas klimatycznego wyjazdu na budowany wtedy jeszcze stadion Jagielloni w Białymstoku. Jagi nikt nie lubi… jak głosi słynna pieśń, a co ma powiedzieć Izrael, który gra w rozgrywkach innego kontynentu…?

Dziś kadra ma szansę jeszcze raz udowodnić, że pojedzie na Euro, ale o meczu napisałem „…z braku laku…”, bo wiadomo jaki jest klimat na Narodowym – zupełnie inny niż ostatnio w Macedonii, gdzie jak wiadomo, wiele się działo. No, ale… nie wybrzydzajmy… Znowu fajnie się kibicuje biało-czerwonym. Po prostu…

KIBICE, OGŁOSZENIE / JĘZYK NIEMIECKI

Zna ktoś język niemiecki i chciałby pomóc trochę w nawiązaniu kontaktów „Drodze Legionisty”? Chcę przeprowadzić kilka wywiadów. Jeśli masz chwilę czasu i chcesz pomóc, odezwij się na maila.

LITERATURA, FILM / KTO POLECI COŚ DOBREGO? ALE…

… niebanalnego… Książki, powieści, oparte na wartościach chrześcijańskich rzadko są dobre. Nie mi oceniać, czy to ze mną coś jest nie tak, czy z nimi, w każdym razie, szczególnie jeśli mówimy o chrześcijańskich dziełach amerykańskich, zdają się one nie mówić językiem normalnych ludzi, czytaj – żyjących w społeczeństwie. Czy to specjalna kreacja, czy brak styczności autorów z językiem „żyjących w świecie” ludzi? Nie wiem…

Napisałem, że „nie mi oceniać”, bo generalnie to dobrze, gdy ludzie nie są źli i nie promują zła, ale problem polega na tym, że nie sposób żyć w mieście w odłączeniu od prawdziwych sytuacji i od tego, który niestety jest władcą tego świata. Potrzebuję słów dobra, ale przede wszystkim osadzonych w realiach mojego bloku i ulicy, a nie mojej wyobraźni. Mało tego – wyobraźni jedynie do czasów pierwszego świadomego grzechu, do czasów dzieciństwa. Naiwność nie wróci. Serce się nawraca, ale oczy widziały. Twórcze oczy muszą widzieć głębiej, oddzielić dobro od zła, ale jeśli to ma być sztuka – nie może być zbyt prosta, przynajmniej nie zawsze.

Próbuję być katolikiem w moim pisaniu, ale mam czasem wyrzuty sumienia. Do czasu, gdy po raz kolejny spadam na ziemię. Nie zrozumcie mnie źle, gdy już jestem na tej ziemi, często okazuje się także, że czas spędzony przy Nim również był prawdziwy. Tak więc drogi twórco chrześcijański – módl się, ale poza izdebką jest świat materialny. Póki co – oba nas dotyczą i tego dotyczy mój apel…

AKTYWIZM / PUNKT WIDZENIA…

Ostatnio miałem pewną refleksję w związku z moimi komentarzami sytuacji w polskim patriotyzmie, nacjonalizmie, polityce, a nawet w związku z uważaniem Marszu Niepodległości za upadły… Dostałem też maila a propos jarania się neofaszystami w „siwym wieku” np. z Italii, kiedy u nas wielu dziadków pogina w modnych, fakt faktem, radykalnych t-shirtach.

Przypomniało mi się to a propos wspominek z dawnego wyjazdu do Budapesztu, gdzie prócz derbów zaliczyłem także manifestację nacjonalistów. Było spokojnie, ale byłem zachwycony, że na scenie może grać kapela tożsamościowa, a z symbolami nacjonalistycznymi śmigają zarówno kibole jak i starsze panie. To było jeszcze przed boomem u nas. Kurcze, wtedy się jarałem braćmi Węgrami, a przecież kilka lat później u nas stało się podobnie…

Tak sobie myślę, że chyba marudzę, bo na dużo ostatnio pozwalamy. My śpimy, a przeciwnicy naszych wartości zmieniają Polskę w białych rękawiczkach. Weźmy ostatnią paradę i kolejne bluźniercze ciosy… Może moim odruchem obronnym jest to, że „robimy za mało”…?

Ale kiedy analizuję ruchy tęczowych coraz częściej stwierdzam, że fakt – ostatnio jest za spokojnie… Olewanie problemu wcale go nie rozwiązało, a lenie z forów dyskusyjnych, które twierdziły, że społeczeństwo samo ich oleje przeceniły jego inteligencję i kręgosłup moralny. Bo nad kręgosłupem moralnym nie pracuje tylko LGBT+ na ulicy, ale też na platformach typu Netflix i w całej popkulturze… Ostatnio wyszedł film, chwalony nawet w niby prawicowych mediach, o Eltonie, który „mieszka z mężem i dwójką dzieci”… „No co, przecież taki był i jest, nie?”… Dlatego wracam do antydemokratycznej refleksji i wniosku, że pewnych rzeczy patriotyczny rząd powinien po prostu zakazać, m.in. promocji sodomii.

Święty Michale Archaniele

MUZYKA / KTOŚ MUSI STALE ROBIĆ „TĄ” ROBOTĘ…

 … tym bardziej dzięki dla KęKę za nowy klip, bo odbiór reprezentant Radomia ma ogromny jak na tego typu, hm, „staro brzmiący rap” (…który raczej upadł, niczym piłkarska potęga Anderlechtu Bruksela w Belgii…).

8 czerwca kolejny klip do swojej płyty (który to już?) wypuścił też Karat, również z przesłaniem, które nie zapewnia fejmu.  

Można powiedzieć – proste słowa na czasie. W czasach, w których na marszach dewiantów w stolicy Polski profanuje się nawet mszę świętą… Paru gości w gotowości by czynić w głowach porządek? Nawijała lata temu Pewna Pozycja, dokładnie w kontekście tęczowych aktywistów…

CZY WIESZ, ŻE…

… nawet uczniowie szkoły kung fu z Shaolin protestowali w Pekinie przeciwko wykorzystywaniu nazwy ich klasztoru w reklamach alkoholu, samochodów i mebli („Przegląd” 2002, nr 39, s. 43)? Chcę przez to powiedzieć, że nie tylko atmosfera Stadionu Narodowego jest daleka od tego jakiej byśmy chcieli w związku z naszym kochanym sportem. Sport, sztuka… wszystko się zmienia, ewoluuje, komercjalizuje się… Protestujmy, zawsze to przesunięcie granicy niszczenia naszego klimatu i wartości! Piłka bez ultras jest niczym!

CYTAT NA KONIEC…

Pamiętajmy jednak, że z twarzą jak cmentarz świata nie zbawisz – ot, taka wakacyjna i pozytywna refleksja mnicha Leona, także a propos sportu :-). Jest jak jest, ale ostatecznie będzie dobrze… Tylko nie zaniechajmy, nie bądźmy pasywni.

ŁG

PS: Krzyż jako część oprawy braci Węgrów, tak jeszcze nawiązując do tego, co wyżej o nich wspomniałem: