16.06.19 WPW… odwrotnie.

Dziewczyna, jedenastolatka, wygrała medal na zawodach. Po turnieju w furę i wracamy, przed nami kilka godzin drogi do domu. Organizm się uspokoił, zajeżdżamy na stację. Jem coś na ciepło. Mówię do niej: kup sobie, hot doga, czy coś. „Ona dostała jedzenie od mamy i nie kupi, bo jedzenie się zmarnuje”. Mówię: kurde, wygrałaś medal, ćwiczyłaś długo, chuchro jesteś, zjedz sobie jakiegoś wynalazka, popij colą, to Twoja nagroda, a nie będziesz kanapki mi tu wcinać (kasę miała) jak jakiś Janusz. Nie, „bo marnotrawstwo żarcia i mama…” – kropka. Szok, nigdy nie byłem takim dzieckiem. Inny podopieczny, piętnastolatek – metr dziewięćdziesiąt, nosi groźne bluzy, uprawia tą śmieszną bujankę…, ja w jego wieku stałem na klatkach i wciągałem z parapetu. Szkoła to był tylko pogrzebany wagarami smutny obowiązek wieku nastoletniego. Mówię mu, że coś forma opada, on że przeprasza, miał egzaminy i nie mógł (czyli nie chciał – sam!) przychodzić, ale „przynajmniej zdał je super”. Wysoka średnia, „nauczyłem się to mam!”. Ja burak na twarzy. „Serio”? Nigdy w tym wieku nie odpuściłem czegoś sam z siebie dla nauki…

Kurde…, dziwię się – nie chcą jeść syfu, nie chcą się lać po pysku zamiast uczyć, a to pewnie ja jestem skrzywiony, ja w ich wieku byłem durniem. Człowiek tu chce dzieciaki ratować, a to one go ratują od podsuwania im małych, niepozornych głupot. Trochę szydzę z nich pod nosem gdy „zamulają”, nie chcą być nawet trochę, hm, niegrzeczne, ale to błąd, one na tym dobrze wyjdą, na wysoko postawionej granicy. Nie przeżyją może życia tak intensywnie skoro nawet hot dog i czwórka są problemem, ale czy olanie wszystkiego (a olałem…) było tego warte, tych wszystkich późniejszych nerwów i zoranej psychy, organizmu…? 

(…) O tym, czy żyjemy Duchem Bożym, czy też nasze wnętrze jest kontrolowane przez demony, decydują więc nasze myśli. Jest to nauka największych ojców pustyni. Twierdzą oni, że duch zawsze przekształca się w to, czym żyje umysł. Dlatego kontrola myśli, które wnikają w umysł, jest najważniejszą zasadą życia duchowego (Ks Dominik Chmielewski SDB, „Walka duchowa u ojców pustyni”, s 16). Ja żyłem w ich wieku złem, od drobnego (jak wymienione) do dużego (również wymienione), więc przekształciłem się w złego człowieka, z czego staram się wychodzić do dziś, ale oczy dużo widziały i już nie jest łatwo. Tak na marginesie, „Wojownicy Maryi” na VOD TVP w dobrej jakości: https://vod.tvp.pl/video/wojownicy-maryi,wojownicy-maryi,41175517. Szacunek dla ex-karateki księdza Chmielewskiego i tego, co robi z facetami… wyglądającymi na facetów i po błędach głupich facetów! Takiego Kościoła nam trzeba!

Może to dobrze, że oczy moich podopiecznych dużo nie ujrzą, a nie że „lamuski delikatne” się trafiły… Unikajcie zła dzieciaki, bo niewiadomo kto spadnie na cztery łapy… Tym bardziej dzisiaj.

ŁG