17.06.19 Ta druga część życia i fajne obrazki z pierwszych części filmu.

Dziś w Kościele wspominamy św. Brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika, chyba pierwszego świętego, który mnie zainspirował na dłużej po nawróceniu. Przeczytajcie jakąś biografię, ja czytałem świetną – starą, wydaną przez piszącą bardziej sercem niż piórem Marię Winowską. Polecam po stokroć lekturę, wizytę w jego chatce pod Zakopanem (obok na fotce), które to uczyły mnie patrzeć sercem, chociaż ciągle jest ono brudne za sprawą osiedla. Ostatnio zaś odświeżam klasyki, bynajmniej nie z żywotów świętych, ale klasyki uliczne, chociaż jeden z cytatów „Fight Clubu” pasuje także do świętych: Kiedy zaczynasz umierać zaczynają cię naprawdę słuchać. Głównie odświeżam „Mechaniczną pomarańczę”, książeczkę i film – oba klasyki, a to dlatego, że niedawno wyszła edycja specjalna, która właśnie do mnie jedzie, a właściwie już czeka w kiosku Ruchu. Alex – ikona w środowisku skinheads, na stadionach, gdy chuligan interesuje się czymś więcej niż siłką – także tam… Ikony tego typu mają to do siebie, że pamięta się zaledwie pierwszą część ich żywota…

Czy to postacie fikcyjne – jak Alex – czy ikony typu Adolf Hitler. O klęsce idei mówi się mało wśród fanów. W Grecji po raz pierwszy widziałem graffiti „leczonego” seansami Alexa, a więc motyw z czasów przebywania w więzieniu.

Gdy wygrywa w nas Taylor, że nawiążę jeszcze do „Podziemnego kręgu”, zaczynamy upadać. Możemy podkręcać sobie ten upadek fajnymi obrazkami z „pierwszych części filmów” (lub pierwszych części życia prawdziwych złych ludzi), ale to zawsze będzie spadanie w dół.

To nie jest jedyna droga męstwa. Warto tu przytoczyć też fragment nowej płyty Sokoła: Niejeden ulic pogromca od zwykłych szczawi wyłapał kopa w cegielnię. Oj, widziało się zjazdy do bazy… Zresztą, zarówno Alex jak i Adolf przegrali, pomylili się w ocenie swoich możliwości…

Nawiązując do dzisiejszego wspomnienia Brata Alberta, ze świętymi jest tak, że wspomina się odwrotnie – tą drugą część życia. To co zrobili po nawróceniu, ale to jak wytrwali do końca, czy to w stylu ojca Pio, czy św. Maksymiliana Kolbe. Wytrwali w miłości, a nie w nienawiści.

Mimo to, piękne są okrzyki stadionowe, piękna jest „Clockwork Orange”! Inaczej je jednak widzi dorosły człowiek, który czyta już całe książki, a nie tylko pierwszych pięć stron…

To ja Alex z chłopakami – Alex prosi o koniec wyroku, a „kumple” w policji… Mało widzicie takich scenariuszy w realnym świecie?

ŁG