3.07.19 „Serotonina” (powieść, Michel Houellebecq, Francja, 2019).

Mam (= czytałem) wszystkie jego książki, więc „Serotoninę” naturalnie kupiłem od razu po ujrzeniu brzydkiej, acz rzucającej się w oczy żółtej okładki w empiku, mimo, że przepłaciłem w stosunku do arosa. Kogo jednak zabrać do samolotu, gdy jest wybór…? Francuz to jeden z moich pewniaczków i pomysłów na przeżycie lotu (nie cierpię…). O Michelu Houellebecq tytuły prasowe potrafią wydawać całe serie tekstów (czy to aktualna „Fronda Lux” – też polecam zajrzeć, tygodniki prawicowe, oraz oczywiście tytuły liberalno-lewicowe…), jest znany i kontrowersyjny, a dla mnie przede wszystkim jest gościem, który pisze wciągające książki, w których… prawie nic się nie dzieje! Nieprawdopodobny jest fejm typa, który napisał właśnie kolejną książkę o tym samym, pewnie z powodu zobowiązań wobec wydawcy. Okłamałbym Was jednak hejtem w stylu większości recenzentów (jakich dotychczas czytałem…), bo mi tradycyjnie czytało się go przyjemnie…

Nowa książka na części mojej półki poświęconej Michelowi

Czemu autor słynnej „Uległości” (stąd m.in. polecam go nacjonalistom) napisał kolejną książkę o tym samym?

Znowu fabuła kręci się wokół wspomnień starszego kolesia, który ma poważny problem z sensem swojego życia oraz oczywiście z seksualnością, która jest obsesją Houellebecq. Cokolwiek by nie powiedział w wywiadach – od lat myśli i pisze o kompleksach związanych z babami i samym sobą. To musi być naprawdę bolesne, mimo że czasem bywa zabawne…

Z książek Francuza wyłania się przykry obraz „człowieka XXI wieku”, który odbieram jako ostrzeżenie i generalnie jako ostrzeżenie go polecam. Jest to ostrzeżenie o tyle specyficzne, że wręcz flegmatyczne…

W „Serotoninie” ważny – nawet tytułowy – jest wątek psychotropów, a także… protestów rolników, trochę jakby przypominających głośne Żółte Kamizelki (co się dzisiaj z nimi dzieje?!). Wszystko dość luźno ze sobą powiązane, więcej niż polityki jest opisów zmanierowanych zachowań japońskiej kochanki Florenta-Claude Labrouste (tak nazywa się główny bohater), od której pewnego dnia postanawia uciec, po wcześniejszym zainspirowaniu się przypadkami nagłego znikania ludzi, zacierania za sobą śladów i zaczynania życia od nowa.

Czy mu się uda…? Wybaczcie, to nie spoiler, ale po prostu u Michela to dość retoryczne pytanie…

Antydepresanty to dzisiaj plaga, nie tylko u starszych ludzi, ale niestety także u małolatów, którzy nie udźwignęli presji bycia we wszystkim zajebistym. Niektórych ta presja nic nie obchodzi, a innych wręcz zabija…

Nie potrafimy cierpieć, to narzędzie diabła w hedonistycznym społeczeństwie.

Nie należę do hejterów francuskiego pisarza, wierzę w inteligencję czytelnika i ufam, że wielu zobaczy (przez fejm jaki ma Houellebecq…) w krzywym zwierciadle swoje „wyzwolenie” oraz seksualną „realizację”. Podsuwam Wam także refleksję spojrzenia na świat Michela jako na świat bez wiary, świat, w którym nie ma miejsca na starość…

334 strony, w empiku 44 zł. Polecam – nie tylko na urlop, chociaż tam ciekawie kontrastowało nie tylko ze szczęściem jakie miałem akurat obok siebie, ale przede wszystkim z wiarą w Boga, dzięki której wszystko inne – materialne, cielesne itd., ma sens…

ŁG