3.07.19 „I boję się snów” (pamiętnik, Wanda Półtawska, Polska, 2009).

Szukacie lektur na wakacje? „DL” tradycyjnie spieszy z pomocą, chociaż większość nowych recenzji szykuję Wam na papier. Do rzeczy. Wydanie z 2009 roku to wydanie poprawione i uzupełnione. 216 stron w tym zdjęcia i kilka fotek listów obozowych. Dałem 15 zł podczas męskiego oblężenia Jasnej Góry w czerwcu tego roku. Było tam kilka książek Pani Wandy, stwierdziłem, że najpierw poznam Jej historię, a później zainteresuję się działalnością poobozową (m.in. doktor medycyny, aktywistka pro-life, propagująca wartości chrześcijańskie i rodzinne). No właśnie, męskie oblężenie… Książkę kupiłem bezpośrednio po wysłuchaniu przemowy kobiety, która przeżyła obóz koncentracyjny, skierowanej do polskich mężczyzn. Skierowanej do mnie. Zaimponowała mi. A jej książka „I boję się snów” zaimponowała mi jeszcze bardziej. Mogę szczerze stwierdzić, że to jeden z lepszych pamiętników obozowych jakie czytałem, babka po prostu pisze z jajem, bo i przeżyła swoje życie z jajem!

Pamiętnik Pani Wanda Półtawska (urodzona w 1921 roku w Lublinie) napisała w czerwcu i lipcu 1945 roku, a więc obchodzimy jakby rocznicę podjęcia walki ze strasznymi snami przez tą niezwykle odważną kobietę, późniejszą bliską przyjaciółkę św. Jana Pawła II! Nie było łatwo chwycić za pióro i spisać życie w pomieszczeniach pełnych robactwa i lesbijskiego seksu, o czym we wstępie zapewnia nas sama autorka.

Wanda Półtawska była więziona przez Niemców w latach 1941-1945 i była więźniem politycznym obozu Ravensbruck. Książka zaczyna się od momentu aresztowania.

Co ciekawe, Pani Wanda przywołuje wiele przyjaciółek-Rosjanek, z którymi walczyła w obozie o zachowanie człowieczeństwa. Chcę przez to powiedzieć, jeszcze raz podkreślić, że to nie tak, że „Rosjanin = zły człowiek”, różne są wszak okoliczności, a człowiek to człowiek. Z zapartym tchem czytałem jak Polki i Rosjanki ramię w ramię stawiają się władzom obozowym.

Pani Wanda poddawana była bestialskim eksperymentom medycznym, wydanie zawiera zdjęcia blizn po nich.

Na końcu wydania znajdziemy refleksje z obchodów wyzwolenia obozu w Ravensbruck, w których Pani Wanda ma wiele pretensji do nieobecnej tam władzy, a także podejścia Niemców do… Żydów (zaskoczenie…?), których się w kontekście ofiar tego obozu faworyzuje, jakby zapominając o więzieniu tam 40.000 Polek i co najmniej 200 rozstrzelanych!

Cześć Ich pamięci!

Tak na marginesie. Nie jestem fanem państwa PiSu, ale jak wobec historii takiej kobiety podejść do podobnych słów:

Najczęściej odpowiadamy, że „starsi ludzie nie rozumieją już kontekstu nowych czasów”, naszych czasów. A czy my ich kontekst rozumiemy – i co ważniejsze – doceniamy, szanujemy…? Po lekturze książki rozumiem o czym Pani Wanda mówi do prezydenta, mimo iż do PiSu mam tyle zastrzeżeń…

Kupcie to sobie na urlop. Mimo ciężaru gatunkowego napisane jest ciekawie, mimo wszystko lekkim piórem, bez dłużyzny, porusza szereg wątków pobocznych. Mocna rzecz i bez politycznej poprawności!

Znajoma rodzina, która ma swoje dziecko i jedno adoptowała, ma kilka książek Wandy Półtawskiej z autografem, to idolka rodziny. Czy to przypadek, że ta rodzina, zupełnie przeciwnie do „związków partnerskich” z książek niedawno recenzowanego tu Michela Houellebecq, jest rodziną autentycznie szczęśliwą? To czym się karmisz ma olbrzymi wpływ… To co przeżyłeś – jeszcze większy…

ŁG