9.07.19 „Imię Róży” (serial, Rai/C+, Niemcy/Włochy, 2019).

Po filmie z 1986 roku, książka Umberto Eco „Imię Róży” doczekała się wersji serialowej (2019). Książkę czytałem (rewelacja), film oglądałem (mam w kolekcji oryginalne DVD), a zatem serial też był kwestią czasu. Przypomnijmy. Akcja „Imienia Róży” rozgrywa się w opactwie benedyktynów w 1327 roku, a fubała to seria zabójstw wewnątrz klasztoru. Opat chce rozwiązać tą budzącą zrozumiałą panikę zagadkę, dlatego prosi o pomoc inteligentnego franciszkanina Williama z Baskerville (w tej roli John Turturro), któremu towarzyszy nasz narrator – młody mnich Adso z Melku (tu Damian Hardung). Mamy też polski akcent w postaci roli Piotra Adamczyka. W opactwie pojawia się także Inkwizytor Bernard Gui (Rupert Everett), a myszkowanie Williama nie podoba się większej liczbie osób… No i tym sposobem mamy ciekawy serial na jeszcze ciekawszym tle historyczno-religijnym… Fabułę „Imienia Róży” rozłożono aż na 8 dość długich odcinków.

Wiadomo – tak zwanego przykładnego przekazu katolickiego w dziele Eco nie ma, bo są zarówno ucieleśnione żądze młodego mnicha, jest typowy czarny charakter w postaci stereotypowo surowego Inkwizytora, tu np. palącego cudzołożnicę na stosie, mamy ukazaną pederastię w murach, a zatem Kościół oficjalnie tego zbioru skrajności raczej nie poleci, heh.

No, ale klimat tej opowieści jest na tyle ciekawy (nawet jako powieści kryminalnej), że z pewnego dystansu (a więc nie całkiem z czystym sumieniem), a przede wszystkim z jako taką wiedzą o „wnętrzu Kościoła” (że istnieje tu zarówno ciężki grzech jak i święci ludzie, a tych walczących z grzechem jest zdecydowanie więcej) można to polecić. W Polsce leci na Canal+, a za produkcją stoi włoska telewizja Rai.

Próbowałem też innych powieści Eco i żadna nie podobała mi się tak jak ta, pewnie właśnie dlatego, że lubię klimat zakonu, a kryminalna zagadka wewnątrz stanowiła dodatkowy wabik… „Imię Róży” to także wątki poboczne, np. problem wewnętrzny Kościoła XIV wieku z charyzmatem Franciszkanów…

ŁG