13.07.19 „Władcy Chaosu” (film, Szwecja/Wielka Brytania, 2018).

Nigdy nie przepadałem za metalowcami, a w podstawówce biegaliśmy za nimi ładując ich z lewakami do jednego wora z napisem „brudasy”. O polityce pojęcie mieliśmy tak naprawdę średnie, a więc kto na brudasa wyglądał i miał pecha spotkać małoletnich rzezimieszków we flayersach i dresach… no to miał po prostu pecha. Dziś sądzę, że być może słusznie :-). Kiedyś recenzowałem Wam książkę „Władcy Chaosu” o narodzinach sceny black metalowej w Norwegii i potem ogólnie na Skandynawii (bardzo dobrze napisana pozycja!). Palenie kościołów i swastyki, takie były wtedy klimaty, a niektórzy – jak bohater filmu, Varg – pozostali wierni (po odsiadce) „wszelkiemu złu” do dziś… No właśnie… satanistom-metalowcom chodziło o „wszystko co złe”, a ścigali się w tym kto przekroczy granice. Odjebanie ex-kumpla, czy jakiegoś pedała („bo chciałem zobaczyć jak to jest wbić kosę”), profanacja wszystkiego, co święte – to były fakty, mimo, iż „Władcy Chaosu” (2018) jest filmem fabularnym i jeden z głównych bohaterów komentował podobno (info od znajomego, który śledzi jego kanał), że mimo wielu prawd, pojawia się też wiele wypaczeń. Wiadomo, „trzeba było” wpleść wątek miłosny (nawet w „Okolofutbola” był…) i inne standardy pod publikę. Mimo to, szwedzko-brytyjska produkcja dość dobrze oddaje klimat tej subkultury.

Lata 90te, Norwegia. Zakładanie kapel metalowych, wytwórni, kultowego sklepu/meliny dla satanistów. Imprezy, malowanie twarzy, by upodobnić się do demonów i różne obrzydlistwa…

W takiej atmosferze zaczyna się fabuła i może to niektórych czytelników „DL” szybko odrzucić, ale bądźcie cierpliwi… Nie chcę od nowa opisywać tej historii, bo zrobiłem to już we wspomnianej recenzji książki, kto jest zainteresowany tematem, odszuka sobie (chyba była to jakaś moja papierówka…), albo sam pozna innymi kanałami.

Przede wszystkim dobrze ukazana jest tu typowa subkulturowa zbieranina – w grupie zazwyczaj jest jakiś pozer, cała masa idiotów, normalniejszych szaraków i garstka psychopatów, która na poważnie i bardzo radykalnie bierze to, co głosi. Standard klimatów młodzieżowych, tak po prostu jest. Jeden jest zajarany tylko częścią (np. ciuchami i muzyką), a inny chce podpalać świat. Jedna ekipa nie posunie się zbyt daleko, druga ma kogoś takiego jak Varg, który granic nie znał…

Może w tym kontekście warto uznać „Władców Chaosu” za obraz godny zobaczenia? Wniosek wtedy brzmi: znaj swoje miejsce, bo zabawa w pewnym momencie może się skończyć! To tak jak z kibicowaniem… Można fotografować się z maczetą, a nigdy jej nie użyć… Po co więc się fotografować?

Nie będę Was dłużej zanudzał tym jaki mam stosunek do black metalowców, bo to oczywiste w kontekście ostatnich lat „DL”. Powiem tylko tyle, że dla mnie poglądy satanistyczne są kretyńskie, tak jak ukazane na filmie osoby szukające „totalnego zła”.

Poznałem ludzi słuchających black metalu i, i tak szukają oni raczej wartości, które chociaż nie bezpośrednio, to kojarzą mi się z… moją religią, chrześcijańską: spokoju, stabilizacji, miłości i zamieszkania z kobietą, najlepiej spłodzenia z nią dzieci. Współżycie bez ślubu kościelnego jest grzechem, ale z takim podejściem do życia bliżej Wam chłopaki do Jezusa niż do jego przeciwnika. I dobrze… Bo to pragnienie miłości jest najbardziej naturalnym, jak mówicie, z uczuć… Tym bardziej w naszym kochanym kraju, który nawet walkę toczy zazwyczaj z miłości.

Także film polecam wyłącznie jako subkulturową ciekawostkę.

ŁG