Raj będzie później (jeśli się uda), a więc de facto w nim mieszkam…

W wielu filmach i serialach przewija się motyw, że ktoś kradnie duże pieniądze, a po wszystkim, po tym jak ryzykował dla nich życie, wreszcie kończy na jakiejś egzotycznej wyspie u boku tej walizki z forsą i oczywiście pięknej kobiety. Fajne to… i ta wyspa, i ta walizka, i ta kobieta… Ale – do chuja – co tam niby robić na tej pieprzonej wyspie przez całe życie? Gdzie bym nie był w wakacje towarzyszy mi zeszyt do „DL” i muzyka z Polski, jakiś mecz na nośniku. Relaks byłby niemożliwy, gdyby nie czekał na nas stadion, sala treningowa spod której usuwam puste butelki po żulach. To co wartościowe pochodzi nie z raju na ziemi, a z piekła na ziemi, bo stal w ogniu się hartuje – mam na myśli wszystko to o czym piszę już trzynasty rok pod nazwą „DL”. Raju nie szukaj na ziemi. Zabieram się za kończenie kolejnego zina papierowego dla garstki, która jeszcze wie, co to i prócz ciepłej pogody marzy jeszcze o ciepłym materiale z undergroundu.

ŁG