29.07.19 Trudy prawdziwej wiary. Nawet pożądliwie nie patrz…

Niektórym nawet myśli świętego Augustyna i całej reszty wybitnych świętych nie pomogą, jeśli sami nie podejmą walki ze swoim grzechem. Miesiącami można napełniać mózg informacjami, metaforami i punktami spojrzenia, latami szukać czegoś co przeważy szalę, ale bez -mojego własnego-, czyli bez mojej własnej relacji z Bogiem, nic z tego nie będzie. W Polsce mamy wszystkie narzędzia! Skorzystałem, nie żałuję. Na początku, na fali euforii zakochania się w Jezusie Chrystusie, potrafiłem na długi czas odłączyć się od wszystkiego i pogrążyć jedynie w chrześcijańskiej medytacji. Człowiek chodził lekki, nic innego go nie obchodziło (nawet sezon piłkarski). Później frustracja, że już tak nie jest, a dziś wiem po prostu, że był to zwyczajny odruch miłości – tak jak do żywego człowieka. Gdy poznacie miłość swojego życia, inne sprawy dla Was chwilowo nie istnieją, ale po roku, po dwóch… zaczynają wracać! Z Panem Bogiem i ze mną było tak samo, On był – jak zawsze, to ja Go odkryłem dla siebie i wtedy zapomniałem o świecie, który był tu jednak także, tak realny jak zawsze! Dzisiaj widzę zarówno Jezusa jak i świat, po tym lądowaniu (i pokonaniu rozczarowania) nie obejdzie się bez ostrej walki, a pocieszenie nie będzie już dokładnie takie samo jak tuż po zakochaniu. Tak musi być – i tyle, bo to tylko emocje. Do sedna jednak… Jedną z walk, którą musisz prowadzić jest walka z pożądliwością, tym bardziej latem.

Wielu mówi, że „nie potrzebuje chrześcijaństwa do poprawnej moralności” i podaje swój przykład oraz przykład… księdza-pedofila. W tym zestawieniu, owszem, możecie mieć rację, ale jest ono co najmniej niepełne, tak jak powiedzenie, że „… już lepsze związki partnerskie i dwóch tatusiów niż hetero rodzina, w której ojciec bije mamę i dzieci”. Hm. Zamiast nazwać błąd po imieniu (pedofilia, przemoc w rodzinie, np. przez alkohol, lub z innych powodów) rozszerza się kontekst na całe chrześcijaństwo, lub na bezsensowną z punktu widzenia normalności dyskusję o tym czym powinno być małżeństwo… Na to nabrali się durnie noszący tęczowe torby w geście solidarności ze zboczeńcami…

Tymczasem Jezus Chrystus powiedział, że nawet pożądliwe spojrzenie na kobietę (nie mówiąc o „spojrzeniu homo”…), czyli rozmyślanie sobie, że z nią współżyjesz, jest grzechem przeciwko przykazaniu „Nie cudzołóż”. To bardzo radykalnie, patrząc na dzisiejszy świat, przesunięta granica. Jako osoba wierząca w Jezusa Chrystusa i uczciwie spowiadająca się nie mam zatem wyboru, po prostu muszę zaakceptować to przykazanie i wziąć wyzwanie na barki. Lepsze niż trzepanie kapucyna i nazywanie tego naturą, za którą „warto pójść, by czuć się dobrze”. Są w naszym zasięgu szlachetniejsze metody…

Wcale nie jest to takie trudne, „wystarczy” doprowadzić do małżeństwa i z jajem poukładać swoje życie, a potem konsekwentnie trzymać się tego, że to jedyna kobieta na całe życie. Trudne zmienia się w piękne, chociaż łatwo nie jest – wszyscy jesteśmy podobni, a więc to kwestia wyboru i siły woli. Kwestia miłości.

Dlatego uważam, że ogarnięcie swojej pożądliwości z powodów religijnych (oczywiście trzeba wierzyć, lub starać się uwierzyć i iść drogą wiary, seksualność to jeszcze nie jest powód, by być chrześcijaninem), ale przy tym (jeśli jesteś normalnym typem, nie masz powołania kapłańskiego) założenie rodziny, daje tą stabilizację, sens, a więc siłę by w tym trwać.

Jeśli nie masz podstaw religijnych, które zakazują nawet myśleć o seksie z kimś innym niż Twoja żona, ogarnięcie pożądliwości będzie trudne, bo umowne tylko z samym sobą. Skoro tylko Ty rozliczasz siebie, to czemu nie dać się skusić?

Granica, że „nie zdradzam, ale myślę o tym przez większość dnia” (i się nakręcam, a swoją kobietę widzę w kontekście oglądanych pornosów), albo świruję sobie („bez kontaktu cielesnego! Co ty chcesz?”) z kumpelą jest moim zdaniem mało stabilna, bo okazja czyni złodzieja. Jaka okazja? Okazja spełnienia swoich codziennych pragnień! Trzeba zatem – co logiczne – zacząć od zmiany pragnień, a dokładniej właśnie od zmiany myślenia, od zmiany spojrzenia… Jeden z czytelników podesłał mi filmik, który uchwycił taką walkę: https://twitter.com/EternalBrit/status/1154871778700857345?s=07. Ty rządzisz swoimi oczami, czy oczy rządzą Tobą i Twoimi żądzami? Jeśli nie podejmiesz walki do końca, święte Augustyny i szukanie kogoś kto za Ciebie rozwiąże problem nie pomogą.

Nie myślcie, że z choinki się urwałem, też mam swoje doświadczenia i lata słabości, ale od dawna coś mi w tym nie pasowało, żeby np. swoją kobietę, która staje się przyjacielem (po co inne małżeństwo, po co się męczyć jeśli nie ma takiego założenia przyjaźni tylko jakiś żałosny konflikt i codzienna rywalizacja?) walić po rogach i wkręcać sobie, że „taka jest natura”. Natura najlepiej sprawdza się w małżeństwie, gdy jest otwarta na życie. Najpierw gadacie o naturze, a potem o kondomach…

Dzisiaj dzieciaki mają przerypane. Nie chce mi się znowu rzucać ogólnikami, więc konkretny przykład, znam więcej, mam wszak stały kontakt z rodzicami swoich podopiecznych, ufają mi i dużo mówią. Pięcioletniemu (!) synowi jednego z nich dwunastoletni kuzyn pokazywał pornosy na telefonie i tłumaczył jak to jest „sikać na biało”. Spoko, za naszych czasów też na osiedlu się dowiadywało „co i jak” (tyle, że w nieco starszym wieku…), krążyły gazety i VHSy (również patologia, ale ciut mniej dostępna niż dzisiejszy telefon z internetem). Ale w szkole, w telewizji i w internecie nie gadali nam, że to normalne, nie nakładaliśmy kondomów na banany, nie mieliśmy zadania domowego o tym, że masturbacja odstresowuje itd., a do takiej właśnie „edukacji” się na Zachodzie dąży i ona już gdzieniegdzie obowiązuje. W Polsce mamy póki co „studio śniadaniowe na TVNie”, w którym gada się czasem takie bzdury, że trudno uwierzyć, że to ten sam kraj, w którym miałem zaszczyt się urodzić… Mamy raperków, którzy zasługują na strzała w ryj za demoralizowanie dzieciaków.

Uczcie dzieci miłości, a nie walenia konia i zakładania kondomów, debile…

Jeśli „to normalne”, to gdzie jest granica wieku? Granica doświadczania małolatów? Czemu 16, a nie np. 12 lat, czemu „ograniczać” i „wykluczać” (najlepiej dodać do tego: „jak w Średniowieczu”, albo „jak w III Rzeszy”) „o rok młodszych niż szesnastolatka” (i do tego homo)? Jeśli mówisz, że zdrowy rozsądek ma wygrać, to pamiętaj, że Ty masz inny zdrowy rozsądek niż Twój kumpel, a słowa Jezusa są jedne dla każdego! Kto daje większą stabilizację? Jezus Chrystus powiedział: nawet pożądliwie nie patrz. Trudne? Trudne, ale jedyne słuszne, by granica była radykalnie postawiona. Poprzeczka jest wysoko zawieszona.

Bądź za religią w szkołach, nawet jeśli jesteś niewierzący. „Panowie w sukienkach” wcale nie bredzą, księża często mają większe doświadczenia ze swojej młodości niż nam się wydaje i nie są to wcale doświadczenia patologiczne. Słuchałem księży, którzy wyszli z jakiejś lipy, ale i takich, którzy normalnie, po ludzku byli zakochani, ale bardziej pokochali swoje powołanie…

Niech przykładem dla nas jako facetów będzie Jezus Chrystus, który przywraca godność kobiecie (na miniaturce przy wstępie słynna scena z „Pasji”, ale i Ewangelii), a nie jakiś ciul, który jej tą godność zabiera… Słuchałem wypowiedzi polskich bohaterek i tym większą mam siłę do walki, że One właśnie o takiej męskości w wolnej Ojczyźnie marzyły…

Nie prowadź ziomka do burdelu tylko do spowiedzi.

Tyle… Twardo z Bogiem!

ŁG