30.07.19 Obłęd – „Czerwona Demokracja” (RAC, Polska, 2019).

Po dłuższej przerwie Obłęd powraca na front! Cierpliwość fanów została nagrodzona, bo prawie jednocześnie ukazały się… trzy wydawnictwa, w tym „the best off…” na winylu (trzy kolory). Najbardziej interesującym z tego towarzystwa wydał mi się nowy pełniak, o jakże oczywistym dla nas tytule – „Czerwona Demokracja”. Jestem po kilku przesłuchaniach i mogę śmiało powiedzieć, że zespół po raz kolejny potwierdził swoją dominację na rodzimej scenie nacjonalistycznego rocka. Muzycznie jest bardzo dobrze, momentami dość ciężko, hard rockowo. Teksty zasługują by przyjrzeć się im dłuższą chwilę, nie ma tu jakiejś śpiewanej poezji, jest mocno i bez owijania w bawełnę, ale grupie udało się uniknąć monotonii i tematów na jedno kopyto.

Liryki są bardzo zróżnicowane, poruszają głównie obecne problemy, więc nie jest to setna z kolei płyta o historii i patriotyzmie (nie, żeby to było coś złego, ale chodzi mi o proporcje). Obłęd wali prosto w mordy sprzedajnych polityków i rządowy aparat represji, nawołuje do obrony tożsamości, oddaje hołd poległym w walce z czerwonymi ścierwojadami, piętnuje głupotę wszelkiej maści tolerastów i lewaków – dostało się także pewnemu cwelowi, który znalazł schronienie w Norwegii. Jest też trochę lżejszych tematów, np. utwór dla boksera Roberta Parzęczewskiego. Koleś nie wstydzi się patriotyzmu i wychodził nawet na ring z kawałkiem Obłędu! Jest piosenka „Bad Company” o grupie motocyklistów z naszego klimatu, widziałem ich na FOG i wyglądali na naprawdę konkretną ekipę. Nie obyło się bez koweru Złych Wujków, przyznaję, że w pierwszej chwili trochę się zdziwiłem, bo wyglądało to jak opowieść o seksualnych przygodach wokalisty, na szczęście po przeczytaniu tekstu z książeczki wszystko się wyjaśniło he, he…

Co do oprawy graficznej to szkoda okładki, bo trochę oklepana (choć pasująca do tytułu). W środku są wszystkie liryki oraz grafiki i zdjęcia. W kilku miejscach pojawia się notka „Uwaga Niepoprawne Politycznie”, oczywiście zgodnie z prawdą. Krążek wydano w digipacku, a sam materiał trwa nieco ponad 34 minuty.

Warto jeszcze zaznaczyć, że w dwóch utworach Kadiego wspomaga na wokalu niejaka Gabrysia. Głos super, ale mam wrażenie, że nie pokazała w pełni na co ją stać. Nie ma też na tym CD nic o chlaniu, a to zawsze na plus.

Ok, kończąc ten przydługi wywód – muzycznie Obłęd to klasa co najmniej na miarę europejską, a ten album to potwierdza. Jest utrzymany na równym poziomie, bez zapychaczy, ale mi najbardziej przypadły do gustu „Twarde Pięści”, „Bad Company” i „Wróg Publiczny”, choć w tym tekście nie ze wszystkim się utożsamiam.

Co prawda „odezwa” zespołu zamieszczona we wkładce nie napawa optymistycznie (również muzyków tej grupy nie ominęły pisowskie represje), ale mam nadzieję, że kolejny, równie dobry album, ukaże się szybciej.

Oczywiście polecam!

                                                                   Antyanarcho