30.07.19 Mocz w kolorze koszulki Borussi Dortmund…

Przed nami kolejny 1 sierpnia. W środowisku kibiców szacunek dla Nich jest już trwale zakorzeniony. Ale dzieciaki „spoza” nie naśladują bohaterów, dzieciaki naśladują YouTuberów, którzy od bohaterów są dużo popularniejsi, a nie powiedzieli oraz najprawdopodobniej nie przeżyli nigdy niczego sensownego, co można by pokazać ludziom. Prawdziwi artyści, albo wielcy ludzie nie wychodzą poza margines w sercach pokoleń, a debile zbierają tysiące subskrypcji. Z YouTube usuwany jest przekaz prawicowy, dziś jedyny wykluczony. Denerwuje mnie to wszystko, rozpala niczym węgielki na cybuchu, ale niewiele mogę, a pluszowi YouTuberzy oraz ich fani w pampersach powiedzieliby, że zazdroszczę, bo to jedyny slogan jaki mają w dyskusji. Frustrat! Dodaliby, że jak Adolf w piwiarni, ale oni nie wiedzą, że Adolf bywał mówcą w piwiarni, o ile potrafią go w ogóle połączyć z II Wojną Światową. Co popularniejsze – to lepsze, a reszta niech się odwali, bo najwidoczniej błądzi w swym nawiedzeniu. Nasi ludzie odpadają, bo w końcu zaczynają wątpić w swoją poczytalność, wystarczy znaleźć się na pierwszej lepszej imprezie.

Robię prasówkę-internetówkę, wypuszczam nosem słodko-miętowy smak melasy beztytoniowej, znalazłem idealne gówienko słodzące tą uzależniającą i przykrą czynność (a był czas, gdy udał mi się detox, tak – byłem szczęśliwszy, ale czułem, że to uciekanie od prawdy), a jednocześnie niezbyt szkodliwe. Patrzę na rozgrzane węgielki fajki wodnej, strzepuję popiół na talerzyk, bo zaczyna lekko gryźć w gardło. Czynności towarzyszące refleksji, gdy ich brak – bywa nudno, nie ma co ukrywać.

Mięta przyjemnie dostaje się do płuc. Każdy ex nałogowiec musi mieć swoje nowe zabawki. Coś po coś może pojechać, katować tutoriały, by potem się delektować. Substytuty nie są kwestią wstydliwą, to naturalny sposób radzenia sobie. Nie masz substytutów – nadal będziesz taplał się w bagienku, w które dawno temu wszedłeś i nic się nie zmieni.

Melasy beztytoniowe, kamienie i żele, azjatyckie herbaty – zestaw relaksacyjny dla osoby, która już do końca życia chce być wolna od nałogów, a też chce mieć swoje rytuały rozluźniające, niemające jednak bezpośredniego wpływu na zmianę świadomości. Zielona herbata z Japonii, miętowa melasa z Turcji, „Droga Legionisty”, a wieczorem trening, bo rozładować sięgające zenitu wkurwienie światem. Przyjmowanie informacji i przetrawianie, wydalanie ich na trzeźwo, nie bez trudu.

Niektórzy są ludźmi nocy, ja jestem człowiekiem poranka. Palę sishę nie o północy, a o 10:00, o północy zazwyczaj nie chce mi się myśleć, bo ambicje zdążą narosnąć do paranoicznej skali i rozrosnąć się niczym liberalna politpoprawna nowomowa.

Idę oddać do muszli klozetowej mocz w kolorze koszulki Borussi Dortmund, to od witamin Olimpu, które łączone z wysiłkiem pozwalają mi pamiętać, że to zawsze lepsze niż być obrzyganym degeneratem, który o wspomnianej 10:00 nie jest w stanie podnieść się z nieświeżej pościeli. Dziękuję za pasje, które spowodowały, że barwy klubów widzę nawet we własnych szczochach… Zdrowy klocek ma barwę koszulki z Konwiktorskiej.

Między tym wszystkim modlę się, zastanawiając się gdzie w tym wszystkim jest normalność – taka jak ją widzi Bóg i czy istnieje normalność idealna. Bez modlitwy i życia duchowego nie widziałbym w tym większego sensu, tylko najbliżsi i sport by mnie trzymali, a to czasem – dla patrioty z ambicjami, o lekkich, ale jednak skłonnościach, hm, nazwijmy je: nietypowych – mało.

Panie Łukaszu, pan nie ogląda tych filmików motywujących, pan jest mistrzem automotywacji. Pan wyjdzie z domu. A poza domem też piękne tylko chwile.

I nie zmienia się nic dorosły czytelniku… byle się w tym wszystkim nie pogubić.

ŁG