1.08.19 Obłęd & Bandeira De Combate (RAC, Polska/Brazylia, 2019).

Prawie półtora roku minęło od zapowiedzi tego krążka i powoli zaczynałem już wątpić, że coś z tego wyjdzie, ale na szczęście pomimo czasowej obsuwy materiał wreszcie ujrzał światło dzienne. Split z Brazylijczykami to dość niecodzienna inicjatywa jak na nasze warunki, nie mogę sobie przypomnieć by ktoś z polskiej sceny wcześniej tego próbował. To dobra droga, należy łamać schematy i współpracować z ludźmi myślącymi podobnie do nas na całym świecie. Jako pierwszy zaprezentował się Obłęd.

Ich materiał to pięć utworów, zagranych lżej i bardziej melodyjnie niż na „Czerwonej Demokracji”, ale na równie wysokim poziomie. Teksty traktują o owocach demoliberalnego systemu, prześladowaniach rządowych służb, wirtualnym życiu w sieci, islamskim terroryzmie i lewackiej chorobie umysłowej zwanej tolerancją. Nie zabrakło też hołdu dla poległych za ojczyznę. Mi najbardziej do gustu przypadły „Razem W Bój” i „Poza Kontrolą”.

Bandeira De Combate to weterani aktywni na scenie od 1988 roku. Po raz pierwszy o ich istnieniu dowiedziałem się lata temu, jeszcze z przed ery srajfonów, internetu i telefonów komórkowych, z kasety „Brazilian Compilation” wydanej przez Odłam Skiny. Pamiętam, że całkiem nieźle sobie wtedy poradzili i tym bardziej z ciekawością sprawdziłem w jakiej teraz są formie. Sporo się zmieniło od tamtego czasu, to już mocniejszy RAC z częstymi gitarowymi solówkami, które powodują, że ta muza momentami mocno przypomina coś z pogranicza Heavy/Power Metalu. Brzmienie jest dość surowe, co jeszcze dodaje mocy tym dźwiękom, tak samo wokal – mocny, nawet dobrze pasujący do muzyki choć dla mnie trochę za bardzo melodeklamatyczny. Nie znam portugalskiego, ale tytuły „Rock Contra O Terrorismo” (najlepszy z wszystkich pięciu), czy „Bractwo” (o Polsko – Brazylijskim braterstwie) mówią wszystko. Chłopaki pokusili się nawet o akustyczny kower kawałka Obłędu, który tak średnio się moim zdaniem udał, przede wszystkim jeśli idzie o wokalistę, któremu łagodne śpiewy nie bardzo szły, ale kiedy zaczął bardziej krzyczeć niż śpiewać to o dziwo już jakoś to wyglądało…

Album wydało Rebel Sound jako digipack, z tekstami (w ojczystych językach zespołów), grafikami i zdjęciami muzyków z ekipami, głównie z gigu w Brazylii, w którym Obłęd brał udział. Materiał trwa niecałe 39 minut. Ciężko tu porównywać oba zespoły, bo to trochę różna muza, ale jednak Polacy zaprezentowali się lepiej, pokazując materiał bardziej dojrzały, z lepszym brzmieniem (nie zaszkodziła nawet zmiana na fotelu pałkera), choć dla gitarzysty BDC należy się szacun za te solówki, bo byle kto tak nie zagra. Wyszedł z tego naprawdę niezły split i zdecydowanie wart jest wydania tych kliku złotych.

                                                                 Antyanarcho