3.08.19 „O wszystkim i o niczym”.

Starszyzna stadionowa chciała albo się w Polsce wyrwać z szarej nudy – nawet nieświadomie, albo stadion był bastionem Polskości, ciekawym buntem przeciwko PRLowi. Dziś sposobów na bunt i rozrywkę (oczywiście wątpliwej jakości) jest wiele, a więc młodymi kibicami zostają raczej Ci, którzy chcą, lub są przez kogoś przyprowadzeni, często nawet sposobem, szerszą akcją promocyjną. Czy ktoś bardzo młody chce się dziś poprzez ruch kibicowski „wyrwać”…? Wyrywają się raczej przez emigrację. Nie jest to tak atrakcyjne, tajemnicze i pociągające jak kiedyś, może dlatego młyny tak topnieją – kibicują Ci, którzy chcą, a klasa pracująca ma szereg innych rozrywek po robocie. Czy kiedyś liczbowo dorównamy chociażby Niemcom? Tam ludzie mają wiele, a kibicują, bo chcą kibicować. Poziom sportowy u nas nie ten, aczkolwiek mecze bywają ciekawe, jak tak oglądałem ostatnio skróty Ekstraklasy to nawet działo się wszędzie, prócz Legii – no nie licząc ostatniej minuty i gola w Kielcach, ale to dość mało wrażeń sportowych jak na kilka spotkań… Ostatni mecz w LE był szczytem nudy. W rocznicę Powstania Warszawskiego odbył się rewanż w Finlandii, w którym Kuopion Palloseura bezbramkowo zremisował z Legią Warszawa. W dwumeczu CWKS zwyciężył… 1:0 i tak trafił do kolejnej rundy z Atromitosem Ateny, „niebieską gwiazdą”.

1 SIERPNIA…

… pewnie widzieliście to zdjęcie, bodajże z Gdyni, z Godziny W… pod piaskownicą. Kurcze, przy całej mocy spontanicznych obchodów (często kibolskich) w całym kraju, to ujęcie jest chyba najlepsze. Człowiek myśli sobie: znowu chcę zrobić wszystko, aby wieść o bohaterach dotarła do… każdej polskiej piaskownicy. Wtedy będzie dobrze, chyba że tęczowym środowiskom uda się zmienić sens i tło kotwicy powstańczej, patriotyzmu… Pamiętajcie, że ich taktyką jest to, aby prowokacje nam spowszechniały. Gdy zobojętniejemy – punktują, bo stanowią część debaty… To zarzut do polityków, którzy powinni takich prowokacji zakazać. To nie tak, że olejemy ich i sami znikną – za dużo mają sojuszników w mediach, polityce, popkulturze…

A tymczasem – pozdrowienia do piaskownicy!

KSIĄŻKA / KWESTIA KOMFORTU

Czytałem recenzowane Wam wspomnienia Reymonta z pielgrzymki na Jasną Górę (http://drogalegionisty.pl/?p=11135980), a równolegle współczesne wspomnienia zwykłego Polaka Edwarda Schiweka z pielgrzymki na Drodze św. Jakuba, czyli do słynnej Santiago de Campostela, która ma być moim kolejnym celem jeśli za „dobre kilka” dni dojdę do Częstochowy (już mam chętnych kompanów). Inne czasy, inne miejsca, ale zwróciła moją uwagę kwestia komfortu na takiej trasie. Czego oczekujemy?

Schiwek opisuje wygodne punkty, zawsze miękkie łóżko, czasem pielgrzymom przeszkadza światło tableta innego pielgrzyma z łóżka obok… Reymont pisał, że ludzie padali tak jak stali, na sianie, w rowach, czasem jeszcze z kawałkiem chleba w ręku. Szli często głodni, albo o chlebie i wodzie. Schiwek słodkie rogaliki i kawę uważa raczej za kiepskie śniadanko. Ten kontrast mówi dużo o tym jak wygodni i marudni się staliśmy, jak zmieniło się społeczeństwo – także to wierzące w tego samego Boga… Zapewne zmieniło się także w kontekście ewentualnej nowej wojny…

MUZYKA / MADE IN COTTBUS

Coś kibicowskiego musi być raz na jakiś czas. Bloody32 z Energie Cottbus (Niemcy, oczywiście – Regionalliga, ciekawa zresztą, bo Energie będzie grało z Dynamo Berlin, czy dwa razy z Lipskiem…) i jego klipy do „Problemfans” oraz „Liebe, Treue, Leidenschaft”.

Ekipa, race, bloki, stadion, graffiti i treningi… Jesteśmy znudzeni takimi klipami, ale one nadal pokazują lokalne środowisko danej załogi, telewizja publiczna tego w obiektywny sposób nie uwieczni, heh, dlatego na swój sposób szanuję i przeglądam te produkcje z całego świata… Dorzucam jeszcze „Kämpfer”, w którym raper występuje w koszulce „FCK ISIS”:

Odległość od Warszawy do Cottbus to niecałych 600 km.

CZY WIESZ, ŻE…

… Atromitos Ateny to czwarta siła Aten i kolejna banda miejscowej antify? Ich ekipka mocno udziela się lewicowo, prezentując nie tylko lewackie motywy, ale i całe oprawy, np. „No nations – No borders”. Mieli kiedyś ultra-bloga, też połączony był z grecką antifą.

CYTAT NA KONIEC…

Skrywany związek między potrzebami emocjonalnymi i ambicjami artystycznymi Vincenta sprawił, że jego relacje z Theem (bratem) znowu stały się szorstkie. By zrozumieć cierpienia trzepniętego twórcy polecam poznać biografię Van Gogha, ale nie po łebkach z Wikipedii tylko 1056stronicowe dzieło Stevena Naifeha oraz Gregorego White Smitha (fanatycy zgody Legii z Den Haag znajdą tu również sporo o klimacie starej Hagi i Holandii w ogóle) – to jedna z ciekawszych biografii jakie mam w swojej kolekcji, mocą porównywalna do słynnej biografii Tysona. Codzienna walka ze sobą i miotanie się z kąta w kąt przez ambicje, by cieszyć się tylko chwilami ciszy (za sprawą twórczości), po którą jednak już idzie burza… Znasz to…?

Cóż… przede mną długa droga i kilka połączonych wydarzeń także nie martwcie się przerwami w aktualizacjach. Wakacje się kończą, po prostu nie udźwignę tego, by być na bieżąco z newsami. Biorę raczej zeszyty i długopisy na coś konkretniejszego. Sprawdzajcie „DL”kę i puszczajcie ją dalej!

Saluto!

ŁG

PS: