31.08.19 Odkurzyć serce („DL” papier nr 25/jesień 2019 promo).

Jak zwykle wyszedłem o 7:00 rano z psami by zacząć kolejny „Dzień świra”. Zdziwiłem się spotykając znajomego z osiedla żulka, ale tym razem również z jakimś psem. Spojrzał na mojego i mówi: – Zaraz też z takim wychodzę – wpisuje kod domofonu w nieswojej klatce – dostałem w leasing. Oni to jednak zawsze sobie ogarną jakąś mini fuchę na melanż i – tego im zazdroszczę – humor ich przy tym nie opuszcza… Jeden ma problem z uzbieraniem na piwo o 7 rano, drugi z posprzątaniem wysypiska w swojej głowie. O tej samej godzinie (obok kadr z filmu fabularnego „Biała wstążka”).

Mam problem z papieżem Franciszkiem, ale mam też problem z problemem do papieża Franciszka, bo jest jego jałmużnik kardynał Konrad Krajewski, który co rusz tłumaczy, że Ojciec Święty po prostu posługuje się czystą Ewangelią, bez „ale”. Jeśli zaprasza do rozmowy tych dla nas – powiedzmy, że Kościoła wojującego – wrogich, argumentuje, że tak zrobiłby Jezus – i tyle. No i z tym należy mieć – będąc uczciwym – pewien problem… Jezus po pierwsze pomógłby człowiekowi, to fakt, że pomagał tym, których spotykał wychodząc w drogę – nie mówił, że pomoże jutro (Krajewski mówi, że „jutro” pomagają politycy…).

Ja mam z ludźmi problem, pewnie też dlatego tyle piszę. Mam szereg możliwości, ale wolę przebywać z literkami. Pracuję z ludźmi, poznaję dużo rodzin, łączą nas emocje ich dzieci (stres, łzy, euforia, strach), a więc dużo. Obserwuję ich, jak to pismak, a ich pech polega na tym, że naoglądałem się jakichś „Siódmych kontynentów” (1989, kadr obok) itd. Fakty są jednak takie, że ich poprawne odgrywanie ról społecznych to na ogół tylko przykrywka, wiem o tym i czekam na to, co obnaży prawdę – zmęczenie, zdenerwowanie, kryzys, porażka – co stanowi o specyfice danej familii, danej osoby, która świetnie gra idealną. Wszyscy mamy przecież jakiś defekt…

Nie – odpowiada na moje wywody żona – ty jesteś po prostu pierdolnięty (tylko taka kobieta miała szansę ze mną przetrwać – zdystansowana do tego wszystkiego, co tu czytacie).

No więc ja jestem po prostu pierdolnięty, a niektórzy wybierają np. świadome kłamstwo jako sposób wychowywania swoich dzieci (uczenia ich przetrwania w dżungli), uczą lizania dupy (tak się złożyło, że mnie, więc wyczuwam), niektórzy są prości, niektórzy skomplikowani, ale nie potrafią zrozumieć prostych zasad, niektórzy są ubodzy i dają radę (chociażby wyprowadzając psy sąsiadów?), a inni bogaci i żal im każdych 50 zł. Każdy wierzy w „swoją wizję”, no bo jakże inaczej. To jest nasz problem społeczny, albo nawet cywilizacyjny. Nie ma żadnej wojny polsko-polskiej i nieuśmiechniętych Polaków, jest po prostu człowiek, jego ego i świat oraz możliwości jakie zastał. Reszta to nazwanie tego na potrzeby walki.

Chciałbym kochać tak jak Jezus, a nawet tak jak Konrad Krajewski. Ba! Chciałbym kochać nawet tak jak większość tych ludzi, których tu hejtuję. Oni nie są nikim szczególnym (a ja jestem? Cóż, dla ich dzieci niestety tak…), a jednak potrafią tak reagować na krzywdę drugiego człowieka, że budzi to we mnie podziw. Po prostu reagują, a ja – już kiedyś Wam pisałem – raczej stary Beksiński w filmie fabularnym (kadr obok), kręciłbym zwłoki kamerą, nie wiedząc jak się zachować, przynajmniej tak mi się wydaje…

Świetlica na koloniach, oglądam mecz z dzieciakami i jeden dla beki powiedział „murzyn” o jakimś piłkarzu. Zdziwiłem się, bo reszta dziesięciolatków (!) go zrypała, że to rasizm i tak nie wolno (byście widzieli spojrzenia!). Tylko obserwowałem nieco zdziwiony (kiedyś wszyscy by od bambusów cisnęli dla jaj, teraz rasizm…), bo reakcja była czarno-biała jak w „Białej wstążce” Michaela Haneke, tyle że w drugą stronę. Tak jak w „Białej wstążce” rodziło się społeczne poparcie dla narodowego socjalizmu? To co się teraz narodził za potworek, hę? Ja już znam jego imię, usunął mi nawet konto YouTube, na którym wrzucałem głównie sekundy z meczów na żywo, a ostatnio nagrania z podróży, czy zakonów. Straszne! Wracając jednak do grupki dzieci, milczałem, ale chciałem obronić tego, który krzyczał o murzynie, a większość nie tyle zrypać, co wyśmiać.

Jeśli jestem wrażliwy to raczej na zachowania, do których byłem przyzwyczajony, kiedy osiedle stało się moim mentorem. Ciągle nie lubię poprawności, ludzi wykutych wpajanych zasad na pamięć (jeszcze raz: wkute bez refleksji zasady dotyczące patriotyzmu też doprowadziły do zbrodni…, nie można, po prostu nie można nie myśleć i nie kochać).

Pismo mówi jasno – najważniejsza w naszej wierze jest miłość. Cholera jasna. Czy można po prostu kochać, codziennie zaśmiecając, tfu, wzbogacając swój umysł filozofią, kulturą, poglądami, to z tej, to z tamtej skrajnej strony? Można odkurzyć serce? Ba, czy można wychwycić normalny kontekst – czy taki istnieje? – gdy uważa się za piękne przejawy stadionowej subkultury przemocy? To nie wybór, to coś co kiedyś uratowało, gdy sądziłeś nieświadomy, że świat jest tak nudny jak opowiadają o nim dorośli. Nie, były mecze i wciągający, wyidealizowany świat przemocy, wjazdów z bramą, które wywróciły do góry nogami stosunek do prawa, tego co wolno i nie wolno.

Wjeżdżamy panowie. Serio… – usłyszałem kiedyś przed sobą będąc na wyjeździe, a potem obserwowałem, z początku pasywnie, potem aktywnie, jak chuligani forsują zamknięte przed nami barierki. Nie ma przed nami barierek! Jak powiedział murzyn (nie afroamerykanin) – tylko Bóg może nas sądzić!

Oby nie był zbyt surowy…

ŁG

(tekst ukaże się w zinie „Droga Legionisty” nr 25/jesień 2019)