1.09.19 „Siódmy kontynent” (film/dramat, Michael Haneke, 1989).

Recenzja, której Ty akurat szukasz, a o której większość czytelników „DL” myśli sobie „ale na cholerę to tutaj?”. Tak, to właśnie ta! Jeśli omijasz wszystko, a czekasz na podsunięcie Ci czegoś ciężkiego i dla masy nudnego – tak, to właśnie jedna z tych recenzji. Tarantino Tarantinem, ale to ciągle TYLKO kino rozrywkowe. To najbardziej ambitne nie jest tak głośne, nie we wszystkich kręgach i nie na wszystkich słupach reklamowych. Jednym z godnych uwagi twórców prawdziwych – choć fabularnych – obrazów o dramacie ludzkości jaką jest ona sama, jest 77mio letni dziś Niemiec Michael Haneke. „Siódmy kontynent” to jego debiut nie-telewizyjny (1989), a powstał pod wpływem notatki prasowej przeczytanej przez reżysera i oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w Austrii i Australii pod koniec lat 80! Cała twórczość Haneke to suma obserwacji społeczeństwa i czytania między wierszami. To pokazanie, że w czasie postępu, w czasie pokoju wcale nie jesteśmy wolni od depresji i błędów zwiastujących nowe katastrofy, wręcz przeciwnie. Oto rodzina z klasy średniej postanawia zaplanować swoje samobójstwo. Powód? Mimo, że „posiadają wszystko” – nie mają po co żyć… Co doprowadziło ich do takiego stanu i co gorsza – decyzji? Jakie są błędy społeczeństwa, kultury, ich własne…?

To będziesz musiał sobie sam – jak to u Haneke – dopowiedzieć. Film podejmuje temat pułapki popadnięcia w monotonię klasy średniej, której się zawsze bałem – jak widać słusznie. Kapcie, samochód, szkoła, praca, a w tym wszystkim duchowe pustkowie. Ci ludzie mieliby gdzie uciec ze swojej rutyny, ale to właśnie to duchowe pustkowie i standardowe życie składają się na bezsens takiej próby, bo… co oni by na tym wyjeździe robili? Haneke pokazuje, że ucieczki od tego stanu ducha nie ma nawet w czasach wolności. Świat jest ciasny, nudny, szybko wypala – tak zdają się go odczuwać bohaterowie jego filmu.  

Widzimy szereg scen, z których sami mamy wyciągnąć wnioski i dodać sobie czynniki składające się na dramat rodziny. Jedną z nich jest udające w szkole ślepotę dziecko, które dostaje od mamy za to w pysk, mimo że obiecała, że za prawdę nic jej nie zrobi. Jedna z cegiełek – brak zaufania, kłamstwo, osamotnienie. Rutyna.  

Cisza kiedy jesteśmy sami, jak w scenie z myjni, jak w wielu scenach. Nagły płacz z niemocy. Stłumione emocje – to dwa słowa, które najbardziej kojarzą mi się z udawaniem w rodzinie, z zamiataniem latami pod dywan. To dlatego swoją staram się budować na prawdzie, nawet trudnej oraz na braku tabu, braku wstydu, braku popisywania się i przede wszystkim na braku kłamstwa. To dopiero 3 lata, ale udaje się… Ciągle jesteśmy żywymi przyjaciółmi, którzy mają dokąd uciec. Brak żywego Boga (relacji z Nim) to dla mnie też ważny powód katastrofy w „Siódmym kontynencie”.

Pamiętajcie, że to film oparty na faktach, na notce prasowej po samobójstwie rodziny. Europa XX wieku…  

Trailer:

Cały film po polsku: https://www.cda.pl/video/122420064. Dobrego lotu, chociaż cukierkowe i rozrywkowe to nie będzie… Nie ma tu żadnej muzyki, fajerwerków, po prostu stajesz się świadkiem dramatu.

ŁG

PS: Dziś rocznica wybuchu IIWŚ, jeśli oglądałeś już wszystko o niej, a chcesz coś bardziej pogłębić (powody akceptacji przemocy), rzuć okiem na recenzowaną już chyba kiedyś w „DL” „Białą wstążkę”: https://www.cda.pl/video/23032483

PPS: Malunek mojego czytelnika: