7.09.19 Kilka warstw ucieczki…

Nawet w „Piłce Nożnej” znajduję tęczowe flagi i artykuł o tym jak tolerancyjna drużyna istnieje w Manchesterze. A w Warszawie jest nietolerancyjna, a nawet na kadrze wisi flaga Zagłębia Sosnowiec z jasnym przesłaniem – i chuj – i może o tym napiszecie w pozytywnym świetle? Pieprzone zboki! Choćbym był sam – nie wymięknę i Wy też nie wymięknijcie w głoszeniu prawego światopoglądu, zamiast „zrozumienia”, które kończy się tak, że nasze święte miejsca, muzyka i klimaty zmieniają się w gay-party! Mówią mi, że empik wspiera LGBT – „nie chodź”, coli się nie mogę napić, bo wspiera LGBT – „nie pij”, kurwa mać, niedługo będę musiał być pieprzonym ascetą z powodu LGBT! Ba! Te łosie z odbytami powiększajacymi się niczym kółko puszczone z dymu zaraz wmówią nam wszystkim, że sami jesteśmy lesbijkami i obywatelami Bóg wie jakiej planety Alfy Centaurii! Świat zwariował i weź się lepiej chłopie uchwyć czegoś szybko. Moja młoda ex-podopieczna „została lesbijką”, powiedziały mi inne dwunastolatki kilka tygodni temu… A kim miała zostać skoro weszła w okres dojrzewania, wszystkie panny wrzucają na fejsa focie, na których wyglądają jak seks bomby (gdzie są ojcowie?), chłopaki za nimi szaleją, a ta gruba, brzydka i głupia, a na trendy blogach tnący się z nudów emo-dewiant mówi jej, że „ma wybór”…? Może na paradzie smutności znajdzie chwilę uwagi i miłość (bo oczywiście nie wie jeszcze, że to żadna miłość)? To nie jest jedyny wzór, to nie matematyka. Wiele jest dróg do zboczenia, tak jak wiele jest dróg do Boga, ale jest kilka głównych i typowych z jednym na czele… „ucieczka”.

Dużo piszę Wam o wierze, ale dzisiaj tak trochę z innej beczki…, mając gdzieś w tyle głowy słowo „ucieczka”.

Większą część czasu na modlitwie, czy przed Najświętszym Sakramentem kojarzę z nudą. Nudzi mi się…, po co być nieszczerym? Nie spędzam tych chwil przed Nim dużo, na pewno powinienem więcej, bo prawie przed każdą się zmuszam. Dla mnie wiara to walka, jak wszystko inne, a nie przyjemność i nie codziennie mam na tą walkę siłę, tak po ludzku. Upadam, wracam, upadam, wracam. Powody, dla których wracam wychodzą nie tyle z mojego serca (a może?), co z mózgu – uważam, że świat wg nauki Jezusa byłby światem lepszym, a więc będąc uczciwym chcę dać Mu jeszcze jedną szansę (…i jeszcze jedną… i jeszcze jedną…), by za moją sprawą taki się być może stał, bo to przecież na tej zasadzie działa. Wracam do Niego, jestem lepszym nauczycielem dla dzieciaków i tak dalej. Albo wracam, gdyż uciekam, czy znowu nawaliłem, czyli klasyczne: jak trwoga to do Boga.

Jak dobrze by było żyć błogo duchem, marzę o tym egoistycznie i wygodnicko. Mnichów podziwiam to już wiecie, wiecie też, że za cholerę nie wiem jak oni tam wytrzymują – mi się po dwóch dniach paliło pod kopułą, mimo że to fajny czas był (i pewnie będzie, gdy zechcę się wyciszyć). Oni jednak nie mogą udawać i tylko uciekać… Powiem Wam czemu. 

Znowu postawiłem na UFC i znowu przegrałem. Znacie ten moment jak jest nudno i nie ma już absolutnie żadnej emocji, albo stawiasz, albo robisz coś innego. Ja trzymam to gówno na smyczy i stawiam tylko za grosze, ale stawka narasta taka, że mi – człowiekowi małych (głównie kulturowych i subkulturowych) potrzeb, bez fur, willi, dziwek i basenów – zwyczajnie wystarcza do przyjemnego mini-hazardowego uczucia złudzenia. Jessica Andrade? Pewnie wygra z jakąś tam Zhang Weili z Chin – pomyślałem – po czym Chinka wygrała u siebie w domu po kilkudziesięciu sekundach robiąc jej masaż kolanami i łokciami. No i zjazd emocji, jak zjazd narkotyku. Nie ma już złudzenia dnia, który mógł być nieco piękniejszy. Przecież mam co włożyć do garnka… Dzień miał być po prostu nieco ciekawszy, a nawet gdy coś się dzieje – nie zaszkodzi jeszcze jeden bodziec w tle. Codzienne szukanie małych i dużych emocji, bo w spokoju to szaleństwo! Ucieczka od nudy. No i właśnie o to chodzi z tymi mnichami oraz osobami „żyjącymi w Bogu” w szalonym XXI wieku. My potrzebujemy wielowarstwowo zaspokoić emocje podczas jednej tylko godziny, uciec od spokoju i ciszy. Prowadzę zajęcia i sprawdzam wyniki na telefonie. Piszę tekst i oglądam meczowe zaległości na aplikacji w telefonie, a na „2jce” robionej w międzyczasie (bo jem przy tym pisaniu i oglądaniu) czytam. Niespokojny, przerywany sen… Mógł być ucieczką, ale głowa jest tak pełna wykrzykników, że budzisz się co godzinę…

Nie będzie recepty. Kombinuj. Kombinujmy dalej…   

ŁG

PS: Zamieniam kasę na euro i jadę (uciekam) za granicę po ziny, jak kiedyś Ostry po płyty. Co mam zrobić, skoro głównie tam je szanują, a mnie nikt nie czyta? Nie szanuje się, kurde, poetów, tym bardziej takich specyficznych twórców czarno-białych składaków. Zrozumcie mnie, to jest moje życie i na to chętnie przytulę parę złotych z jakichś kuponów. A prywatnie chyba zmieniam się w pieprzonego frustrata, co zrobić?