9.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Znowu wracają. Przyjemne chłodne noce i poranna mgła, które tworzą klimat do tworzenia i czytania. A jak idzie jesień, to na jej cześć refleksyjne „O wszystkim i o niczym”. Ostatnio byłem na grillu u znajomych na wsi i powiedzieli mi – kiedy znowu rozmarzyłem się o domu poza miastem – że, gdy przychodzi jesień wszyscy tu mają depresję. Ja myślę, że nie ma nic lepszego niż czytać przy kominku na prowincji, gdy za sięgającym od podłogi do sufitu oknem żółto-pomarańczowo, lub biało. Ludzie, jaka depresja, ja muszę za to płacić różnym agroturystykom! Piękno. Tymczasem siedzę sobie w tym swoim zapyziałym mieszkaniu w bloku i czytam o życiu artystów ze starych Stanów. Takim – wiecie – ich prawdziwym życiu, dragi, dupy, pedalstwo, pogarda dla służących, depresja i nie mogę uwierzyć, że te historie są prawdziwe… Grzech jest brzydki, tzn. efekt jest brzydki. Piękne są świątynie, najlepiej na odludziu, jeszcze lepiej na polskim odludziu, na tle gór, we mgle. Piękna jest naiwność katolickiej rodziny, gdzieś na uboczu metropolii, dzieci latają po podwórku, rodzice nie przeklinają, a w tym wszystkim im się nie nudzi i nie mają patologicznych obrazów przed swoimi oczami, gdy kładą się spać. Tęsknię za tym, ale wiem, że to będą – o ile w ogóle nastąpią – tylko chwile refleksji, że zawsze wróci ta nuda, bo naiwności nie da się odzyskać, podobnie jak błony dziewiczej. Nuda i pokusa, z którą trzeba będzie walczyć do upadłego, burząc nastrój sielanki… A ostrzegali – ostrożnie otwieraj kolejne drzwi. Kto by jednak ich słuchał?

DYGRESJA

„Chciałbym mieć taką wiarę jak ty” – piszesz czytelniku, ale to błąd. Szczerze mówiąc, jeśli Ci się serio nie chce szukać Boga, a czytasz „DL” to możesz powiedzieć co najwyżej: „chciałbym mieć taka wolę walki o te sprawy jak ty”, o, tak byłoby zgodniej z prawdą, bo moja wiara jest, hm, średniawa. Silna wiara to taka wiara „jak dziecko” (o której wspominał zresztą sam Jezus), no wiesz, po prostu wierzą i to jest dla nich naturalne, a ja się zmagam codziennie. Codziennie! Osoba wierząca chyba nie musi tak często tego robić, tak często przegrywać?

Kiedyś byłem w zakonie na jakiejś mszy i kobieta o silikonowych ustach bardzo płakała ze wzruszenia. Nie wiem czy z powodu ładnego śpiewu, nawrócenia, czy z poczucia, że nigdy nie będzie w stanie mieć takiej pięknej duszy jak inne osoby w tym pomieszczeniu, oczywiście nie wliczając w to mnie, który nie płakał. Czasem można spojrzeć na nich wszystkich i uronić łzę nad swoim brakiem wytrwałości…, nad swoim brakiem dziecięcej naiwności.

DYGRESJA (2)

„Więcej nie gram, pierdolę!”. Dziś idę postawić i to na Polskę. Słabo grali, ale kto ma wygrać w Warszawie…? No i lepiej się będzie patrzeć na to coś, wizualnie brzydszego od początku sezonu Legii, tudzież porównywalnego.

TYLKO BÓG BĘDZIE MNIE SĄDZIŁ

Ateiści chętnie przywołują przemoc w imię religii, ale warto także spytać, ile osób wierzących spowiedź, czy nauka o miłości bliźniego powstrzymały od rozwinięcia w sobie cech drapieżnika? Niestety nie dowiemy się tego, ale z pewnością powstrzymywanie się ludzi od, może nie tyle masowych zbrodni, co przestępstw i zdrady, chrześcijaństwo mogło by przypisać sobie jako sukces. Chodzę do kościoła, jestem jak każdy kto pisze obserwatorem społeczeństwa i prócz wielu znudzonych widać naprawdę wielu wierzących (mowa ciała, oczy). Tylko czy oni chcieliby popełnić przestępstwo?

Nie wiem, ja tak :-).

ŚMIERĆ…

Niezbyt ufam gościom, którzy piszą, że moja religia trzyma kobiety 2000 lat w ucisku, a sami promują wszelkie wyzwolenie, robiące z ciała coś na zasadzie przedmiotu. Wyliczają nam krucjaty, polowanie na czarownice, samemu polując na dzieci nienarodzone za sprawą aborcji, nie wspominając o obozach zagłady raczej sprzecznych z naukami Chrystusa. Podstawą mojej wiary jest natomiast uznanie, że jesteśmy grzeszni, a podstawą mojej uczciwości jest przyznanie, że wewnątrz mojego Kościoła – oczywiście – także są ludzie grzeszni, których trzeba zwalczyć, gdy zaczną czynić (gdy wybiorą) zło (podobnie jak warto zwalczać takie osoby spoza Kościoła). Jakie zło? Przede wszystkim śmierć niesioną innym ludziom, bo tu się wszyscy zgadzamy, no – prócz ateisto-aborcjonistów (ciiii…). Kto zabija – jest katem.   

MUZYKA / ZAMIAST KLIPU…

„Pocztówka z Warszawy” może kojarzyć się z pewną śmierdzącą sprawą w wodzie płynącej z prądem, ale nie, nie… chodzi mi o tytuł CD. Taco Hemingway miał w swoim kawałku motyw o zapraszaniu chłopaka przez chłopaka na randkę, a zobaczcie kto go zaprasza na featy! Małe machnięcie rączką przez ludzi z tego, co kiedyś było sceną…?

Zasad nie ma, albo są względne, jak wszędzie na dzisiejszej ulicy. Od małego machnięcia rączką się zaczyna, zobaczycie, że nawet nie będziemy wiedzieli kiedy, a polska ulica stanie się liberalna jak na Zachodzie. Jeszcze kilku wpływowych twórców machnie rączką i się zacznie tzw. „zdrowy rozsądek”. Równolegle „polski patriota” może stać się synonimem obciachu (nawet na stadionach, które lekko po 2000 roku były przecież słabo patriotyczne…, czy dzisiaj jest to patriotyzm głęboki?), a to za sprawą wszystkim znanych osobników wątpliwej trzeźwości, którzy poginają z najważniejszymi dla nas symbolami utwierdzając lewaków w ich stereotypach, „robiąc wiochę”.

Wszystko można ośmieszyć i wszystko może się zmienić, kwestia pokolenia. Jasne – to co wielkie – przetrwa i wypłynie, ale w jakiej formie (przez kogo opowiedziane) i… na jaką glebę? Tęczową?

CZY WIESZ, ŻE…

(Jakub Wozinski) Po przystąpieniu Polski do UE firmy z nazistowską przeszłością triumfalnie wkroczyły nad Wisłę, by tu występować w roli „nauczycieli demokracji”? Nie ufajcie Szwabom chłopcze i dziewczyno…

CYTAT NA KONIEC…

Niczego nie lubię. Może to ze strachu. Właśnie tak, boję się. Pragnę siedzieć sam w pokoju przy opuszczonych roletach. Delektuję się tym. Jestem świrem. Jestem kompletnym wariatem – Charles Bukowski. Tak daleki, a tak bliski gościu… Każdy podobny, tylko inna ucieczka… Często mi go podsuwacie – znam go (prozę, wiersze, film). Mamy naprawdę bardzo wiele nie tyle podobnych, co dokładnie takich samych refleksji na temat społeczeństwa i samotności, tyle że ja nie jestem takim rozpustnikiem i na pewno mamy inne poglądy na religię, politykę itd.

Wreszcie deszcz!

Chłód. Chłód klatki schodowej, gdy piliśmy na niej piwo. Chłód pracy na budowie, kiedy już chciałem jakoś się odnaleźć w życiu. Kaptur na głowie, otoczony starszymi robotnikami małolat, chyba szesnaście lat. Ściskam zmarzniętymi łapami kubek z czarną kawą, na dworze jakieś milion stopni w minusie, a czarna (biała) robota przypadła oczywiście najmłodszemu. Łopata, taczka… Marzenie o innym życiu. Udało się je wywalczyć.

Nie marudź Grower…

ŁG