20.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Wyszedłem z panną z piwnicy baru, takiej z dwoma kanapami i stolikiem po środku, a wraz ze mną kumpel z jej koleżanką. Na zewnątrz, pod parasolkami, siedzieli inni ziomkowie z mniej chętnymi koleżankami z innej bajki, zresztą z jedną chyba wtedy chodziłem, i rzucił jakiś pełen zazdrości (że to nie on miesza w cipce w piwnicy) tekst, który mnie wkurwił. Wyprowadzić z równowagi było łatwo, bo była z nami jeszcze jedna pani – Żubrówka, a dziewczyny mało piły. Kumpel też podpity, więc od słowa do słowa i poszliśmy na solówę do pobliskiego lasku. Daliśmy sobie po ryju, kilka rund, ostatnią chyba wygrał, ale tak nieprzekonująco, naprawdę dałem mu to wygrać, bo zaczęło mnie to nudzić, nie ćwiczyliśmy wtedy zbyt dużo i te ciosy nie były jakieś rewelacyjne, my brudni, a towarzystwo czekało. To mu trochę spuściło powietrze, przybiliśmy piątkę i wróciliśmy do stolików, uwaleni od piasku i trawy, z czerwonymi twarzami. Dziewczyny (nie te, co były z nami w piwnicy, tamte niestety od razu się oddaliły) już w ogóle nie były nami zainteresowane, chyba myślały, że ten mądry da temu głupiemu (kurde, nie mogli się wszyscy sobą zająć tam na górze zamiast rąbania mi dupy?) po pysku, a tu kumple wrócili objęci i uśmiechnięci, zataczając się. Codzienność czasów młodzieńczej alkoholizacji. Fajne, takie niewinne jeszcze bójki, bez zbędnej filozofii. Człowiek wracał wyładowany pod każdym względem, po prostu wymijał starych i szedł spełniony spać…

DYGRESJA…

No właśnie, rodzice.

– Kiedyś wykończysz swoją matkę! Ja to nic, ale ona już nie daje rady…

… mówił mój ojciec odbierając mnie ponownie z komisariatu jakieś 18 lat temu. Kłamał. Mama dała jakoś radę, on nie – popadł w alkoholizm, czym pomógł ją wykańczać (też sięgnęła po kieliszek), kiedy ja już jako tako stanąłem na nogi…

Przynosisz wstyd rodzinie! – gadali 19 lat temu…

Dziś, kiedy wszyscy możemy się już z tego śmiać (aczkolwiek jesteśmy weteranami wojennymi, heh, i mamy spore, nieuleczalne, rany, ślady), śmiem twierdzić, że wszyscy po trochu przynieśliśmy ten wstyd – i sobie, i rodzinie, a teraz przyszła pora na odrobinę dumy, kiedy śmieję się ironicznie będąc wychowawcą dzieci – w tym dzieci prawników, dyrektorów i całej reszty śmietanki, która mnie ścigała… Niezbadane są wyroki Boskie, a także to jak skończysz, tylko musisz mieć trochę szczęścia, ale i siły, by chwycić życie za mordę.

Powiem Wam, że szansę na odrobinę tej dumy dało mi to, że poszedłem pod wiatr, rozwinąłem pasje, dałem sobie szanse na ciekawe życie. Co zostanie z życia, kiedy wszystko wokół tylko wypala, nic nie inspiruje…?

Czcij Ojca swego i Matkę swoją!

SPORT / CAŁY MECZ KOSZYKARZY W TZW. KOSOVIE

Dziś o 20:00 Legia gra w Warszawie rewanżowy mecz w kosza z drużyną z tzw. Kosova, którą pokonała w pierwszym meczu, co można zobaczyć poniżej:

Zwycięstwo czeka nas! Swoją drogą, pamiętacie, kiedyś co zimę w stolicy spotykali się Autonomiczni Nacjonaliści wyrażając solidarność z Serbami… Nasz blok maszerował kilka lat z rzędu, wysyłając małą, ale zawsze, pocztówkę do Serbii, że polscy nacjonaliści nie zgadzają się z powstaniem tego mafijnego kraju. Fajne czasy były, zanim to wszystko popadło w kryzys. Ale w sercu zawsze bunt, zawsze black block! Zawsze wsparcie dla serbskiego Kosova!

KIBICE, FUTBOL, TURYSTYKA / SIEDZIAŁEM W DEUTSCHLAND…

Gdzie byłem jak mnie nie było…? Ponownie los rzucił mnie na kilka dni do Niemiec, a przy okazji zaliczyłem mecze, które miałem pod ręką w okolicy. Bardzo obszerne relacje napisałem już na szykowaną dla Was papierówkę „spod lady”, a zatem nie będę się teraz rozpisywał, powiem tylko, że miałem ciekawe przygody, tak to jest jak się jest wiecznie młodym, heh. Dzisiaj tylko o tym gdzie byłem…

Najpierw Hannover 96 – Arminia Bielefeld (zwracam Waszą uwagę także na końcówkę filmiku i… pentagram na wieży kościelnej!):

Potem wyczekiwana przeze mnie wisienka, czyli derby Hamburga od środka:

Materiał Loritus News z marszu HSV (zbiórkę ustalili na terenach FCSP):

Wszedłem turystycznie na sektor gdzie miałem… stój… ja… nie miałem biletu… Polak potrafi! Widziałem także głośny w internetach marsz chuliganów HSV przez dzielnicę dziwek dwa dni wcześniej. Szczegóły w „DL”25 na jesień 2019! A w aktualnym „TMK+” moja relacja z pierwszej wizyty w tym portowym mieście, więc kupujcie śmiało kibolską prasę (z Dojczów przywiozłem tym razem cały wór zbiorów z różnych klimatów)!

MUZYKA / SUBKULTUROWE PRZEBITKI

Są gusta i guściki, ale najważniejsze by być prawdziwym w tym, co się robi, czyli robić to z miłości, zajawki, a nie tylko dla hajsu i sławy. Hip hop w ich wydaniu to zupełnie inny świat, wartości i priorytety niż moje, ale w tym mi pasują – są prawdziwi i robią swoje. Metafory też mistrzowskie, no i bity, więc co jakiś czas sprawdzam rzeczy od warszawskiego JWP. Ero, Kosi i reszta najczęściej rymują właśnie o swojej kulturze i pasji, a robią to po swojemu od lat, będąc już na scenie marką. No właśnie – na scenie, nie wśród neoraperów uzależnionych od leków antydepresyjnych…

Teraz Ero promuje solówkę, ale wrzucam coś starszego, przez te osiedlowo-subkulturowo-wandalskie przebitki, do których mam słabość, nawet jeśli są robione nie do końca w moim klimacie. To jak widok, który uswiadczyłem tydzień temu w mieście, najprawdziwszy skinhead w białych sznurówkach :-). To jak kupowanie zinów na dzielnicy St. Pauli – wiele różni, ale chodzi o sam klimat tych ludzi, niekomercyjny. Tego właśnie wielu moich czytelników nie rozumie, a ja serio to rozróżniam, to tak jak powiedzieć o graffiti kibicowskim wroga obiektywnie: ładne. I tyle.

Odkąd umiem pisać czuję miłość do liter. I jeszcze ten projekt i kawałek, elegancki:

CZY WIESZ, ŻE…

… nasz mózg dostaje dziś tyle informacji, że nie jest w stanie ich przetworzyć? I powiedzcie, że to naturalne, heh. Nie, nie żyjemy naturalnie. Kiedyś do informacji trzeba było się dokopać, a teraz newsy, których wcale nie chcę czytać, przychodzą mi same przez jakąś dziwną aplikację w telefonie komórkowym. Wybierają dla mnie „newsy dnia”. Nic dziwnego, że człowiek za jedną z głównych form buntu wybiera odłączenie się, mówi (zamiast analizować): a dajcie mi wy wszyscy, kurwa, święty spokój… Też coraz więcej takiego spokoju szukam.

CYTAT NA KONIEC…

Urodzeni (przeznaczeni) by przegrywać – gotowi by wygrywać! – tekst z vlepki znalezionej na ulicach Hamburga. Tak mi się jakoś wbił ten tekst do głowy. System, albo np. pech urodzenia się w złych warunkach powoduje, że jesteśmy skazani na życiową klęskę. Ale jeśli jesteśmy gotowi do zwalczenia tych wszystkich przeciwności, damy radę! Niech takie postawy nigdy nie będą Wam obce przy powstawaniu z kolan…

Dobrego weekendu czytelnicy, dzięki, że tu jesteście!

ŁG