26.09.19 Takie tam chrumkanie…

Gotuję sobie parówki i wrzucam na brudny od ciasta talerz, nie chciało mi się myć. Buldog obok mnie, nawet o tym nie pomyślał, przecież on liże nawet cudze gówna, gdy jesteśmy na spacerku. Tyle ma zmarszczek, ale zmartwień niewiele, a ja odwrotnie. Są obszary, w których jestem silny, ale w życiu złamałem tyle danych sobie obietnic, że aż ciężko to czasem przed sobą przyznać. Ludzie z zewnątrz mówią: dobrze Łukasz!, klepią po plecach, a ja skupiam się na tych momentach, gdy zawiodłem samego siebie, gdy sam sobie po raz kolejny zaprzeczyłem. Błąd. Przecież każdy to zna, każdy tak ma, nie oraj się Łukasz! Błąd, bo możemy sami zaprowadzić się na skraj rozpaczy tylko dlatego, że nie jesteśmy duchowymi herosami. Spojrzałem z zazdrością na buldoga. Patrzy obojętnie, jak zawsze, kiedy nie ma do mnie interesu związanego z załatwianiem się, lub jedzeniem. Jak dobrze, pomarszczony skurwielu (jak by wyglądał po botoxie, coś w stylu Krzysiu Ibisz?), że nie czytałeś tych wszystkich filozofii i ideologii, przynajmniej po prostu egzystujesz i wiesz czego chcesz. Srać i żreć, a nie pierdolić zbyt dużo (tym bardziej, że obciąłem mu jaja)!

Czym mniej gadasz tym mniejszego durnia z siebie potem zrobisz, pamiętaj zanim zechcesz naprawiać świat, ale… świat (i siebie) po swojemu naprawiaj. Naprawiaj, lecz z pokorą, szacunkiem i strachem. Dużo dobrego zrobisz, nie odpuszczaj, ale też dużo razy zawiedziesz siebie samego, bo z życiem to nie jeden próbował się siłować i nie wygrał.

Tak to dzisiejszego poranka widzę. Ciesząc się, że jest moja ukochana jesienna aura, a buldog chrumka obok jak świnia…

Jestem oszczędny w słowa, bo „DL”25 na ukończeniu. Konkrety. Pozostało mi zapisać pięć z setki stron, które dla Was napisałem! Bądźcie czujni…

ŁG