29.05.10 POLSKA 0-0 FINLANDIA (MECZ TOWARZYSKI, KIELCE).

Oceniając poziom gry biało czerwonych przeciwko Finlandii należy brać pod uwagę przede wszystkim to, iż (jak zwykle ostatnio) taki skład grał ze sobą pierwszy raz…Franciszek Smuda cały czas eksperymentuje i szuka, a Euro 2012 tuż, tuż…Chujowa sprawa związana z policyjną inwigilacją i większymi represjami dla ultras swoją drogą, ale na zielonym prostokącie fajnie by było gdyby Polacy coś dla nas wygrali…Tym bardziej, że dziwak Roger odszedł w niepamięć i dopingujemy swoich! 29 maja w Kielcach miał miejsce kolejny etap przygotowań do imprezy…Pierwsza połowa meczu należała do biało- czerwonych aczkolwiek Finlandia też miała swoje sytuacje. Mecz był przeciętny, ale i tak ktoś przyzwyczajony do „poziomu” reprezentowanego przez dzisiejszą Legię Warszawa mógł ekscytować się tym spotkaniem jak jakimś hitem…Było dużo strzałów, kilka ciekawych zagrań nawet na tzw. poziomie światowym. Można nieśmiało napisać, że zmierza to w dobrą stronę…W drugiej połowie gra z początku trochę klapła, ale Polacy wreszcie się obudzili (około 60’ minuty). W 64’ minucie trafiliśmy w słupek…Minutę później Jeleń nie trafia z metra do bramki…Pech. Ale takiego pecha nie możemy mieć skoro chcemy wygrywać na Euro. Tam taka Finlandia oparta na emerytach (gwiazdy w wieku 39 lat!) nie znaczyłaby nic…Nie minęły 3 minuty i po świetnym zagraniu partnera znowu nie strzela gola Jeleń – tym razem był z 3 metry od bramkarza gości. Potem Polacy jeszcze oddali kilka groźnych strzałów…Bez efektów bramkowych, ale chociaż miło dla oka. W 75’ minucie na boisko wszedł jedyny piłkarz Legii – Maciej Rybus. Zmienił Mierzejewskiego z Groclinu. I jak przez cała wiosnę…nic nie pokazał ciekawego. A nie… – przepraszam. W 83’ minucie był bliski bramki…samobójczej. Od swojego końca w kadrze uchronił go może metr…Ostatni gwizdek sędziego – kończy się na 0-0. Umówmy się – powinniśmy wygrać z 5-0,  ewentualnie 5-1…Z gry Polaków możemy być jednak zadowoleni i był to taki remis „do przyjęcia” – z uśmiechem na ustach. A jak było na trybunach? Zapraszam na dwie relacje (+ bonus) – specjalnie dla Was. Co ciekawe – obecni widzieli wydarzenia na murawie zupełnie inaczej niż ja w TV…

Ł

POLSKA 0–0 FINLANDIA

29.05.10, Mecz towarzyski, Kielce.

Zjazd OZSK. Relacjonuje kibic Korony Kielce:

Tego samego dnia, kilka godzin przed meczem miał miejsce zjazd OZSK. Stawiły się wszystkie znaczące ekipy z Polski. Dyskutowano nad organizacją i bieżącymi problemami polskich kibiców, m.in. o zakazach klubowych, pirotechnice, czy leceniu w chuja przez zarządy klubów w sprawie domniemanych remontów sektorów gości. Gościnnie pojawili się biskup Marian Florczyk, Jerzy Engel wraz z prezesem świętokrzyskiego ZPN-u oraz stały gość i zawsze popierający nas europoseł Ryszard Czarnecki. Wrażenia po zjeździe? Idzie ku lepszemu, na pewno.

WNS

Relacjonuje kibic Korony Kielce:

29 maja na stadionie w Kielcach odbył się mecz towarzyski naszej reprezentacji. Szczerze mówiąc to nie ma o czym pisać poza tym że się odbył. Na stadionie jakieś 14 tys. ludzi. Masa pajaców i pikników, jakieś wycieczki zakładowe, ale jest też spora grupa kumatej braci. Z większych ekip widziani: Polonia Bytom z Odrą Opole, Hetman Zamość, Stomil Olsztyn, ŁKS  Łomża, Chemik Kędzierzyn – Koźle, Wybrzeże Gdańsk, Hutnik Kraków i oczywiście Korona ze swoimi zgodami. Na wejście piłkarzy kieleccy ultrasi prezentują choreo przedstawiającą mapę Europy i trzy postacie – kibica i dwóch wojskowych planujących inwazję na cały kontynent z hasłem ,,Europa to nasz cel”. Po odśpiewaniu hymnu prezentacja idzie w dół i zaczyna się już normalny doping, który tego dnia miewał raz lepsze, a raz gorsze momenty. Do końca spotkania już nic się nie dzieje. Piłkarzyki po słabym meczu remisują 0-0, a  ludzie znudzeni tym marnym widowiskiem wychodzą jeszcze 10 min. przed końcem. To już najprawdopodobniej ostatni mecz kadry w Kielcach, a szkoda bo atmosfera tutaj zawsze była nieprzeciętna, tego dnia niestety ,,zaangażowanie” grajków przeniosło się na sektory i zrównało z zaangażowaniem w doping.

WNS

Relacjonuje kibic Legii Warszawa:

Szczerze mówiąc, kiedy w piątek 28.05 dostałem telefon od kolegi, że ma 4 bilety za friko na mecz kadry w Kielcach to nie wiedziałem o jakim On w ogóle meczu mówi….Kilka szybkich słów wyjaśnienia co i jak, że gramy z Finlandią a bilety za friko możemy mieć na trybunę VIP wystarczyło, żeby podjąć decyzję- jedziemy! Podjarani niespodziewaną opcją vipowską, z której mieliśmy ostre śmiechy i planowaliśmy jak to napijemy się i najemy za friko, zrobimy fotkę z Listkiewiczem hehe, zaśpiewamy „ITI spierdalaj” w środku panów w garniturach itd., dojeżdżamy do Kielc.

Drogi na stadion nie znał nikt z nas, ponieważ nie mieliśmy do tej pory okazji być na nowym stadionie Korony (na starym jedna z osób była), ale wystarczyło jechać za furami z powiewającymi szalikami i flagami Polski, których było mnóstwo (!) na trasie aby dojechać pod obiekt. Jak na vipów przystało pakujemy się na parking dla „nas” hehe. Jakie było nasze zdziwienie kiedy przygłupiasta ochrona powiedziała, że ten to nie nasz, dla nas będzie z drugiej strony stadionu. Strąbiliśmy się jeszcze pod bramą wjazdową z Jerzym Engelem i pełni wkurwienia robimy rundę wokół stadionu. Było to baaardzo trudne, bo psy pozamykały ulice, a morze ludzi już szło na stadion, bo było lekko po 16 (mecz o 17). Pod drugim parkingiem też zonk, więc streszczając akcję stajemy ostatecznie koło jakiegoś cmentarza i ruszamy z buta. Kurwa, tak traktować nas vipów!? Ledwo zdążyliśmy wyjść z fury, a tajniaki stojące nieopodal nas zaczepiły pytając co my za szaliki mamy. Jebani mają bystry wzrok, bo chodziło o szale OFMC „Better dead than red”. Pitu pitu, żebyśmy je lepiej schowali, ale „dobra, damy sobie radę”.  

Pod wejściem kongo! Ludzi do bramek morze, ale my szczęśliwi uderzamy do wejścia dla vipów. I tutaj nasze marzenia prysły!….Okazało się, że nie mieliśmy biletów dla VIP tylko po prostu na najdroższe dostępne sektory na ten mecz. Koszt jednego biletu 130zł!! Bez komentarza….Chamska ochrona nas wyprasza, a obok nas jakiś najebany facet z wąsem wdaje się w szarpaninę z tymi kurwami. Niepotrzebnie to w sumie robił, ale mniejsza z tym, staramy się we 2 osoby wyciągnąć faceta ale kurwy nas doskakują i ostatecznie starszy gościu i ktoś jeszcze zostają powinięci i rzuceni na glebę. Ehhhh, to nasz sen o kawiorze, szampanie, naubliżaniu Lacie z bliska prysnął….Zostało nam na wkurwieniu stanąć w kolejce. Teraz już wiem czemu przepustowość na Koronie jest tak głośno krytykowana w Polsce….

Wokół nas typowo reprezentacyjna masa kibiców- pompony, malowane twarze itd., każdy wie o co chodzi. Po odstaniu wbijamy na stadion i pierwsze wrażenia z oglądania obiektu Korony. Już wiadomo czemu kosztował tylko 48mln zł…Betonowa konstrukcja z dachem. Kible w toi-toiach, jedzenie i sklepik z pamiątkami w blaszanej budce, a pomieszczenie dla vipów to namiot…Właściwie tyle….Zajmujemy miejsca a tam oooostry piknik! Mamy 4 rząd na dolnej kondygnacji i murawa faktycznie blisko nas, ale na wprost oczu słup z kamerą monitoringu. 130zł za miejsce gdzie przed oczami masz słup! Tylko w Polsce…

Na stadionie (od wewnątrz całkiem ładny) niemal komplet ludzi, i cały obwieszony flagami z każdej części Polski. Nie będę wymieniał, bo nie ma sensu, ale co ciekawe po kilku minutach od rozpoczęcia meczu znikła z płotu flaga Zagłębia Sosnowiec. Ultrasi Korony robią kolejną w ostatnim czasie dużą choreografię na całą trybunę gdzie jest ich młyn. Rozwijają sektorówkę oraz pasy materiału, wraz z hasłem „Europa to nasz cel”. 3 postacie, które były na sektorówce to kibic, weteran wojenny oraz…no właśnie? Jakiś tajnos agentos, nie domyśleliśmy się o co chodzi. Doping tego dnia stał na różnym poziomie. Młyn dawał z siebie bardzo dużo i generalnie ładnie śpiewali, zwłaszcza, że dach dawał super efekt. Reszta stadionu do dopingu włączała się tylko raz na jakiś czas. Nasz sektor, gdzie siedzieliśmy (!) to totalny piknik. Jakby tego mało kilka rzędów za nami usiadło kilku Finów, którzy raz na jakiś czas coś tam szczekali. Robili za ciekawostkę dla ludzi dookoła.

Gra piłkarzy mnie mało interesowała, ale szczerze mówiąc to nie rozumiem podniecania się tą bliskością murawy od trybun. Z naszego miejsca widoczność była słaba kiedy akcja była w drugiej części boiska. W przerwie meczu uznaliśmy, że trzeba zmienić miejsce, bo nuuuudyyyy takie, że szok. Omijając zgrabnie ochronę wbijamy na piętro i widok stamtąd naprawdę fajny. Minęliśmy kurwę Szczęsnego, który chyba był komentatorem w TV. Na drugie 45 min uderzamy pod młyn Korony. Część była nie do końca chętna temu, ze względu na nasze szaliki i moją koszulkę Legii, ale ostatecznie stajemy pod młynem Korony. Widoczność bardzo fajna, doping dalej na dobrym poziomie. Mieliśmy okazję zarówno tam, jak i wcześniej spotkać sporo ekip w barwach swoich klubów, które charakteryzowały się raczej szerokimi plecami. Na szczęście samych Andrzeji ten mecz nie przyciągnął. Atmosfera meczu raczej z gatunku piknikowych, w doping się specjalnie nie włączaliśmy, więc żeby uniknąć korków w 80 minucie zawijamy się do fury.

Podsumowując, wybraliśmy się tam tylko ze względu na darmowe wejście i dla jaj żeby zobaczyć jak to jest być vipem hehe, ostatecznie nie dane nam było, ale fajnie, że nadarzyła się okazja do przeżycia kolejnej przygody i zobaczenia czegoś nowego.

ŻYŁA

POLSKA: Tytoń – Piszczek, Wojtkowiak, Żewłakow (46′ Sadlok), Dudka – Błaszczykowski (85′ Nowak), Jodłowiec, Matuszczyk (61′ Peszko), Mierzejewski (75′ Rybus) – Jeleń (89′ Sobiech), Lewandowski (90’ Małecki).

FINLANDIA: Fredrikson – Lampi (82′ Jalasto), Parviainen, Heikkinen, Moisander – Johansson, Sparv, Eremenko (90′ Turunen), Porokara (66′ Forssell), Hämäläinen (81′ Perovuo), Litmanen (71′ Roiha).

ŻÓŁTE KARTKI: Moisander.

WIDZÓW: 14.000.     

Galerię zdjęć znajdziecie min na stronie Korony Kielce: http://www.mks-korona-kielce.pl/kategoria/show/1006